Proboszcz Anatol Wołoszyn z Biesowic koło Słupska nie przebiera w słowach, gdy rozmawia z parafianami. "Prostaki, capy" - tak zwraca się do wiernych. Przez jego zachowanie ludzie przestają chodzić na msze - pisze DZIENNIK.
Ostry język księdza podzielił wieś. Jedni bronią księdza, inni buntują się przeciw niemu. Konflikt nabrzmiewa jak ropiejący wrzód. Jedni przestają chodzić do kościoła, inni uważają, że ma rację.
"Komuniści, prostaki, capy, którym śmierdzi z gęby. Tak określa nas proboszcz. Już przestałam do kościoła chodzi, nie chcę na każdej mszy tego słuchać" - skarży się DZIENNIKOWI Franciszka Romanko z Biesowic. Kiedyś, gdy szła przez wieś, ksiądz zajechał jej autem drogę i wrzeszczał, że ma tylko ślub cywilny, a przyjmuje komunię i uprawia seks.
Zwierzchnicy krewkiego księdza uważają jednak, że bunt wiernych to element kampanii przedwyborczej - zauważa DZIENNIK.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|