Na początku lat 90. kilka firm handlowało dyskietką z tajemniczym programem "Axis". Sprzedawały ją, kupowały i dostały kredyt z banku PKO BP. Okazało się, że dyskietka nie istniała, firmy były fikcyjne - założone przez oficerów i tylko kredyt był prawdziwy. Kiedy już nie dało się go spłacić, zostawiono w banku w zastaw aż 109 gramów melityny, czyli sproszkowanego jadu pszczelego.
Długi nie zostały spłacone, więc i żółty proszek został. W niewielkich ilościach może mieć działania lecznicze - rozszerza naczynia krwionośne i powoduje lepsze przyswajanie leków. Jednak już w większych ilościach to straszna trucizna, która może zatrzymać akcję serca. A 109 gramów, które leżą w banku to ilość ogromna - bo pokrywa wieloletnie zapotrzebowanie firm farmaceutycznych na całym świecie.
Skąd melityna wzięła się w Polsce? Najprawdopodobniej została zakupiona od KGB i przemycona z Rosji. Bo u nas nie ma i nie było na nią zapotrzebowania. Napisy na buteleczce pisane cyrylicą dużo mówią o jej pochodzeniu. A kilka osób zamieszanych w aferę już ogląda świat zza krat.