Trzy butelki wina dziennie albo coś mocniejszego wypijał przez wiele lat uwielbiany przez Polaków aktor. Biesiadowanie, które zawsze lubił, przerodziło się w wielotygodniowe pijackie ciągi. Teraz Daniel Olbrychski wypija od czasu do czasu najwyżej lampkę wina do obiadu. O swoim upadku i powrocie do trzeźwości aktor opowiada "Faktowi".
"Przez moje picie cierpiała rodzina: żona i wnuki. Nie widzieli mnie trzeźwego" - wyznaje aktor. "Wnuki chciały iść ze mną na rower, na spacer. Mówiłem ciągle: Nie chce mi się! Bo coraz mniej mi się chciało" - opowiada. Budził się skacowany w dziwnych miejscach, znikał z domu, nie poznawał znajomych.
Teraz Daniel Olbrychski czuje się jak nowo narodzony. Przełom nastąpił, gdy dobijał do sześćdziesiątki. W dniu śmierci Jana Pawła II wypił ostatniego drinka. To był ostatni moment. Teraz wróciła mu chęć do sportu i do życia.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Powiązane
Zobacz
|