Były minister kultury i poseł SDPL wsiadł po dwóch piwach, wypitych w środku dnia, za kierownicę samochodu. Przyłapał go na tym "Fakt". Minister nie ma sobie nic do zarzucenia. A mógł kogoś rozjechać!
Andrzej Celiński i nieznany, elegancko wyglądający mężczyzna siedzą w restauracji w centrum Warszawy. Godzina 13.08 - minister zabiera się do pierwszego piwa. Szybko je wypija. 13.16 - pije już drugie piwo. Kilkadziesiąt minut później kończy rozmowę. O 13.54 wsiada do swojego samochodu i z piskiem opon odjeżdża - pisze FAKT.
"Nie jestem już osobą publiczną. To moja prywatna sprawa. Nic złego nie zrobiłem" - tłumaczy się polityk lewicy. A jazda po alkoholu to pies? A to, że mógł spowodować wypadek, co jest już w takim stanie przestępstwem - to też nic? To już nie jest sprawa prywatna, panie ministrze!
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|