Umawiam się z nim o godz. 10 w kawiarence na ul. Chmielnej w Warszawie. Nie sprawia wrażenia człowieka, którego „Time” uznał za jednego ze stu najważniejszych osób kształtujących współczesny świat. Ubrany skromnie: koszula i czarne spodnie, z teczką u boku, wygląda raczej na księgowego małej firmy niż światowej klasy innowatora. Popijając kawę, z zaciekawieniem obserwuje wałęsających się Chmielną przechodniów.

- Na encyklopedii pan podobno nie zarabia. To z czego pan żyje, panie Wales – zagajam.

- Prowadzę komercyjny serwis Wikia pozwalający na bezłatne uruchamianie projektów wiki. Zyski czerpiemy z reklam, oczywiście nie dotyczy to serwerów fundacji Wikimedia...

Nie pytam już o to, bo za dużo tego wiki. Grunt, że wiem, iż Wales ma firmę z kapitałem 4 mln dolarów i może sobie pozwolić na projekty non profit. Twórca największej encyklopedii świata zamawia śniadanie: tosta z kurczakiem i szklankę cafe latte.



IZABELA MARCZAK: Co znaczy Wikipedia?

JIMMY„JIMBO” WALES: Przedrostek wiki pochodzi z języka hawajskiego, konkretnie od „wikiwiki”, co znaczy szybko – szybka współpraca, szybka edycja.



Po co w ogóle stworzył pan taką encyklopedię?

Przed Wikipedią internet był medium do dzielenia się informacjami, wiedzą. Ale trudno było tę wiedzę wykorzystać, bo błąkała się między stronami WWW sklepów i firm. Potrzebna była Wikipedia, aby to, co wiedzą internauci, zgromadzić w jednym miejscu.



Zanim powstała Wikipedia, tworzył pan Nupedię, encyklopedię tworzoną przez ekspertów. I tamten pomysł się nie powiódł.

Bo cały proces edytowania artykułów był za bardzo skomplikowany. Należało przejść przez siedem etapów, aby hasło mogło zaistnieć w internecie. Hasła powstawały dramatycznie powoli. Dlatego wpadłem na pomysł, aby stworzyć system otwarty dla wszystkich wolontariuszy, którzy chcieliby nad tym pracować.



No i okazało się, że niemal każdy uwierzył, że może być encyklopedystą...

Siła tkwi w zabawie, w radości współtworzenia czegoś ważnego. Tak jak inni oglądają mecze w telewizji czy grają w football, tak inni lubią pisać.



Wikipedia tworzona jest w „bazarowy” sposób, gdzie każdy może dorzucić swoje trzy grosze. Również nieprawdziwe.

Opiekę nad Wikipedią sprawują użytkownicy i administratorzy, wolontariusze. Oni pracują nad poprawnością artykułów, nad ich wysoką jakością. Sami internauci bardzo skutecznie walczą z niedoskonałościami haseł i artykułów. Oczywiście charakterystyczną cechą Wikipedii jest to, że cały czas jest otwarta dla wszystkich, cały czas udoskonalana, nigdy więc nie będzie skończona. I o to chodzi.



Ale wpadek było sporo. Choćby taka: w listopadzie 2005 r. w Wikipedii ukazał się artykuł, z którego asystent Roberta Kennedy’ego, 78-letni John Siegenthaler, dowiedział się, że uczestniczył w zabójstwie braci Kennedych. I następna z brzegu: w 2006 r. asystenci senatorów kongresu amerykańskiego zmienili w Wikipedii biografie swoich przełożonych, zacierając niewygodne fakty.

Nie do końca było tak źle z asystentami senatorów, część informacji była prawdziwa, część przekłamana. Nasz zarząd wystosował jednak do Kongresu pismo, w którym upomniał jego członków, aby nie zachowywali się jak dzieci. Co do Siegenthalera zaś... Wpis istniał na Wikipedii zaledwie kilkanaście minut. Po tym czasie zwróciła na niego uwagę społeczność Wiki i został poprawiony.



A Henryk Batuta, rzekomy polski komunista z XX w., od którego to nazwiska miała pochodzić nazwa ulicy w Warszawie? Informacja o Batucie krążyła w Wikipedii ponad 15 miesięcy...

Hmm, cóż... Artykuł o Henryku Batucie utrzymał się tak długo, ponieważ był bardzo przekonujący. Były jego zdjęcia, zdjęcia ulicy Batuty, wszystko zrobione mistrzowsko, tak żeby inni się nabrali. I nabraliśmy się. Ale takie rzeczy mogą się zdarzyć, zdarzają się zresztą również w tradycyjnych encyklopediach.



Były redaktor naczelny Britanniki Robert McHenry nie ceni pana dzieła. Uważa, że Wikipedia to wyłącznie zabawa w encyklopedię, a nie prawdziwe źródło rzetelnej wiedzy. Mówi dość ostro: odwiedzanie Wikipedii to jak odwiedzanie publicznej toalety, nigdy nie dowiesz się, kto korzystał z niej przed tobą.

Wszyscy dziennikarze cytują mi te słowa o publicznej toalecie. A ja pytam, co złego jest w publicznych toaletach. Mogą być toalety i kible. Szalet może być czysty i zadbany. Nikt jednak nie może zakwestionować faktu, że jest potrzebny.



Jest jakiś sposób na encyklopedycznych wandali?

Dopóki projekt Wikipedii będzie otwarty, zawsze znajdą się wandale niszczący pracę innych. Obecnie chcemy eksperymentalnie na niemieckiej Wikipedii zrealizować pomysł na stabilne wersje artykułów. Na stronie widocznej dla wszystkich widniałaby jedynie wersja zaakceptowana przez zaufanych użytkowników, pozostałe byłyby ukryte.



Mądrość tłumów przeciw wiedzy eksperckiej. Wierzy pan, że masy internautów mogą stworzyć równie rzetelną bazę wiedzy, co grupa naukowców?

Myślę, że tak. Poza tym na Wikipedii jest wielu studentów, profesorów, ekspertów, są również świetni redaktorzy i pisarze. W przeciwieństwie do klasycznych encyklopedii tu mogą się znaleźć hasła, które nie miałyby szans zaistnieć np. właśnie w Britannice, czyli niektóre hasła i fakty z muzyki pop, matematyki czy też o ludziach, którzy dla papierowej encyklopedii nie są ważni.



* Jimmy „Jimbo” Wales ma 40 lat, jest Amerykaninem, biznesmenem. Magazyn „Time” umieścił go na liście myślicieli i naukowców, którzy zaliczają się do stu najważniejszych osb kształtujących dzisiejszy świat