Wśród polityków zawrzało, gdy "Fakt" ujawnił, że minister edukacji, który o szkoły państwowe dbać powinien jak nikt inny, nie ufa im nawet na tyle, by posłać do nich własne dziecko. Jego córka pobiera nauki prywatnie, za 590 zł miesięcznie.
Na nic dobre rady sejmowych kolegów z Samoobrony czy SLD. "Tylko w państwowych szkołach można nauczyć się życia" - twierdzi Renata Beger. Krytykuje Giertycha za to, że "skrzywdził dziecko". Szef Samoobrony Andrzej Lepper też z daleka omijał drogie, prywatne placówki, uważając, że lepsze są powszechne, bezpłatne. "Moja córeczka będzie chodzić do państwowej szkoły i nic tego nie zmieni" - wtóruje szef SLD Wojciech Olejniczak.
Dzieci do prywatnej szkoły posyła natomiast wicemarszałek Sejmu Bronisław Komorowski z PO. Dwójka jego najmłodszych dzieci (16-letnia Ela i 19-letni Piotrek) chodzi do płatnej katolickiej szkoły "Przymierza Rodzin". Ale to nic dziwnego, bo trójka wykładowców to... jego starsze dzieci! Zofia, Maria i Tadeusz są tam wychowawcami.
Posłowie PiS też nie widzą w wyborze Romana Giertycha nic zdrożnego. Czemu? Bo sami posłali pociechy do prywatnych, elitarnych szkół. Zrobili tak zarówno Marian Piłka, jak i Artur Zawisza. Obaj płacą krocie za edukację swoich dzieci u "Ojców Pijarów" w Warszawie.
"Trzeba dbać o swoje maluchy. Skoro człowiek może sobie na to pozwolić, to w czym problem?" - mówi dziennikowi.pl poseł Zawisza. W katolickiej ekskluzywnej szkole uczą się dwie jego córki: Marta (10 l.) i Magda (7 l.) Ile kosztuje troskliwego tatusia czesne? "Co łaska. Od 300 do 600 zł miesięcznie. Nie uważam, żeby to było dużo" - mówi Artur Zawisza.