Wniosek o odwołanie jest już gotowy. A Kaczyński ma dość bronienia prezesa TVP przed atakami Samoobrony i LPR. Te kategorycznie domagają się jego odwołania. "Postanowiłem, że już go bronić nie będę" - oświadczył premier, zastrzegając, że nie jest to wyrok na szefa telewizji. Ale opinie "szarych pracowników" telewizji są jednoznaczne: Wildstein nie musi już przychodzić do pracy.
Zadowolony jest Robert Rynkun-Werner z Samoobrony. To on zamierza złożyć wniosek o odwołanie prezesa TVP. "W kontekście słów premiera liczę, że wniosek zyska akceptację" - mówi. Oliwy do ognia dolał sam Wildstein. Podpadł wiceprezesowi zarządu, popieranemu przez PiS. Sławomir Siwek narzeka, bo prezes zablokował kilka nominacji na dyrektorów i wicedyrektorów w ośrodkach regionalnych TVP. Konflikt w zarządzie daje radzie nadzorczej argument, że kierownictwo nie potrafi współpracować - komentuje DZIENNIK.
Emocje studzi sekretarz rady nadzorczej TVP, też rekomendowany przez PiS. "Nie odczytuję słów premiera jako polecenia: <odwołajcie Wildsteina!>" - zapewnia Janusz Niedziela. "To tylko pogląd na sytuację w TVP" - dodaje.
DZIENNIK dowiedział się nieoficjalnie, że członkowie rady nadzorczej z PiS nie zamierzają głosować za odwołaniem Wildsteina, mimo iż mają zastrzeżenia do jego pracy. "Nie stać nas na wymianę prezesa co cztery miesiące" - mówi jeden członków.