Dziennik Gazeta Prawana logo

Marks naszych czasów

5 listopada 2007, 12:10
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty

Richard Sennett to najciekawszy krytyk współczesnego turbokapitalizmu, czyli kapitalizmu, który w swoim marszu ku gwiazdom radośnie przekroczył kolejne granice eksploatacji człowieka przez samego siebie. Jego najgłośniejsze książki, takie jak "Upadek człowieka publicznego" czy "Korozja charakteru" to najbardziej przenikliwe opisy związków między cywilizacyjną, ekonomiczną, społeczną "bazą" a prywatną, moralną i psychologiczną "nadbudową" w życiu współczesnego człowieka. To najbardziej przenikliwa krytyka społeczna, przynajmniej od czasów młodego Marksa.

W wywiadzie dla "Europy", który przeprowadzamy z Sennettem tuż przed amerykańskimi wyborami uzupełniającymi, mówi on nam to, czego nie odważą się głośno powiedzieć ani lewicowi intelektualiści z Partii Demokratycznej, ani zachwyceni sobą neokonserwatyści z Białego Domu i okolic.

Zacznijmy od gorzkiej pigułki dla Demokratów. Mogą nawet wygrać najbliższe wybory, ale nie są żadną alternatywą dla konserwatywnej rewolucji Republikanów. Muszą kraść religijne, patriotyczne i konserwatywne hasła znienawidzonych konkurentów. Będą tak robić, nawet gdyby ich serca biły daleko po lewej stronie, a priorytetowym hasłem wewnątrzpartyjnych konwentykli pozostawała legalizacja małżeństw homoseksualnych. Demokraci będą udawać konserwatystów, bo konserwatywne jest dzisiaj amerykańskie społeczeństwo. Ale - tu gorzka pigułka dla neokonów - większość Amerykanów wybrała rodzinę, religię i heroiczne cnoty nie dlatego, że przekonały ich eseje Podhoretza czy kazania telewizyjnych kaznodziejów Kościoła Episkopalnego. Sennett jest nieco bardziej podejrzliwy. Twierdzi, że nowy, prywatny konserwatyzm Amerykanów jest ich ucieczką przed narastającą niepewnością i społeczną bezwględnością turbokapitalizmu. Autor "Upadku człowieka publicznego" przypomina to, o czym mówią od ponad dekady amerykańscy socjologowie i ekonomiści. Amerykańskie społeczeństwo ulega całkowitej przemianie - skokowo narasta społeczne rozwarstwienie, likwidacji ulega klasa średnia. Jej górna część trafia w szeregi oligarchów, niższa osuwa się ku społecznym dołom.

Zatem konserwatywna rodzina jako przeciwieństwo społeczeństwa w rozpadzie? Warto się zastanowić nad taką diagnozą. I nad tym, czy dotyczy ona wyłącznie USA.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj