Dziennik Gazeta Prawana logo

Polityczność wirtualna

5 listopada 2007, 12:09
Ten tekst przeczytasz w 16 minut

Jak określić dzisiejszy system władzy w Rosji? Niektórzy komentatorzy mówią o restauracji sowietyzmu, inni o całkowicie odideologizowanym ustroju, który jest zainteresowany jedynie własnym przetrwaniem. Lilia Szewcowa należy do tej drugiej grupy - wskazuje, że rosyjska władza stworzyła system doskonale adaptujący się do okoliczności, poprzez "imitację" wchłaniający w siebie wszelkie opozycyjne nurty. Najistotniejszą jego cechą jest jednak umiejętność tworzenia czysto dekoracyjnych pseudoinstytucji, które służą kooptacji elit do systemu oraz rozmyciu odpowiedzialności za podejmowane decyzje. "Władza znakomicie przyswoiła sobie technologię tworzenia fantomów. I nawet krytycznie nastawiona mniejszość zmuszona jest brać udział w kremlowskim show przez sam fakt swojego protestu".

p

Aktywni obserwatorzy spraw rosyjskich dzielą się na dwie grupy: pragmatyków i idealistów. Pierwsi uważają, że Rosja zasługuje na takie państwo, jakie posiada. Według nich nie sposób za jednym zamachem przeskoczyć z totalitaryzmu do liberalnej demokracji. Kiedy powstanie klasa średnia, podniesie się poziom dobrobytu ludności - wtedy porozmawiamy o liberalnej demokracji. Krótko mówiąc, najpierw gospodarka i kapitalizm, a potem demokracja i pozostałe subtelności.

Pragmatycy - przynajmniej w Rosji - stanowią większość. Wśród nich są zbliżeni do Kremla propagandyści: Gleb Pawłowski, Wiaczesław Nikonow, Siergiej Markow i Aleksiej Puszkow. Do pragmatyków przyłączają się i ci, którzy próbują oskarżać Zachód przy okazji każdej porażki demokracji rosyjskiej.

Idealiści, wręcz przeciwnie, uważają, że polityka w Rosji jest dziś ważniejsza od gospodarki. Są oni przekonani, że społeczeństwo rosyjskie nie jest już przeszkodą dla ruchu w stronę liberalnej demokracji. Problem tkwi w tym, by pogodzić wolność z porządkiem na gruncie państwa prawa. Jewgienij Jasin, Jurij Lewada, Igor Kliamkin, Gieorgij Satarow, Andriej Piontkowski - to ludzie, których można zaliczyć do idealistów (podobnie jak niżej podpisaną). W samej Rosji są oni mniejszością.

Rzeczywistość jakby potwierdzała racje pragmatyków: ludność popiera Putina i w efekcie jest zadowolona ze status quo, a wyniki prezydenta w rankingach popularności mogą budzić zazdrość jego kolegów z G-8. Nadzieje opozycji na to, że system za chwilę się zawali i masy wyjdą na ulice z żądaniem wolności, są coraz bardziej podobne do marzeń paranoika. Co się tyczy świata zachodniego, to preferuje on Rosję stabilną (choćby nawet była niedemokratyczna), uświadamiając sobie granice swojego wpływu na jej rozwój. Niektórzy liderzy, jak np. były kanclerz Niemiec Schröder i były premier Włoch Berlusconi, dobrowolnie biorą na siebie rolę kremlowskich adwokatów, wyjaśniając swojemu społeczeństwu, dlaczego Rosja nie jest gotowa do demokracji.

Co odpowiadają idealiści? Tak, Rosjanie podtrzymują reżim i przywódcę, ale tylko jako mniejsze zło, mając nadzieję na reformy. Przecież wielu głosowało na Putina w roku 2004 w przeświadczeniu, że pogodzi on wolność z porządkiem. Naród milczy dlatego, że możliwe jest przetrwanie bez uciekania się do kolektywnych działań protestacyjnych. Ale można mieć wątpliwości co do tego, czy milczenie faktycznie oznacza uznanie dla polityki władzy, skoro tylko około 30 proc. respondentów uważa, że Rosja podąża we właściwym kierunku. Naród milczy także dlatego, że nie widzi budzących zaufanie alternatywnych sił, które mogłyby wyprowadzić kraj ze ślepej uliczki. Ważne - twierdzą idealiści - że po raz pierwszy w swojej historii naród rosyjski jest gotowy na wprowadzenie nowego ładu. Problem polega na tym, że nie jest na to przygotowana elita.

Przypuśćmy jednak, że rację mają pragmatycy. Ale skoro społeczeństwo należy wieść ku swobodzie stopniowo, to dlaczego klasa rządząca przykręca śrubę? Zgódźmy się, że modernizacja Rosji w warunkach demokracji jest niemożliwa. W jaki sposób jednak ruch w kierunku państwa "surowcowego" można rozpatrywać jako modernizację? Jeszcze do niedawna pragmatycy, próbując udowadniać konieczność wzmocnienia władzy wykonawczej, przekonywali nas: poczekajcie, jak tylko zostanie stworzona silna prezydentura, zaczną się reformy. Dziś, kiedy stworzono już superprezydenturę usuwającą w cień pozostałe instytucje, pragmatycy wciąż nie są skłonni wyjaśnić, dlaczego władza nie znajduje czasu na reformy.

Przyznajmy, że idealiści również nie mogą wyjaśnić, dlaczego społeczeństwo, które jest gotowe do życia w wolnym kraju, pozwala elicie prowadzić politykę niedostosowaną do jego rzeczywistej kondycji. Dlaczego liberałowie nie potrafili wkomponować się w rosyjską historię i do tej pory przez wielu traktowani są jak obcy Rosji element?

Spór pragmatyków z idealistami to nie tylko zjawisko rosyjskie. Na różnych etapach rozwoju i w różnych społeczeństwach miały miejsce takie same spory i w zależności od ich rozstrzygnięcia kraje wybierały albo drogę stagnacji, albo transformacji. Globalne doświadczenie pokazało, że wiara w zdolność autorytarnych reżimów do przeprowadzenia liberalnej modernizacji nie jest niczym więcej niż iluzją. Korea Południowa w sposób autorytarny rozwiązała problem industrializacji, ale konieczność rozwiązania problemów postindustrialnych zmusiła ją do demokratyzacji swojego systemu. Dzisiaj los wielu krajów - od Egiptu po Indonezję - potwierdza, że autorytarno-biurokratyczna władza blokuje dojrzałe reformy gospodarcze. Z kolei doświadczenie słabo rozwiniętych państw od Portugalii po Polskę, które wkroczyły na ścieżkę demokratyzacji, potwierdza, że przejście do demokracji może odbywać się w społeczeństwach z niedostatecznie rozwiniętą klasą średnią, a brak przesłanek społeczno-ekonomicznych można kompensować polityczną wolą i - co najważniejsze - poczuciem misji u części klasy politycznej.

Na razie pragmatycy, dyskutując o braku gotowości Rosji do liberalnej demokracji, faktycznie usprawiedliwiają obecną sytuację i - co więcej - wykluczają debatę na temat dalszych dróg rozwoju społeczeństwa. Skoro wszystko zostało już przesądzone, trzeba się rozluźnić i płynąć z prądem - kto wie, może gdzieś nas on poniesie. Tak więc realizm okazuje się w efekcie apologią istniejącej władzy bez względu na jej formę.

W Rosji tworzy się państwo postsowieckie, które kontynuuje - tyle że w technokratycznym opakowaniu - rosyjską tradycję władzy dominującej nad społeczeństwem, i które powinno gwarantować stabilną pozycję klasy rządzącej. Putinowi udało się zreformować staro-nową klasę rządzącą za cenę przetasowań w jej szeregach - odejścia na tyły poprzednio rządzącej grupy i wysunięcia nowej. W przypadku przytłaczającej części klasy politycznej w Rosji osiągnięto konsensus co do reguł gry. Jego najważniejsza zasada brzmi: nie trzeba więcej ani rewolucji, ani gwałtownych gestów.

Putin stał się uosobieniem tego konsensusu, który można określić jako zachowanie status quo. On potrafił zaspokoić interesy nie tylko głównych grup elity, lecz i części społeczeństwa. Rosyjski konsensus bazuje na nietrwałych interesach i na pamięci o niedawnych wstrząsach. To konsensus skierowany nie ku przyszłości, lecz ku przeszłości, jako reakcja na to, co było wczoraj.

Jeszcze do niedawna amorficzny i wyglądający jak połączenie źle dobranych mebli, rosyjski postsowiecki system przybrał wyraźne kształty. Jego cztery kluczowe elementy to: biurokratyczno-autorytarny reżim; państwowo-aparatczykowski kapitalizm; selektywny paternalizm socjalny oraz wielowektorowość w polityce zagranicznej.

Warto zwrócić przede wszystkim uwagę na trzy cechy tego systemu, które pod wieloma względami określają jego trajektorię: hybrydowość, dziedziczność i imitację. System ten inkorporuje wzajemnie wykluczające się zasady: rynek i dyrektywność, jedynowładztwo i wybory, paternalizm i socjalną obojętność, wolność i autorytaryzm. Pozostając organizmem wszystkożernym, system postsowiecki apeluje do wszystkich warstw społecznych, tym samym niemalże uniemożliwiając powstanie opozycji.

Kwestię dziedziczności rozstrzygnęło zachowanie starej zawartości w nowym opakowaniu. "Putin odrzucił jelcynizm" - to hasło jest lejtmotywem nadwornych analityków, którzy porównanie teraźniejszości z niedawną przeszłością uczynili podstawowym argumentem na rzecz żywotności obecnej władzy i których nie krępuje fakt, że ich służba na Kremlu jest zaprzeczeniem ich własnej tezy o końcu jelcynizmu. Zresztą Putin rzeczywiście usunął część poprzedniego reżimu pretendującego do dominacji i wyrzekł się jelcynowskiej spontaniczności, zmieniając w ten sposób charakter swojego rządzenia. Ta dość oszczędna operacja zrzucania skóry była jednak środkiem zachowania fundamentów systemu: władzy osobowej oraz utożsamienia tejże władzy z własnością.

Jeszcze jednym uderzającym rysem rosyjskiego postsowieckiego systemu jest jego porażająca zdolność do imitacji, w wyniku czego trudno w nim oddzielić rzeczywistość od wymysłu i prowokacji. Władza znakomicie przyswoiła sobie technologię tworzenia fantomów, które powodują, że postrzegana rzeczywistość wygląda różnorodnie, podczas gdy tak naprawdę polityka władzy sprowadza się do prostych arytmetycznych działań. I nawet krytycznie nastawiona mniejszość zmuszona jest brać udział w kremlowskim show przez sam fakt swojego protestu.

W wyniku designerskich wysiłków kremlowskiej drużyny, oprócz pionowych struktur wykonawczych, pojawiają się swoiste układy poziome. W ich ramach Rada Państwa dubluje Radę Federacji, Izba Społeczna - Dumę, administracja prezydencka - rząd, a rozmaite rady - siebie nawzajem. Zewnętrznie wygląda to na absurd. Ale naprawdę tworzą się układy poziome, sięgające w głąb regionów, racjonalne w ramach systemu, który reprodukuje brak odpowiedzialności. Pojawienie się zdublowanych instytucji nie tylko imituje społeczną aktywność, umacnia patronacko-klientelistyczne więzi w środowisku klasy politycznej, ale także odwraca uwagę od prawdziwego ośrodka decyzyjnego. Wielu przyzwoitych ludzi wpada w tę pułapkę. Oni będą legitymizować władzę, chroniąc ją przed zewnętrznymi krytykami. A tuż za drzwiami stoi już kolejka tych, którzy rozumieją, że udział w jakimkolwiek dekoracyjnym organie gwarantuje im włączenie się w system. W przeciwnym wypadku pozostaną w przestrzeni pozasystemowej, która może zostać odczytana przez władzę jako antysystemowa ze wszelkimi tego konsekwencjami.

Igor Kliamkin tę wewnętrzną konfliktowość "sytuacyjnej, biurokratyczno-autorytarnej państwowości", która umocniła się w Rosji, scharakteryzował następująco: "Zdaje się, że główną cechą tego systemu jest zamrażanie społeczeństwa w zatomizowanym >>przedmiotowym<< stanie, pozbawionym źródeł i impulsów innowacji (...)". Co więcej, nieuchronnie okaże się, że sytuacyjna państwowość też jest imitacją, którą zasłania się władza prezydencka, zajmująca miejsce reszty instytucji. Państwowość służy wreszcie jako instrument realizacji interesów biurokracji.

Najprawdopodobniej Rosja do końca kadencji Putina nie sprawi żadnych niespodzianek. Istnieje cały szereg okoliczności, które utrzymują społeczeństwo rosyjskie w stanie drzemki. Po pierwsze cena ropy naftowej wciąż jest kluczowym czynnikiem stabilności. Po drugie, w kraju trwa ożywienie gospodarcze, które podtrzymuje pozytywny nastrój części społeczeństwa. Po trzecie, naród nie pozbył się jeszcze zmęczenia wywołanego wcześniejszym etapem i nie jest gotowy wyjść na ulice (tylko 29 proc. Rosjan, jak mówi Jurij Lewada, dopuszcza możliwość akcji protestacyjnych). Po czwarte, ludzie są rozczarowani istniejącą opozycją, zarówno lewicową, jak i prawicową, i nie spieszą się do udzielania jej poparcia, oczekując nowych twarzy. Po piąte, ma także znaczenie i to, że obecny reżim usiłuje wchłaniać hasła i idee opozycji. Po szóste, władzy udaje się kooptować wszystkie mniej lub bardziej wpływowe i znane osobistości. Po siódme, reżim jest względnie łagodny, dzięki czemu mogą przetrwać oponenci - powoduje to neutralizację napięcia. Po ósme, politycznym technologom udaje się stwarzać dla elity pokusę bliskości władzy i hurtem zapełniać polityczne wakaty, ograniczając szanse uformowania się żywych ruchów społecznych i politycznych. Po dziewiąte wreszcie, Kreml ciągle jest gotowy reagować na wahania nastrojów. Potwierdza to zwrot prezydenta ku polityce socjalnej. Sprawa widocznie dotyczy nie tylko przechwycenia idei opozycji lewicowej, lecz i zrozumienia tego, że przesadzono z ignorowaniem sfery budżetowej.

Słowem, dzisiaj rosyjska władza ma niesamowite szczęście, także z racji tego, że po wstrząsach rewolucji nieuchronnie nadchodzi etap stabilizacji, a nawet restauracji. Ale występują także czynniki, które zaczynają wstrząsać rosyjską stabilnością. Czynnik pierwszy to konflikt między jedynowładztwem a jego demokratyczną legitymizacją. Czynnik drugi to dążenie władzy do zabezpieczenia status quo przy jednoczesnej redystrybucji zasobów, która nieuchronnie zmienia układ sił. Czynnik trzeci to zachowanie systemu za cenę cyklicznych kryzysów reżimu.

Zwróćmy również uwagę na to, że im aktywniej władza próbuje stworzyć wirtualne społeczeństwo obywatelskie, tym bardziej prawdopodobne jest wyjście części realnego społeczeństwa poza granice legalnej przestrzeni. Warunkiem stabilności społeczeństwa i państwa jest włączenie opozycji w system. I na odwrót, opozycja zepchnięta do getta zawsze jest nieobliczalna i antysystemowa. Nadmieńmy jeszcze, że 61 proc. rosyjskich respondentów dostrzega konieczność istnienia opozycji (tylko 25 proc. odnosi się do niej negatywnie), a 47 proc. uważa, że w społeczeństwie jej nie ma (30 proc. - że jest). To oznacza, iż naród oczekuje pojawienia się wpływowych oponentów władzy.

Można odnieść wrażenie, że Kreml konsultuje się z politologami, którzy uważają, że świat zastygł w epoce lat 70. i 80. Dzisiaj polityka jako zjawisko społeczne zmienia formy, dostosowując się do bardziej plastycznego świata. Na naszych oczach tracą znaczenie partie polityczne, związki zawodowe i ruchy masowe, coraz bardziej zaś staje się oczywista rola grup interesów. "Epoka partii się skończyła" - obwieścił Fernando Cardoso. Być może uczynił to nieco przedwcześnie. Ale musimy być gotowi na to, że grupowe interesy będą szukać rozwiązań poza oficjalnymi kanałami albo przystosowując oficjalne instytucje do własnych potrzeb.

Istnieje jednak bardziej alarmująca tendencja: mam na myśli ewolucję systemu postsowieckiego na północnym Kaukazie, gdzie przybrał on ekstremalny, klanowo-autorytarny charakter i trwa dzięki federalnym bagnetom oraz dotacjom. Nie wykluczam, że w przypadku kolejnych zaburzeń na Kaukazie Moskwa będzie zmuszona wdrażać tam nadzwyczajne mechanizmy administrowania, gdyż państwowość rosyjska nie przetrzyma innego typu odpowiedzi na takie wyzwania. To będzie, oczywiście, ostatnim uderzeniem w Federację i może zmienić się w burzenie państwowości przez nią samą - państwowości, która buduje siebie w oparciu o imitację.

Czynniki, które dzisiaj działają na korzyść stabilności, jutro mogą zacząć działać w innym kierunku. Weźmy ropę jako gwarancję spokoju. Tym, którzy wskazują na jej stabilizującą rolę, polecam lekturę książki "Ropa, władza i pieniądze" Daniela Yergina. Autor wyjaśnia w niej okresowość załamań cen ropy naftowej i wskazuje na nieubłagane konsekwencje tego zjawiska.

A oto inny instrument uspokajania nastrojów: formowanie politycznych klonów. Kto jest w stanie zagwarantować, że sztucznie, odgórnie powoływane ugrupowania nie wymkną się spod kontroli i nie przeobrażą w narzędzie zniszczenia systemu? Co się tyczy społecznych projektów, to problem nie tkwi nawet w tym, że mogą one rozsadzić budżet - to akurat jest dla stabilności politycznej nawet korzystne. Problem jest znacznie bardziej poważny: jak, mając 180 mld rubli, zaspokoić narastające oczekiwania społeczne? A wysupłać więcej oznacza rozkręcić inflację.

Snucie przewidywań dotyczących tego, na ile uda się zachować stabilność w zamkniętym systemie, który zaczął funkcjonować dla własnych korzyści, nie jest rzeczą wdzięczną. Na razie sytuacyjna stabilność nie budzi wątpliwości. Wyobraźmy sobie jednak, że równocześnie nastąpi kilka wydarzeń: reforma mieszkalnictwa komunalnego, wzrost cen energii, zatory transportowe w dużych miastach, niewypłacenie pensji sferze budżetowej, niezadowolenie studentów, katastrofa technologiczna podobna do wyłączenia elektryczności w Moskwie... W rezultacie mamy wstrząs, który może wytrącić z równowagi najbardziej cierpliwe społeczeństwo.

Ale jest jeszcze coś, co wygląda nie mniej dramatycznie. Trwanie sytuacji, w której społeczeństwo pozbawione jest liberalno-demokratycznych sił, a sama liberalna demokracja kojarzy się z pogorszeniem warunków życia, może jedynie wzmocnić narodowo-populistyczne tendencje. Może się okazać, że mają słuszność rezydenci Kremla, którzy ostrzegają: obecny reżim to wcielenie cywilizowanego życia w porównaniu z tym, co może się zdarzyć wraz z jego krachem. Ale rzecz w tym, że to obecna władza wytworzyła logikę, z której pomocą sama się broni i zgodnie z którą Putin jawi się jedynym Europejczykiem.

Na razie coraz więcej wskazuje na to, że rosyjska elita rządząca nie jest pewna nawet najbliższej przyszłości. "Po prostu się boimy" - przyznał jeden z kremlowskich włodarzy. Spora aktywność władzy na polu tworzenia czysto dekoracyjnych organizacji, "klonowania" polityków, usuwania z życia społecznego niezależnych postaci, drobiazgowej kontroli wyborów czy izolowania społeczeństwa od wpływów zewnętrznych świadczy o tym, że władza ta nie czuje się pewnie.

Tymczasem społeczeństwo, widząc jej kapryśność, najwidoczniej również doświadcza tego braku pewności. Może on zrodzić w ludziach chęć przetestowania pewności, jaka w sposób naturalny winna cechować wszelką władzę.

p

- politolog, doktor nauk historycznych, wiceprzewodnicząca Programu Instytucji Politycznych w Moskiewskim Centrum Carnegie, współpracownik rosyjskich, brytyjskich i amerykańskich ośrodków badawczych. Autorka takich książek jak: "Postkommunisticzeskaja Rossija: łogika rozwitija i pierspiektiwy" (1995), "Politiczeskije zigzaki postkommunisticzeskoj Rossiji" (1997), "Yeltsin's Russia: Challenges and Constraints" (1997), "Putin's Russia" (2003, wyd. uzupełnione 2005). Kilkakrotnie gościła na łamach "Europy" - ostatnio w nrze 13 z 29 marca br. zamieściliśmy wywiad z nią "Elity blokują rozwój Rosji".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj