Lekarze ze Szpitala im. Kopernika w Łodzi mówią wprost: gdyby kobieta trafiła na oddział wcześniej, udało by się ją uratować. W karcie ze szpitala Haliny Goss jest napisane, w jakim stanie trafiła do nich pacjentka: niewydolność nerek, niewydolność krążeniowo-oddechowa, niedokrwistość w przebiegu choroby, wstrząs, patologiczne złamania kości miednicy.
Lekarz z karetki, która wcześniej do niej przyjechała, stwierdził jednak... że pacjentka nie kwalifikuje się do szpitala. "Gdyby pogotowie przywiozło ją do szpitala natychmiast, lekarze wyprowadziliby ją z tego. Problem w tym, że pierwsze objawy, do jakich rodzina wezwała karetkę, to bóle brzucha i wymioty. Niewykluczone więc, że lekarz pogotowia nie rozpoznał wstrząsu albo chora jeszcze w nim nie była" - tłumaczy ratownika rzeczniczka szpitala.
Syn pani Haliny jest wstrząśnięty. "Pojechałem na rejon i lekarz wezwał karetkę prywatnej firmy. Mamę przewieziono do Szpitala im. Kopernika. Lekarz na oddziale powiedział, że stan jest ciężki i być może mama nie dożyje następnego dnia. Niestety, nie mylił się" - mówi "Expressowi Ilustrowanemu" Adam Goss.
Co na to ratownicy? "Wpłynęła do nas skarga rodziny zmarłej. Sprawa zostanie wyjaśniona" - zapowiada rzeczniczka stacji pogotowia.