W dzisiejszej "Europie" trzeba koniecznie przeczytać wywiad z Anthonym Giddensem. Choćby po to, by lepiej zrozumieć społeczny wybór Leszka Millera - zarówno w czasach, kiedy był jeszcze premierem i liderem SLD, jak też później, kiedy stał się liberalnym i prokapitalistycznym komentatorem tygodnika "Wprost".
Jeden z najmocniejszych polityków III RP nie przypadkiem tak często powoływał się na ogłoszony przez Blaira i Schrödera manifest Trzeciej Drogi, którego intelektualnym inspiratorem był właśnie Giddens. Dzisiaj banałem jest rozpoznanie, które jeszcze w połowie lat 90. wydawało się odważnym i ryzykownym zwrotem europejskiej socjaldemokracji - że jeśli lewica chce przetrwać jako licząca się siła, to musi przyjąć bezalternatywną wizję absolutnej dominacji wolnego rynku.
W zasadzie wszyscy podzielamy to przytłaczające poczucie bezalternatywności, które widać w deklaracjach Giddensa czy Leszka Millera. Sądzę, że podziela je nawet znany krytyk "konsensusu waszyngtońskiego" Jacek Żakowski, który od lat poszukuje lewicowych intelektualistów mających w zanadrzu jakąś alternatywę i... nikogo takiego nie znalazł. Bo przecież nawet neoleninowskie deklaracje Slavoja Zizka czytamy dziś z zaciekawieniem, a czasem z dreszczem grozy, ale bez przekonania, że ten marksista z Lubljany stanie się Marksem epoki globalizacji.
Także Zygmunt Bauman - ze swoją radykalną krytyką globalizacji - stał się dla polityków Trzeciej Drogi myślicielem zbyt kontrowersyjnym. Bez żalu pozbyli się go z intelektualnych salonów. Dziś nie tylko lustruje go prawicowy tygodnik "Ozon" - który łączy integralny zachwyt dla kapitalizmu z równie integralnym katolicyzmem. Także integralni zapateryści - nawet ci znad Wisły - niechętnie słuchają pesymistycznych diagnoz Baumana co do społecznych i politycznych kosztów kapitalistycznej globalizacji.
Rozmowa z Giddensem pozwala zrozumieć, dlaczego tak się dzieje. Obecny członek Izby Lordów z ramienia Partii Pracy jest w gruncie rzeczy przekonany o końcu tradycyjnej polityki. Jego teza, że da się ją dzisiaj uprawiać, wykorzystując temat zagrożenia ekologicznego, jest wybiegiem. Właśnie kiedy Giddens mówi, że należy odebrać tę kwestię Zielonym i przekazać ją w ręce polityków głównego nurtu, przedstawia przepis na jej odpolitycznienie.