"Ukrop jest szczególnie niebezpieczny dla chorych na serce i tych, co mają wysokie ciśnienie" - alarmuje minister Religa i radzi, by zawsze mieć przy sobie butelkę wody. Komisarz Warszawy Kazimierz Marcinkiewicz poszedł dalej i zapowiedział, że w weekend otwarte będą klimatyzowane sale w stołecznych urzędach i będzie można napić się w nich wody.
Najgoręcej będzie w Wielkopolsce i na Śląsku. Tam słupek rtęci przekroczy 35 kresek. Ale asfalt będzie się przyklejał do butów także na Pomorzu Zachodnim. Plażowicze nie mają co liczyć na ochłodę w Bałtyku, będą się pluskać w wodzie ciepłej jak w wannie. Woda w morzu ma już 23 stopnie!
Na ochłodę możemy liczyć tylko w górach. Ale jak starczy nam sił, żeby wspiąć się bardzo wysoko. Bo chłodniej jest jeszcze tylko na szczytach. Na przykład na Kasprowym Wierchu na pewno się nie spocimy, bo jest tam 16 stopni. Za to już w samym Zakopanem upał, jak wszędzie.
Kiedy skończy się ten pogodowy koszmar? To pytanie, które nurtuje teraz wszystkich Polaków. I pozostaje ciągle bez odpowiedzi, bo synoptycy sami są zaskoczeni aurą i rozkładają ręce. Wiadomo tylko, że lekki wiaterek przyniesie nam trochę ulgi w poniedziałek. Jednak o deszczu na razie możemy zapomnieć.
Podczas tak piekielnej pogody musimy szczególnie na siebie uważać. A już nadciśnieniowcy i chorzy na serce nie powinni w ogóle wychodzić z domu. "Nie powinni się forsować i nie wolno im zapomnieć o braniu leków" - ostrzegał Zbigniew Religa. Minister zdrowia radzi wszystkim Polakom, żeby nie zapominali podczas upałów o nałożeniu kapelusza na głowę i wypiciu kubka wody dla ochłody. Przestrzega jednak, żebyśmy z ochładzaniem nie popadali w skrajność. Nie wolno nam oziębiać całego ciała, bo rozgrzany słońcem organizm może nie wytrzymać zetknięcia z lodowatą wodą.
Cóż, na pogodę nie ma rady. Pozostaje nam dużo pić i zacisnąć zęby. W końcu piekło się skończy. I przyjdą mrozy...