(ur. 1905)

Stanley Kunitz, nestor amerykańskiej poezji, który kończy w tym roku sto jeden lat, to postać wyjątkowa. Jego twórczość rozpina się niemal na cały dwudziesty wiek, łącząc tradycję wczesnego i późnego modernizmu. W młodości otrzymał staranne wykształcenie: ukończył z wyróżnieniem Uniwersytet Harwarda w 1926 roku, lecz ze względu na żydowskie pochodzenie nie mógł kontynuować pracy naukowej na tej uczelni. Debiutował w 1930 roku tomem "Intelektualne sprawy". Zwieńczeniem jego młodzieńczej twórczości była przyznana mu w 1959 roku nagroda Pulitzera za tom "Wiersze wybrane 1928-1958". Od tego momentu Kunitz był jedną z najważniejszych postaci na mapie literatury amerykańskiej, czego potwierdzeniem były liczne kolejne prestiżowe wyróżnienia - nagrody Bolligen Prize i Harriet Monroe Award oraz stypendium Fundacji Forda, by wymienić tylko kilka. Zupełnie niedawno, bo w latach 2000-2001, Kunitz piastował zaszczytne stanowisko Poety Laureata przy Bibliotece Kongresu. Jego ostatnia ważna książka, "Wiersze zebrane", ukazała się w 2000 roku, gdy poeta świętował swoje dziewięćdziesiąte piąte urodziny. Warto dodać, że Kunitz jest również zasłużonym edytorem (opracował między innymi kanoniczny wybór wierszy Johna Keatsa i Williama Blake'a) oraz tłumaczem poezji rosyjskiej (przekładał wiersze między innymi Anny Achmatowej i Osipa Mandelsztama). Kunitz to poeta oszczędnej frazy, stroniący od jaskrawych metafor i karkołomnych porównań. Jego najwspanialsze wiersze są kronikarskimi zapiskami, stylistycznie bliskimi klasycznej odzie. Prosta obserwacja jest dla Kunitza drogą do medytacji nad kwestią (nie)obecności Boga czy (nie)uchronności śmierci. W ten sposób kilkoma kreskami zostaje naszkicowany metafizyczny plan łączący poezję Kunitza z nurtem poezji religijnej, którego najważniejszymi przedstawicielami w dwudziestowiecznej poezji anglojęzycznej byli T.S. Eliot i W.H. Auden. Lecz poezja Kunitza różni się od poezji wysokiego modernizmu: rezygnuje ona z ambicji głoszenia uniwersalnych prawd, nigdy nie przekraczając prywatnej perspektywy, nasyconej detalem i ciepłą ironią.

p

Kometa Halleya

W pierwszej klasie panna Murphy
napisała jej nazwę kredą
na tablicy i powiedziała,
że kometa pędzi z rykiem
przez Mleczną Drogę tak strasznie prędko,
że jeśli skręci ze swego toru
i walnie w ziemię -
nie będzie jutro lekcji.
Rudobrody kaznodzieja z gór
przystanął nieopodal placu zabaw
i dziko błyskając oczami
obwieścił, że zsyła go Bóg,
by ocalić nas wszystkich,
nawet małe dzieci.
- Kajajcie się grzesznicy, wrzeszczał
i wymachiwał odręcznym transparentem.
Podczas kolacji było mi smutno,
bo myślałem, że to chyba
ostatni posiłek, który jem
z mamą i siostrami.
Ale byłem też podekscytowany
i prawie nie tknąłem jedzenia,
więc mama mnie skrzyczała
i wysłała wcześniej do łóżka.
Cała rodzina śpi
z wyjątkiem mnie. W ogóle nie słyszeli
jak skradam się po schodach i wchodzę
po drabinie ku rześkiemu powietrzu nocy.
Odszukaj mnie, Ojcze, tam na dachu
domu z czerwonej cegły
u wylotu ulicy Zielonej,
gdzie mieszkamy, jak wiesz, na ostatnim piętrze.
Jestem chłopcem w białej, flanelowej koszuli -
leżę na twardym posłaniu ze żwiru
wpatrzony w rozgwieżdżone niebo
i czekam, aż skończy się świat.


































Twórca obrazów

Wiatr przemknął nad mym umysłem
posępny i zimny.
To myśl - pomyślałem,
ale był to tylko jej cień.
Przybyły słowa
albo oddech mych sióstr
z czarnym szelestem skrzydeł.
Przybyły z wezwaniem,
które nastąpiło po błogosławieństwie.
Nie mogłem uwierzyć,
że też będę ukarany.
Może czas odejść,
wydostać się, jak przy narodzinach,
z tego rozświetlonego domu,
gdzie tańczyły wszystkie moje dzieci.
O Nocy-Uwodzicielko! Stoję
przy oknie najdłuższą godzinę
obserwując jak kwaśny opłatek
księżyca rozpuszcza się
w szybującej chmurze i słyszę
jak najdalsze ukryte gwiazdy
wołają mnie po imieniu.
Słucham, lecz zatykam uszy
na ostrzeżenie Mistrza Eckharta:
Należy zaniechać wszystkiego.
Bóg się nie zniży,
by objawić się w obrazach.

























przeł. Paweł Marcinkiewicz