Poparcie dla NATO spada w krajach, które są jego członkami, a sama organizacja coraz częściej uznawana jest po prostu za niepotrzebną - zauważa Ivan Krastev. Za przyczynę tego można uznać przede wszystkim rosnące niezadowolenie Europejczyków z amerykańskiej polityki zagranicznej i brak sukcesów tej ostatniej. Amerykańska "twarda siła" zawodzi, a europejska "miękka siła" też nie notuje większych sukcesów. Niektóre państwa takie jak Polska zdają się mieć własne strategiczne priorytety niezupełnie zgodne z celami Sojuszu. Trudno zatem powiedzieć, czy NATO zdoła przetrwać w "świecie post-postzimnowojennym".
p
NATO wygrało zimną wojnę. NATO przeobraziło postzimnowojenną Europę. NATO jest prawie wszędzie - chętne do walki z globalnym terroryzmem w Afganistanie, zapobiegania ludobójstwu w Sudanie, przyjmowania nowych członków. Ale czy Sojusz przetrwa w świecie post-postzimnowojennym?
Europejska debata o przyszłości NATO przypomina niekończącą się dyskusję o roli łaciny we współczesnej edukacji. Znajomość łaciny uchodzi za jeden z filarów wykształcenia humanistycznego, nauczyciele i rodzice zgadzają się, że młode pokolenia mogą tylko skorzystać na zgłębianiu mądrości starożytnych, ale jednocześnie liczba lekcji łaciny w programie nauczania spada, mimo że w uczeniu się tego języka nie ma nic złego, nie ma też ludzi, którzy by się temu stanowczo sprzeciwiali... Dla wielu Europejczyków NATO jest jak łaciński wiersz - dostojny, mądry, szlachetny i... nieistotny.
Wyniki sondażu Transatlantic Trends Survey przeprowadzonego niedawno w USA i 12 krajach europejskich przez German Marshall Fund of the United States uwidaczniają rozmiary obecnego kryzysu dotyczącego roli NATO w postamerykańskim stuleciu. Z badań tych wynika, że w ciągu ostatnich trzech lat poparcie dla NATO w Europie dramatycznie spadło. Trend ten szczególnie ostro zaznacza się w trzech spośród europejskich filarów Sojuszu: w Niemczech poparcie zmniejszyło się z 74 do 54 proc., w Polsce z 64 do 48 proc., a w Turcji (od 2004 roku) z 53 do 44 proc.
Społeczeństwo niemieckie nieufnie podchodzi do Bushowskiej globalnej wojny z terrorem. Niemcy nie są przekonani, czy obecność ich wojsk w takich krajach jak Afganistan przyczynia się do zwiększenia bezpieczeństwa ich państwa. W przypadku Niemiec spadek poparcia dla NATO jest bezpośrednim skutkiem braku zaufania społeczeństwa do obecnej polityki amerykańskiej. W krytycznym nastawieniu europejskiej opinii publicznej do amerykańskiej polityki zagranicznej w ciągu ostatnich kilku lat zmieniło się tylko jedno: w 2003 roku przeważał pogląd, że jest to polityka arogancka i błędna, a Stany Zjednoczone są za silne, dziś natomiast przeważa pogląd, że jest to polityka arogancka i błędna, ale zdaniem niektórych Europejczyków Stany Zjednoczone nie są już dość silne, by sprostać zadaniom, które na siebie biorą.
Polacy są niezadowoleni nie tyle z Amerykanów, co z Europejczyków. Polskę przeraża perspektywa energetycznego uzależnienia się Europy od Rosji. Warszawska koncepcja "energetycznego NATO" - nowa wersja zimnej wojny z Gazpromem w roli Armii Czerwonej - nie zyskała w Europie poparcia. W rezultacie Polacy są coraz mniej przekonani, czy NATO i UE chronią ich interesy narodowe. Do wzrostu sceptycyzmu w tej kwestii przyczynia się również retoryka obecnego rządu. Nowy rząd polski nie jest antynatowski, ale nie ma zaufania do żadnych instytucji, w których język polski nie jest oficjalnym językiem i które nie podzielają obsesji Warszawy.
Największy niepokój budzi przypadek Turcji. Wobec z jednej strony widma niepodległego Kurdystanu w Iraku, a z drugiej niekończących się negocjacji z UE społeczeństwo tureckie otwarcie kwestionuje swoją europejską tożsamość. Wspomniany sondaż pokazuje, że Turcy są coraz bardziej rozczarowani do Zachodu i coraz przychylniej nastawieni do Iranu. Poparcie dla NATO maleje i turecka opinia publiczna - inaczej niż społeczeństwa europejskich sojuszników Turcji - boi się nie nuklearyzacji Iranu, lecz użycia przez Zachód siły celem poskromienia atomowych ambicji tego państwa.
Paradoks polega na tym, że w ciągu minionego roku zmniejszył się rozdźwięk między Amerykanami i Europejczykami w postrzeganiu zagrożeń ze strony międzynarodowego terroryzmu i islamistycznego fundamentalizmu, zmalały też różnice aksjologiczne, ale jednocześnie społeczeństwo europejskie stało się bardziej krytyczne wobec amerykańskiej polityki zagranicznej. Perspektywa nuklearyzacji Iranu i nadejścia epoki pluralizmu atomowego postawiła Amerykanów i Europejczyków przed wspólnym zagrożeniem, ale nie doprowadziła do wypracowania wspólnej strategii bezpieczeństwa. Amerykanie i Europejczycy są zgodni tylko w jednej kwestii: polityka zagraniczna prezydenta Busha zawiodła.
Rozdźwięk między USA i UE często przedstawia się jako zderzenie "twardej siły" Ameryki z "miękką siłą" Europy. Komentatorzy stale podkreślają, że Ameryka preferuje rozwiązania siłowe i jednostronne działania, natomiast Europa wierzy w skuteczność instytucji multilateralnych i prawa międzynarodowego. Transatlantic Trends Survey pokazuje, że większość Amerykanów sprzeciwia się unilateralizmowi Busha, a jednocześnie Europejczycy są mniej ambitni i mniej chętni do odgrywania wiodącej roli w sprawach świata. W minionym roku byliśmy świadkami jednoczesnego kryzysu "twardej siły" Ameryki i "miękkiej siły" Europy. Okupacja Iraku pokazała, że Stany Zjednoczone dysponują potężną siłą destrukcji, ale amerykańskiej inteligentnej broni nie dostaje inteligencji, kiedy przeciwnik prowadzi wojnę partyzancką. Zarazem stało się oczywiste, że siła przyciągania Europy może stać się jej słabością. Klasycznym tego przykładem jest Ukraina: reformatorskie oddziaływanie Unii może zamienić się w niemoc, kiedy UE nie jest w stanie zarysować przed danym państwem perspektywy członkostwa.
Pytanie brzmi, jak frustracje Europejczyków i Amerykanów wpłyną na dyskusję o NATO. Czy NATO przetrwa w świecie, który jest coraz bardziej antyamerykański i w którym Europa coraz bardziej sceptycznie patrzy w przyszłość?
p
, ur. 1965, politolog, analityk spraw międzynarodowych, prezes Centrum Strategii Liberalnych w Sofii - think tanku doradzającego w obszarze polityki zagranicznej i wewnętrznej. Wykłada na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie i w Instytucie Remarque'a na New York University. Zajmuje się przede wszystkim zagadnieniami związanymi z sytuacją społeczeństw postkomunistycznych. Autor m.in. książki "The Anti-Corruption Trap" (2004). Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - w nrze 34 z 26 sierpnia br. zamieściliśmy jego tekst "Suwerenna demokracja".