Maciej Urbanowski recenzuje zbiór fantastycznonaukowych opowiadań Cezarego Michalskiego "Gorsze światy", zastanawiając się przy okazji nad fenomenem współczesnej polskiej SF. Jej oryginalność polega m.in. na tym, że wzięła na siebie zadanie zarezerwowane zwykle dla literatury głównego nurtu: opisu i diagnozy otaczającej rzeczywistości oraz jej przyszłych zmian. W kostiumie SF III RP ukazywała się jako kraj niemal żywcem wyjęty z antyutopii Orwella czy Huxleya. Opowiadania Michalskiego utrzymane w podobnej antyutopijnej stylistyce także obfitują w nawiązania do współczesności, są kolejną próbą rozrachunku z nią. "Czytamy to wszystko jak przestrogę przed przyszłością, ale też gorzką i szyderczą zarazem wiwisekcję naszej teraźniejszości, którą widzimy tutaj niczym groteskowego i budzącego lęk robaka pod szkłem powiększającym".
p
Ciekawa, zaskakująca i dająca do myślenia literacka "zmiana miejsc"! Rafał Ziemkiewicz, klasyk polskiego science fiction, rozstaje się z fantastyką i publikuje osadzoną w realiach dzisiejszej Polski powieść "Ciało obce", zaś Cezary Michalski, eseista (sławny "Powrót człowieka bez właściwości" i nagradzane "Ćwiczenia z bezstronności") oraz autor ważnych powieści o współczesnej Polsce i swojej generacji ("Siła odpychania", "Jezioro radykałów"), ogłasza zbiór opowiadań fantastycznych "Gorsze światy". Czy także gorsza literatura?
Powiem to od razu, aby nie było nieporozumień: nie jestem ani znawcą, ani wielbicielem literatury science fiction. Dostrzegam jednak, że obrońcom SF przybył w ostatnich latach jeden ważki i wart przemyślenia argument. Coraz częściej pojawiają się przecież głosy, które do długiej i niewątpliwej listy zasług polskiej SF dopisują i to, że właśnie pisarze tego nurtu jako pierwsi, ale też często jedyni wzięli na siebie zadanie "przedstawienia" Polski po 1989 roku i że to dzięki nim III RP została przenikliwie, to znaczy krytycznie, ale i - jak pokazała przyszłość - często trafnie "zdiagnozowana" niemalże w momencie swoich narodzin. Zwrócili na to uwagę m.in. Maciej Parowski w eseju "Kataryniarze" drukowanym w 1997 na łamach "Arcanów", a potem Paweł Dunin-Wąsowicz w książce "Oko smoka" (2000), wymieniając na dowód m.in. książki Rafała Ziemkiewicza, Jacka Dukaja, Barnima Regalicy, Marka Oramusa, Marcina Wolskiego i wielu innych autorów, którzy umieszczając akcję swoich utworów w niedalekiej przyszłości, w ramach tych odmian SF, które określa się mianem "social fiction", "political fiction" czy "historii alternatywnej", snuli pesymistyczne analizy sytuacji III RP i całego świata Zachodu.
Skąd ten paradoksalny realizm polskiej SF po 1989 roku, uderzający zwłaszcza na tle dokonań literatury głównego nurtu, zagubionej często - jak słusznie zauważył Parowski - w formalnych grach, oddzielonej od czytelników murem niezrozumiałości, rozbrojonej sloganami o niezbędnym dystansie między rzeczywistością a czystą sztuką? Autor "Kataryniarzy" twierdził, że stało się tak, gdyż pisarze głównego nurtu nie potrafili znaleźć "klucza" do takiego świata, jaki wyłaniać się zaczął po 1989 roku, który to klucz od dawna ma SF, ponieważ dla niej najbardziej interesujący jest opis rzeczywistości w stanie zmiany, przełomu, politycznych i emocjonalnych lawin. Z kolei Dunin-Wąsowicz zwrócił uwagę na to, że do konwencji SF najchętniej sięgali pisarze kontestujący rzeczywistość III RP, "zawiedzeni, węszący spiski i głodni czynu", których określił mianem "konserwatywnych romantyków". Co im dawała konwencja SF? Nie tylko czyniła bardziej atrakcyjnymi ich buntownicze diagnozy zderzające się z oficjalną mantrą o czekającej nas świetlanej przyszłości, ale też z pewnością była wygodną maską, która służyła wypowiadaniu treści nie tylko politycznie niepoprawnych, ale też zapewne z racji swego "oszołomstwa" (bo co powiedzieć o wizji III RP, którą rządzą eks-oficerowie komunistycznych służb specjalnych albo która na mocy tajnych umów ma zostać podzielona na strefę wpływów rosyjskich i europejskich!) niewyobrażalnych, a tym samym niewyrażalnych w "racjonalnej" poetyce realizmu.
Gorsze światy" to zbiór sześciu opowiadań, które chyba bez większych dyskusji można wpisać w szeroko rozumiany nurt SF. Z dwu zasadniczych powodów: fabuła ich wszystkich toczy się mniej więcej w pierwszej połowie XXI wieku w rzeczywistości, która niezbyt już przypomina świat dookoła nas, a to z powodu zmian politycznych i cywilizacyjnych, które przekształciły ją - co tu dużo gadać - w tytułowe "gorsze światy".
Część ze składających się na tom Michalskiego opowiadań była drukowana w prasie, a największy odzew spośród nich wzbudziła "Dzika genetyczka", która nie tylko stała się przedmiotem studenckiego seminarium, ale doczekała się interesującego komentarza Jana Prokopa. Ten ostatni dostrzegł w niej nie tylko świadectwo żywotności antyutopii, ale też jej oryginalną realizację, przenikliwie i przeraźliwie opowiadającą o grożącej ludzkości przyszłości.
Przypomnijmy, iż antyutopia to, by ująć rzecz najkrócej, polemiczne wobec dominujących ideologicznych wyobrażeń świata i człowieka katastroficzne przedstawienie świata przyszłości, który jawić się tu musi jako tyleż zaprzeczenie utopii, co jej konsekwentna realizacja, niosąca zagładę (fizyczną lub duchową) jednostki oraz - co równie ważne - kultury. Świat antyutopii jest jednocześnie światem nie-ludzkim i antykulturalnym, przy czym, co zauważył Neil Postman, w klasycznych realizacjach tej odmiany SF przyszłość jest gigantycznym i ponurym więzieniem ("1984" Orwella) albo olbrzymim parkiem rozrywki ("Nowy wspaniały świat" Huxleya). Innymi słowy w świecie opisanym przez Orwella kulturę i jednostkę zniszczy podejrzliwość i nienawiść, natomiast w świecie opisanym przez Huxleya "spustoszenia możemy się spodziewać bardziej ze strony wroga o uśmiechniętej twarzy".
Wspominam o tym, bo gdy zgodzimy się, że "Gorsze światy" to antyutopia, to jej oryginalność, ale i wieloznaczność polegać będzie na tym, iż autor dokonuje jakby s y n t e z y Orwella i Huxleya, kreśląc poruszające intelektualnie i literacko konsekwentne w i z j e "pluszowego totalitaryzmu" przyszłości, jak to świetnie nazwał Jacek Dukaj w recenzji opublikowanej w "Dzienniku", czy też "totalizmu liberalnego", przed którym sam autor ostrzegał nas przed paru laty w szkicu "Doktor Żywago i dwa fundamentalizmy (antyutopia)" zaczynającym się konstatacją, iż: "U progu trzeciego tysiąclecia liberalna demokracja staje się nieuchronnie ustrojem totalnym. Jej jedynym skutecznym podmiotem, uczestnikiem gry o władzę, który przetrwał proces naturalnej selekcji, okazał się bowiem konglomerat, opierający się na polityce, mediach i finansach".
W pewnym sensie "Gorsze światy" są literacką ilustracją owego rozpoznania, ukazaniem rozmaitych wariantów przyszłości, w której zrealizowana (udoskonalona) została ta wersja liberalizmu, z jaką mamy do czynienia współcześnie. W wariancie Huxleyowskim przyszłość wkracza w "wiek Kretyna" i "globalny Disneyland". Hipermarkety są pełne, każdy ma do dyspozycji 550 kanałów telewizyjnych, głównym zadaniem obywatela jest konsumpcja, o tożsamości człowieka mówi to, co kupuje (Trop Konsumenta) lub jego DNA, a wszystko znajduje się pod kontrolą mediów, wielkich korporacji oraz kilku, kilkunastu związanych z nimi rodzin. Najwyższym prawem stało się prawo prasowe, a demokracja bezpośrednia oznacza możliwość wyboru przez "zdemontowany" lud... najpiękniejszego "Eurochippendalsa". W tym świecie panuje - jak u Witkacego - piekielna nuda, Jack London jest pisarzem zakazanym, króluje "neutralna, trzecioosobowa narracja pozwalająca bez końca snuć opowieści o szczęśliwych i nieszczęśliwych romansach cesarzowej Sisi". Nie ma tu też szans na żaden bunt, żadną rewolucję, bowiem - tu motyw z Orwella - bezwzględnie i od razu (Prawo Prewencji) tłumione są wszelkie przejawy kontestacji, nawet tej pomyślanej, czego pilnują rozmaite Nadzory, Tajne Straże, którym służą media oraz rozwinięta technologia (Pełne Skanowanie Planety). Nawet opozycja jest tutaj kontrolowana, a jej przywódcy okazują się tajnymi agentami. Buntownicy, których losy śledzimy w "Gorszych światach", albo uprawiają "ketman", albo są manipulowani. Ich los to "pluszowy krzyż męczeństwa", czyli medialna "chłosta śmiechu" ku uciesze gawiedzi ("Cela śmiechu", "Zmarnowany czakram"), albo - tradycyjnie - skrytobójstwo w ciemnym zaułku ("Dzika genetyczka"), albo wreszcie - wirtualne lub faktyczne - samobójstwo. Co ciekawe, Michalski, pokazując swoje wersje liberalnego "nowego wspaniałego świata" z punktu widzenia wykluczonych z niego ofiar i/lub buntowników, nie chce, abyśmy im współczuli, ostrzegając nas zaraz na początku, iż "Przedstawiciele Prawa i ich wysłannicy są tak odstręczający, że Józef K. wydaje się przez kontrast niemal sympatyczny. W istocie jednak jest dość żałosnym facetem, który byłby tak samo nieznośny jak strażnicy Prawa, gdyby tylko dano mu szansę".
Takimi też żałosnymi wersjami bohatera "Procesu" są w dużej mierze "pozytywni" bohaterowie "Gorszych światów". Anachroniczni, naiwni "bohaterowie o jednym skrzydle", jak Tadzik, który tuż przed śmiercią ma "buntowniczą" wizję, w której odkrywa zakazane pisma Miczurina i Łysenki, a potem staje na czele rewolucji. Nawet ich śmierć pozbawiona jest patosu. Cóż - żyją w świecie pozbawionym "heroicznych narracji"...
Czytamy to wszystko jak przestrogę przed przyszłością, ale też gorzką i szyderczą zarazem wiwisekcję naszej teraźniejszości, którą widzimy tutaj niczym groteskowego i budzącego lęk robaka pod szkłem powiększającym. Odniesienia do naszego tu i teraz są u Michalskiego więcej niż czytelne. Napotykając je, często się zresztą uśmiechamy, bo też komizm tej prozy, którego elementem są rozmaite aluzje (np. laureat Nagrody Hegla nazywa się Albrecht Camus, wynalazca Pełnego Skanowania Powierzchni Planety Judolf Rudżiani, zaś akcja "Zmarnowanego czakramu" toczy się w przypominającym Kraków... Cukierkowie) oraz dowcipy słowne (telewizja w Polsce przyszłości to PZPRiTV, czyli Polska Zunifikowana Platforma Radia i Telewizji), stanowi o specyficznym jej smaku, równoważąc, a nawet biorąc w pewien nawias pesymizm, czy wręcz fatalizm "Gorszych światów".
Na ten ostatni zwracał zresztą uwagę Dukaj we wspomnianej recenzji. Rzeczywiście: Michalski pokazuje nam świat nie tylko "gorszy", ale też taki, któremu właściwie nie można się przeciwstawić, chyba że za cenę wspomnianego już "pluszowego krzyża męczeństwa", które to wyrażenie jest jednym z kluczowych i powracających wielokrotnie w tych opowiadaniach. Jak je rozumieć? Chyba tak, że w rzeczywistości opisywanej w "Gorszych światach" nawet ofiara, nawet cierpienie straciło swój sens, a raczej obróciło się w swoje zaprzeczenie, specyficzne zresztą, bo ostatecznie ofiary "pluszowego totalitaryzmu" naprawdę cierpią, tyle że cierpienia tego nie słychać i budzi ono jedynie szyderstwa.
Równie fatalistyczna jest historiozofia "Gorszych światów". Z jednej strony dziejami rządzi tu przypadek, jak demonstruje to opowiadanie "Gabinet krzywych luster", alternatywna historia XX-wiecznej Europy, w której Niemcy wygrywają I wojnę światową i zdobywają dominację w świecie dzięki temu, iż pierwszy sterowiec nie spłonął. Ale też opowiedziana w tym samym tekście historia opowiadania Michaela Frühlinga pokazuje, że dzieje tak czy owak mają skłonność do monotonnej powtarzalności.
Najbardziej może pesymistyczny, ale i najtrudniejszy dla mnie do uchwycenia i opisu jest religijny wymiar "Gorszych światów". Możliwość takiej lektury sugeruje już wspomniane motto dyskretnie odsyłające nas do "Procesu" Kafki, potem pojawiają się liczne aluzje do Pisma Świętego, nie tylko do zrozumiałej w tym kontekście Apokalipsy ("apokalipsa była teraz tematem na czasie"), ale też Księgi Hioba, życia Jezusa Chrystusa czy Jana Pawła II (bluźniercze "Gra, która odmieni oblicze ziemi, tej ziemi" jako hasło reklamowe gry komputerowej "Świat 13 Grudnia"). Z jednej strony jest być może "po prostu" tak, że "Gorsze światy" to spełniona Apokalipsa, świat - jak to ujął Herling-Grudziński - odwróconego Dekalogu, w którym religia istnieje w formie wyśmianej i skomercjalizowanej, a Kościół wszedł w sojusz z medialną Bestią (np. zwalniając księży na mocy Konkordatu z obowiązku zachowania tajemnicy spowiedzi albo akceptując "ideę naukowego postępu"). A Bóg? Nie ma Go tutaj, a niektórzy z bohaterów "Gorszych światów" mylą Go np. z Władzą. W najlepszym chyba i najbardziej niepokojącym opowiadaniu tomu, "Celi śmiechu", główny bohater po śmierci swego jedynego synka niczym Hiob pyta, a właściwie akceptuje wyrok władzy, mówiąc o nim podobnie jak bohater "Procesu": "Cała litania krzyżowych wyroków, jakby Sąd Najwyższy obradował w permanencji. Czasem się myli, ale zawsze tylko w jedną stronę. Ukarze niewinnego, ale przynajmniej winny nie uniknie Kary".
Nie czynimy jednak z braku "optymizmu" zarzutu. Zgadzam się z Michalskim, który gdzieś chyba napisał, że literatura, a przynajmniej jej wielka część, powstaje z doświadczenia straconych złudzeń. W "Gorszych światach" mowa o straconych złudzeniach ludzkości, ale przede wszystkim straconych złudzeniach idealistów, radykałów i romantyków wierzących, że są w stanie poruszyć "bryłę świata". Gdy się zresztą bliżej im przyjrzymy, zobaczymy, że nie bardzo różnią się od bohaterów wcześniejszych powieści Michalskiego. Michael Frühling jest narratorem i główną postacią "Jeziora radykałów", z kolei Marek Tabor to nie tylko bohater "Punktu rozłączenia", ale też pseudonim, którym sam Michalski podpisywał swe teksty w "brulionie" i książkę "Ezoteryczne korzenie nazizmu"! Jak się bowiem wydaje, autor "Gorszych światów" snuje cały czas jedną opowieść o pewnym jednym konkretnym doświadczeniu historycznym, pokoleniowym i egzystencjalnym, doświadczeniu klęski. Zmienia się "tylko" konwencja. Czy na gorsze? Moim zdaniem nie. "Gorsze światy" to jeśli nawet nie najlepsza, to z pewnością najbardziej efektowna jak dotąd książka prozatorska Michalskiego, w której harmonijnie stopiły się rozmaite żywioły: publicystyczny, filozoficzny, polityczny i last but not least literacki. Czyta się to w każdym razie znakomicie, choć przyznam z drugiej strony, iż nie chciałbym, by Michalski został specjalistą od antyutopii. Czekam na więcej!
p
, ur. 1965, historyk literatury i krytyk literacki. Pracuje w Instytucie Polonistyki Uniwersytetu Jagiellońskiego. Współzałożyciel i członek zespołu redakcyjnego dwumiesięcznika "Arcana". Autor książek: "Nacjonalistyczna krytyka literacka w II RP" (1997), "Oczyszczenie. Szkice o literaturze polskiej XX w." (2002), "Człowiek z głębszego podziemia. Życie i twórczość Jana Emila Skiwskiego" (2003). Wydawca pism F. Goetla, K. Wyki, A. Trzebińskiego, S. Piaseckiego. Jego teksty wielokrotnie publikowaliśmy na łamach "Europy" - ostatnio w nrze 23 z 7 czerwca br. ukazał się jego artykuł "Ciężar legendy".