W tym stanie mogła pomylić żyły. I aż strach pomyśleć, gdzie mogła wbić strzykawkę. Bo 47-letnia pielęgniarka była kompletnie pijana. Tragedii zapobiegł prawdopodobnie jeden z pacjentów, który anonimowo zaalarmował policjantów.

Gdy funkcjonariusze wkroczyli do gabinetu zabiegowego już na sam widok siostruni nie mieli wątpliwości co do jej stanu. Ale badanie alkomatem zupełnie ich powaliło. Kobieta miała ponad trzy promile alkoholu w wydychanym powietrzu! Bełkotała po pijacku tak niewyraźnie, że nie dało się nawet jej przesłuchać. Kwalifikowała się tylko do izby wytrzeźwień.

Zaskakujące w wybryku pielęgniarki jest tylko, że chorymi opiekuje się od 27 lat i po raz pierwszy zjawiła się w pracy pijana. To nie zmienia jednak faktu, że po raz pierwszy i... ostatni. Wyleciała już z przychodni dyscyplinarnie. I na tym nie koniec. Możliwe, że odpowie za narażenie pacjentów na niebezpieczeństwo zagrożenia życia i zdrowia - za co może spędzić pięć lat za kratkami.