Zbliżające się wybory do amerykańskiego Kongresu zwiastują kres konserwatywnej rewolucji zapoczątkowanej w latach 60. - twierdzi Ivan Krastev. Konserwatyści stali się poniekąd zakładnikami własnego sukcesu, nowego "konserwatywnego konsensusu", który przeciwstawiali zdobyczom kontrkulturowej rewolucji 1968 roku. "Konserwatywna elita znalazła się w pułapce. Konserwatyści wypowiedzieli wojnę zniuansowanemu widzeniu świata i teraz sami są jej ofiarami".
p
Listopadowe wybory do Kongresu w Stanach Zjednoczonych przypominają paraolimpiadę. Demokratów, przez sześć lat odsuniętych od władzy, pozbawionych intelektualnego impetu, postrzega się jako chronicznie niedysponowanych, skazanych na niebyt i to mimo że wszelkie okoliczności sprzyjają ogólnonarodowemu odrzuceniu bushyzmu. Republikanie, którzy lewą nogą ugrzęźli w Iraku, a prawą rękę nadwerężyli w serii skandali korupcyjnych i seksualnych (bohaterami najsłynniejszych i najbardziej szkodliwych byli lobbysta Jack Abramoff i kongresman Folley) oraz przeżyli załamanie nerwowe z powodu koreańskich prób z bronią nuklearną, są również przykuci do wózka inwalidzkiego bez szans na szybką rekonwalescencję. A zatem wygląda na to, że zawody będą emocjonujące, ale startujący zawodnicy niepełnosprawni.
Istotne pytanie brzmi: czy konserwatywny etap w polityce amerykańskiej mamy już za sobą? Czy jesteśmy świadkami zasadniczego zwrotu w preferencjach wyborczych i przegrupowania w elektoratach, czy tylko epizodu bez znaczenia w pełnych chwały dziejach rewolucji konserwatywnej w Ameryce?
Trzy lata temu w swojej pouczającej książce "Prawy naród" ("The Right Nation") dwaj inteligentni Brytyjczycy opisali dzieje konserwatywnej rewolucji jako historię trzech zwycięstw prawicy w ostatnich trzech dekadach. Prawica zwycięża bitwę ideologiczną, ma w swoich szeregach bardziej zdeterminowanych i skoncentrowanych działaczy i czerpie korzyści z długoterminowych zmian w społeczeństwie amerykańskim. Rewolucja konserwatywna, która zaczęła się wraz z kampanią wyborczą Barry'ego Goldwatera w 1964 roku i wybuchła ponownie wraz z zawarciem "umowy z Ameryką" przez Newta Gingricha w 1994 roku, przewróciła do góry nogami amerykańskie życie polityczne. Politycy już nie dzielili się na prawicowych i lewicowych, ale na prawych i niegodziwych. Nowy ruch konserwatywny był chwiejną, wzbudzającą kontrowersje, ale dobrze skoordynowaną koalicją chrześcijańskich fundamentalistów, rekinów ze świata biznesu i sporej części amerykańskiej klasy średniej, przerażonej ekscesami lat 60. i uwiedzionej przez utopijną wizję świata leżącego u stóp Ameryki. Partia konserwatywna była przede wszystkim partią kulturową, partią przeciwników roku 1968. Sukces Republikanów w 1990 roku można również tłumaczyć udanym zabiegiem wprowadzenia religii do polityki.
W tym sensie zbliżające się wybory do Kongresu to nie koniec konserwatywnej rewolucji, ale jej ostatnie, autodestrukcyjne stadium, w którym zdradzone elektoraty zwracają się przeciw reprezentantom nowej "rewolucyjnej" elity. Obietnica wprowadzenia zasad do polityki była centralnym hasłem rewolucji konserwatywnej. Obietnica nie dotyczyła zmiany polityki, ale przemiany polityków. Konserwatyści oczyścili język polityki amerykańskiej z wszelkich słów pochodzących ze świata handlu i zastąpili je słowami ze świata wojny i świata religii. Ale ich obietnica wprowadzenia zasad i przejrzystości moralnej do polityki oraz odrzucenia kompromisów była strategią wymierzoną tak naprawdę w nich samych. Konserwatywna elita znalazła się w pułapce. Bush nie może sobie już pozwolić na to, by choćby napomknąć o wycofaniu się z Iraku, ponieważ sam twierdził, że decyzja o inwazji nie była decyzją polityczną, ale spełnieniem woli bożej. Republikanie nie mogą zmienić swojej polityki podatkowej, ponieważ uzasadniają swoje decyzje nie za pomocą kalkulacji politycznych, ale odwołując się do pryncypiów. Konserwatyści wypowiedzieli wojnę zniuansowanemu widzeniu świata i teraz sami są jej ofiarami.
Sednem obecnego kryzysu amerykańskiego konserwatyzmu jest to, że jego stratedzy mylnie postrzegają przyczyny własnego zwycięstwa. Prawdziwe zwycięstwo i triumf rewolucji konserwatywnej to nie prezydentura Reagana, ale druga kadencja Clintona. To za jego czasów stało się oczywiste, że rewolucja konserwatywna stworzyła na nowo Amerykę, a nowy konsensus konserwatywny zastąpił liberalny konsensus lat 50. W latach 50. nazwanie kogoś konserwatystą było rodzajem obelgi, konserwatysta to był ktoś spoza głównego nurtu amerykańskiego życia politycznego i intelektualnego. Pod koniec lat 90. wstydzić musiał się ten, kto został nazwany liberałem. Siłę konserwatywnego konsensusu najlepiej ukazuje to, że liberałowie zdecydowali przechrzcić się na "progresywistów", byle tylko zwiększyć swoje szanse wyborcze. To właśnie Clintonowi udało się najlepiej sformułować nowy konserwatywny konsensus jako kombinację neoliberalnej polityki gospodarczej, szacunku dla wrażliwości wspólnot religijnych i nowego sposobu porozumiewania się z wyborcami. Clintonowi udało się pogodzić rewolucję kulturalną 1968 roku z wymierzoną przeciw niej konserwatywną kontrrewolucją.
Partię Republikańską dzieli dziś problem uszczelnienia granicy meksykańskiej - ludzie biznesu sprzyjają łagodniejszej polityce imigracyjnej, podczas gdy konserwatywny "fundament" się jej sprzeciwia. Republikanów dzieli porażka w Iraku i wizja roli Ameryki w polityce światowej, a także sposób postrzegania Białego Domu. Dzieli także odczuwana przez konserwatywne elity potrzeba zawierania kompromisów. Innymi słowy, nadszedł koniec konserwatywnej rewolucji. Została stłumiona przez konserwatywny konsensus stworzony dekadę wcześniej. Nic więc dziwnego, że przewiduje się przegraną Republikanów. Pytanie tylko, czyja będzie wygrana.
p
, ur. 1965, politolog, analityk spraw międzynarodowych, prezes Centrum Strategii Liberalnych w Sofii - think tanku doradzającego w obszarze polityki zagranicznej i wewnętrznej. Wykłada na Uniwersytecie Środkowoeuropejskim w Budapeszcie i w Instytucie Remarque'a na New York University. Zajmuje się przede wszystkim zagadnieniami związanymi z sytuacją społeczeństw postkomunistycznych. Autor m.in. książki "The Anti-Corruption Trap" (2004). Wielokrotnie gościł na łamach "Europy" - w ostatnim numerze zamieściliśmy jego tekst "Niewidzialna ręka Układu".