Anna N. w ręce zbirów trafiła, podobnie jak większość dziewczyn. Uciekła z domu, nie miała gdzie się podziać. Janusza T. spotkała w jakimś barze. Zaproponował jej pracę, ona się zgodziła, ale już następnego dnia wiedziała, ze nie będzie kelnerką. Myślała, że nie ma wyjścia. Bała się Janusza T. Zgodziła się pójść na ulicę. Po kilku miesiącach powiedzieli jej, że pojedzie do Niemiec.
"Obiecali lepsze pieniądze, więc się zgodziłam. Inaczej byśmy teraz nie rozmawiali..." - szlocha Anna, która wyjechała z Polski z kilkoma innymi dziewczynami. "Nie pracowałyśmy na ulicy. Ale potem... Nie mogłyśmy nigdzie wychodzić, spotykałyśmy się tylko z klientami i właścicielem. Robili z nami, co im się tylko spodobało. Nawet teraz nie mogę o tym mówić" - Anna zakrywa twarz i głośno płacze. Do dzisiaj pamięta przerażenie jednej z dziewczyn, która zorientowała się, że jest w ciąży.
"Dorota wpadła w panikę. Myślała, że ją zabiją, bo nie będzie mogła pracować, a oni się ucieszyli! Pracowała jeszcze cztery miesiące, a potem zniknęła. Tak z dnia na dzień. Nie mam pojęcia gdzie. Inne dziewczyny opowiadały, że wróci, gdy urodzi. Sama. Tak samo jak inne ciężarne" - mówi Anna. Dorota byłą wyjątkiem, bo jej ciąża była przypadkowa. Inne dziewczyny nie miały tyle szczęścia. Szczególnie te, które przynosiły najmniejszy zysk.
Od jej ucieczki z niemieckiego burdelu minęło kilka miesięcy. Handel żywym towarem ukrócono dwa dni temu. Po półrocznej obserwacji poznańscy policjanci zatrzymali pięciu zwyrodnialców oraz skorumpowanego gliniarza, który krył bandziorów. Planowane są dalsze zatrzymania. Policja szuka kolejnych poszkodowanych ofiar. I zapowiada, że będzie szukać dzieci.