Działania Hamasu i Hezbollahu przeciw Izraelowi są częścią ogólnoświatowej islamistycznej kampanii wymierzonej w Zachód - twierdzi Benny Morris. Bombardowanie Izraela rakietami jest tylko kolejną bitwą w kampanii, której istotnym elementem były ataki 11 września. "Minimalnym celem islamistów jest usunięcie ze świata islamskiego wszelkiej obecności Zachodu i jego wpływów oraz likwidacja wszelkich śladów po zachodniej myśli i wartościach. Izrael jest w oczach arabskich islamistów najbardziej prowokującą i upokarzającą ze skutecznych zachodnich inwazji na ziemie islamu".
p
W imię Allaha miłosiernego i litościwego...". Tak zaczyna się statut Hamasu, islamskiej partii fundamentalistycznej, która w styczniu tego roku, w wyniku wolnych wyborów objęła władzę nad terytoriami palestyńskimi i stanęła na czele palestyńskiego ruchu narodowego. Dalsze słowa statutu brzmią już groźniej: "Ludzie Księgi [tj. żydzi i chrześcijanie] (...) w większości złoczyńcy. (...) [Hamas] dąży do zawieszenia sztandaru Allaha nad każdym skrawkiem Palestyny. [Hamas] uważa, że ziemia Palestyny jest islamskim wakf [świętym dziedzictwem] od pokoleń i pozostanie nim aż do Dnia Zmartwychwstania. Nikt nie ma prawa wyrzec się jej ani żadnej jej części. [Pokojowe] inicjatywy, tak zwane pokojowe rozwiązania i konferencje międzynarodowe, które mają rozstrzygnąć problem palestyński, są sprzeczne z przekonaniami [Hamasu]. Jedynym rozwiązaniem problemu palestyńskiego jest dżihad". Statut partii powstał w sierpniu 1988 roku, osiem miesięcy po założeniu Hamasu przez nieżyjącego już szejka Ahmeda Jassina na początku pierwszej intifady, czyli buntu palestyńskiego przeciwko rządom Izraela na Zachodnim Brzegu i w Gazie, który wybuchł w grudniu 1987 roku. Od tamtej pory ani jedno słowo tekstu nie zostało zmienione. Całkowita ewakuacja sił izraelskich ze Strefy Gazy w ubiegłym roku, w znacznym stopniu spowodowana przez przemoc drugiej intifady (której symbolem byli zamachowcy-samobójcy, w tym wielu członków Hamasu), doprowadziła do tymczasowego tylko zawieszenia broni, które pozwoliło Hamasowi przegrupować się militarnie oraz umocnić swoją władzę i wpływy w społeczeństwie palestyńskim. Zachodni liberałowie mieli nadzieję, że przejęcie władzy ucywilizuje Hamas, wzbudzi w nim gotowość do kompromisu. W końcu władza i związane z nią uciążliwości realnego życia podobno rodzą odpowiedzialność. Ten sam argument zastosowano w odniesieniu do Hezbollahu, fundamentalistycznej organizacji islamskiej, która roznieciła libański opór wobec izraelskiej okupacji. Przewidywano, że kiedy Izraelczycy wycofają się z południowego Libanu, co nastąpiło w maju 2000 roku, i kiedy Hezbollah włączy się w libański proces polityczny, wejdzie do rządu koalicyjnego w Bejrucie - co nastąpiło w 2002 roku - rewolucyjne, mesjanistyczne zapędy tej organizacji przygasną. Hassan Nasrallah i inni przywódcy Partii Boga skupią się na poprawie poziomu życia ubogich szyickich wieśniaków i mieszkańców miejskich slumsów, rezygnując z od dawna zapowiadanego celu, jakim był "marsz na Jerozolimę". Tak wyglądały liberalne nadzieje i analizy. Było to z gruntu błędne odczytanie islamistycznego światopoglądu i dynamiki rządzącej działaniami w islamistycznym wszechświecie. Minimalnym celem islamistów jest usunięcie ze świata islamskiego wszelkiej obecności Zachodu i jego wpływów oraz likwidacja wszelkich śladów po zachodniej myśli i wartościach, jak również przywrócenie władzy islamskiej na niegdyś muzułmańskich obszarach, które wydarł islamowi Zachód - w Hiszpanii, Libanie czy na Bałkanach. Izrael jest w oczach arabskich islamistów najbardziej prowokującą i upokarzającą ze skutecznych zachodnich inwazji na ziemie islamu. W przeciwieństwie do wielu mieszkańców Zachodu islamiści stosują dłuższą perspektywę, myślą w kategoriach pokoleń i wieków. Zniszczenie Izraela traktują jako imperatyw i projekt wymagający od świata islamskiego być może setek lat wytrwałej walki - tak jak setek lat wymagało stopniowe pokonanie średniowiecznych państw założonych przez krzyżowców. Walka o wyparcie Izraela z południa Libanu, toczona przez Hezbollah w latach 1982-93 (czyli tuż po powstaniu Partii Boga) i w 2001 roku, oraz równoległe, trwające do dzisiaj dążenia Hamasu mające na celu usunięcie Izraela z Zachodniego Brzegu i Strefy Gazy postrzegane są przez te dwie organizacje jedynie jako wstępne stadia stopniowej likwidacji państwa żydowskiego i wyrzucenia pięciomilionowej ludności żydowskiej z Bliskiego Wschodu. Z przyczyn taktycznych związanych z wrażliwością Zachodu ugrupowania te rzadko deklarują publicznie ten najzupełniej rzeczywisty cel. Został on jednak wyraźnie i wielokrotnie wyrażony w minionych miesiącach przez ich patrona oraz sponsora finansowego i politycznego, irańskiego prezydenta Ahmadineżada: Izrael trzeba zetrzeć z mapy, a Żydów przesiedlić do Europy (gdzie, jak twierdzą islamiści, nigdy nie było żadnego Holocaustu). Islamiści chcą osiągnąć swój cel za pomocą szerokiej gamy metod i różnego rodzaju broni - terrorystycznego "podgryzania", wojny partyzanckiej o niskim natężeniu, dominacji demograficznej i gospodarczej, konwencjonalnych ataków wojskowych, a kiedyś w przyszłości bomby atomowej. Wybór narzędzia zależy od okoliczności politycznych i militarnych, dostępności i skuteczności danego narzędzia w konkretnej sytuacji itd. Podobne do siebie wypady Hamasu (w czerwcu) i Hezbollahu (12 lipca), obejmujące zabijanie izraelskich żołnierzy i branie zakładników stanowią nieodłączny element tej nieustannej walki przeciwko państwu żydowskiemu, które trzeba pozbawić energii i siły. Ale jednocześnie była to akcja zasugerowana, a może nawet zorganizowana przez Teheran dla odwrócenia zachodniej uwagi od jego dążeń do wzbogacenia uranu i pozyskania broni jądrowej (projekt podjęty co najmniej częściowo z myślą o zniszczeniu Izraela). Niezależnie od tego, jaki będzie ostateczny los Hezbollahu - a jeśli społeczność międzynarodowa jak zwykle spartaczy sprawę, jak to było z UNIFIL (siły oenzetowskie rozmieszczone na południu Libanu w 1978 roku, które nie zrobiły absolutnie nic dla utrzymania pokoju na granicy libańsko-palestyńskiej), to wyłonienie się Hezbollahu z popiołów po izraelskich bombardowaniach z rakietami w garści jest tylko kwestią miesięcy - Teheran prawdopodobnie ugrał dla siebie kilka kolejnych miesięcy spokojnej realizacji swoich nuklearnych dążeń, ponieważ uwaga Zachodu skieruje się na odbudowę Libanu i rozstrzygnięcie izraelsko-libańskich sporów.
Niektórzy obserwatorzy twierdzą, że trzeba rozróżnić między wspólną walką Hezbollahu i Iranu z Izraelem a ambicjami Hamasu. Niezależnie od tego, czy Hamas dąży do zniszczenia Izraela, czy tylko do wyzwolenia Zachodniego Brzegu spod rządów izraelskich, jest awangardą walki narodowowyzwoleńczej o kawałek terytorium, czyli Palestynę, a nie mesjanistycznym chorążym islamskiej wojny z Zachodem. Znowu chciałbym zwrócić uwagę czytelnika na statut tego ruchu. Skupiając się na "wyzwoleniu Palestyny", Hamas spójnie łączy ten konkretny cel z uniwersalistycznym przesłaniem agresywnego, ogarniającego cały świat islamizmu. Dla Hamasu palestyński nacjonalizm jest tylko elementem powszechnej walki religijnej: "Hamas uważa nacjonalizm [watanijja] za nieodłączny składnik wiary religijnej. Nie ma nic wznioślejszego (...) niż toczyć dżihad z wrogiem. (...) Kiedy nasi wrogowie bezprawnie zagarniają niektóre islamskie ziemie, dżihad staje się obowiązkiem wszystkich muzułmanów. (...) Zaprawdę, chcę iść na wojnę w imię Allaha! Będę napadał i zabijał, napadał i zabijał, napadał i zabijał". Określając wymiar czasowy i przestrzenny ruchu, artykuł 5 statutu mówi: "Jego ostatecznym celem jest islam. (...) Jego szczególny wymiar rozciąga się wszędzie tam, gdzie na świecie mieszkają muzułmanie. (...) Przenika zatem do najdalszych zakątków Ziemi i najwyższych sfer Niebios". Artykuł 7 głosi, że "Ruch jest (...) powszechny". Wszystko to, chociaż celowo napisane niejasnym językiem, oznacza jedno: Hamas jest częścią światowego ruchu islamistycznego i za taką się uważa, toteż można się spodziewać, że kiedy osiągnie swój cel w Palestynie, dołączy do Al-Kaidy, Dżamat Al-Islamija i innych zwolenników islamistycznej walki w ich globalnym uderzeniu antyzachodnim (które wielu islamistów, najzupełniej szczerze, aczkolwiek błędnie, traktuje jako wojnę obronną w odpowiedzi na zachodnią agresję). W tym sensie atak Hamasu z Gazy na Kerem Szalom, gdzie porwany został młody żołnierz izraelski, jest tylko ogniwem łańcucha łączącego zamachy na wieże WTC w Nowym Jorku z zamordowaniem reżysera filmowego Theo van Gogha na ulicach Amsterdamu czy z bombami w Madrycie, Londynie i ostatnio w Mumbaju. Całkiem niewykluczone, że na czysto teoretycznym poziomie sprawiedliwym rozwiązaniem problemu palestyńskiego byłoby powstanie arabskiej Palestyny sąsiadującej z żydowskim państwem Izrael. Na razie jednak pokonanie Hezbollahu i Hamasu przez Izrael przysłużyłoby się nie tylko partykularnym interesom Izraela, ale również ogólnym interesom Zachodu, stępiając dwa ostrza tej napaści na Zachód, którą islamiści traktują jako nieustanną "wojnę cywilizacji".
p
, historyk izraelski, profesor Uniwersytetu Ben Guriona w Beer Sheva, najbardziej znany przedstawiciel prądu "nowej historii", który w odmienny niż dotąd sposób opisuje początki państwa żydowskiego i konflikt z Palestyńczykami. Opublikował m.in. głośną książkę "The Birth of Palestinian Refugee Problem" (1988) oraz "Righteous Victims: A History of the Zionist-Arab Conflict" (1999).