Uchodzi za jednego z ojców założycieli dwudziestowiecznej liryki niemieckiej; debiutował w okresie ekspresjonizmu, u schyłku życia stał się autorem niezwykle ważnym dla powojennej generacji poetów. Na wizerunku Benna ciąży opowiedzenie się po stronie Trzeciej Rzeszy w latach trzydziestych. Nie wpłynęło ono (na szczęście) w istotny sposób na jego poetyckie środki wyrazu. Znaczenie literackie poety polega m.in. na łączeniu problematyki egzystencjalnej z nowatorstwem formalnym i technicznym. Szersza prezentacja twórczości lirycznej i sylwetki Benna w "Literaturze na Świecie" nr 5-6/2006.
p
Astry - na wzbierającej fali
dni, stare zaklęcie, czar,
bogowie wagę powstrzymali
na chwilę, która trwa i trwa.
Raz jeszcze hen na nieboskłonie
światło i kir, wśród złotych trzód,
co się wylęga w starym łonie
spod sczezłych skrzydeł - jaki płód?
Raz jeszcze to, co wytęsknione,
oszołomienie, różane Ty -
lato chyliło się wpatrzone,
kędy jaskółek szyk,
raz jeszcze to, co jest mniemaniem,
gdzie dawna pewność śledzi lot
jaskółki, która nurt rozgarnie,
by spijać ruch i noc.
(1936)
I
Gdybyśmy byli przodkami z pramroków.
Grudką skrzepłego śluzu wśród bagiennych wód.
Gdyby się lęgło z naszych niemych soków
Życie i śmierć, poczęcie i płód.
Źdźbło algi czy wydmowe wzgórze,
co ciąży w dół, spowite w wietrzny kształt.
Łebek ważki, puch na mewim piórze
to już zanadto i za wielki gwałt.
II
Pogarda dla tęsknoty, rozpaczliwej trwogi,
dla kochanków, nadziei i tego, co drwi.
Jesteśmy jak boleśnie zadżumione bogi
a przecież w głowie, w myślach nadal Bóg nam tkwi.
Ciemne sny z lasu. Łagodna zatoka.
Pantery bezgłośnie skaczące wśród drzew.
Gwiazdy, śnieżne kule, co kwitną z wysoka.
Wszystko jest brzegiem. Wieczny morza zew -
(1913)
Rzeczywistość nie ma cech koniecznych,
ba, może ją uznać za mit
kto z fluidów i fletni odwiecznych
wywiedzie swój ludzki byt.
Kość, kiść bzu czy Olimpii ciało -
malarz nie im poświęcał trud
tym, co w nim, wewnątrz, promieniało,
trans bywał i girlandy nut.
Galernik ów, w kajdanach, człowiek
co w brzuchu łodzi tkwił, nie widział wód,
fregat ni gwiazd - spod ciężkich powiek
samo się snuło marzenie-cud.
Malował fetysz - to z obawy.
Pietę, kiedy cierpiał ból.
Żartem - królewski stół do kawy,
lecz nie pił przy nim kawy król.
(1952)