Dziennik Gazeta Prawana logo

Zimną krew zachowaj!

5 listopada 2007, 12:09
Ten tekst przeczytasz w 3 minuty

1892-1941

Ojciec był profesorem filologii i założycielem Muzeum Sztuk Pięknych w Moskwie (obecnie im. Puszkina), matka pianistką, z rodziny niemiecko-polskiej. Pod jej bacznym okiem Marina od dzieciństwa uczyła się gry na fortepianie. Przedwczesna śmierć matki sprawiła, że z czasem miejsce muzyki zajęła poezja i bez reszty zawładnęła życiem niedoszłej pianistki. Debiutowała jako gimnazjalistka tomikiem "Album wieczorny", który spotkał się z przychylnym, a nawet entuzjastycznym przyjęciem niektórych krytyków. Pierwsze zbiory wierszy nosiły wyraźne znamię poezji sztambuchowej czy zgoła pensjonarskiej, o czym świadczą już same tytuły: "Album wieczorny", "Latarnia czarnoksięska". Nie było w tym przypadkowości, lecz świadomy wybór konwencji. Zresztą w pewnym sensie Cwietajewa do końca pozostała nadwrażliwą i nadpobudliwą pensjonarką.

W swojej twórczości nieustannie balansowała na chybotliwej linie pomiędzy grafomanią i genialnością. Miała jednak wrodzony absolutny słuch poetycki, który nigdy nie pozwolił jej przekroczyć granicy smaku, a niekiedy przechylał ją w stronę genialności. Gdyby było inaczej, czyż sześćdziesiąt pięć lat po śmierci ktokolwiek by pamiętał nazwisko Cwietajewa? Więcej o jej poezji można przeczytać w "Zeszytach Literackich" nr 92 z 14 grudnia 2005 roku.

p

Weszłam i rzekłam: - Bądźże pozdrowiony!
Czas już do Francji, czas do domu, królu!
I znów prowadzę ciebie do korony,
I znowu ty okłamiesz mnie, Karolu!

O nie oczekuj, skąpy, smętny panie,
Blady delfinie, swój kark zgiąwszy w pałąk -
Dnia, gdy Joanna kochać głos - przestanie,
Żeby Joanna kochać miecz - przestała.

Było Rouen, w Rouen był Stary Rynek...
- Znów będzie konia ostatnie spojrzenie,
I pierwsze trzaski niewinnej sośniny
I pierwszy przybój sosnowych płomieni.

A za plecami - skrzydlaty towarzysz
Znów szepnie: - Siostro, zimną krew zachowaj!
Kiedy srebrzysty pancerz się rozjarzy
Mojego stosu lśniącą krwią sosnową.

4 grudnia 1917

Rozbuchany płomień - moim koniem,
Kopytami on nie wali - nie rży w dali.
Kędy koń mój chuchnął - źródło nie tryska,
Kędy koń mój buchnął - schnie trawa wszystka.

Och, płomień - koń mój - złakniony stołownik!
Och, płomień - na nim - jeździec gwałtownik!
Z włosem się splotła czerwona grzywa...
Płomienna miotła - w niebo się zrywa!

14 sierpnia 1918

Są na świecie kłosy pełne, są kłosy mizerne.
Wszystkie równo i niechybnie bije Boży cep.
Napotkałam raz żebraka na placu cerkiewnym:
Miał już ze sto lat z wyglądu - i prosił na chleb.

Siwa brodo! Zapomniałeś chyba, że za młodu
Powszedniejsze jest nieszczęście niż powszedni chleb.
Ty na starość prosisz, dziadku, ja - proszę na młodość...
- Wszystkich równo i niechybnie bije Boży cep!

5 sierpnia 1918

Na moją nędzną marność całą
Patrzysz, słowami nie szafując.
Tyś - kamień, a ja śpiewam śmiało,
Tyś - pomnik, a ja w dal szybuję.

Wiem, że najczulszy maj na ziemi
Wobec Wieczności - prochem ledwie.
Lecz ptakiem jestem - za złe nie miej,
Że prawo mi sądzone lekkie.

16 maja 1920

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj