Niedawna wizyta Jarosława Kaczyńskiego w Niemczech została potraktowana jako zapowiedź ocieplenia raczej chłodnych ostatnio stosunków polsko-niemieckich. Czy jednak to ocieplenie rzeczywiście nastąpi? Czy wzajemnych relacji trwale nie popsują kwestie związane z polityką obu krajów wobec Rosji i problemy bezpieczeństwa energetycznego? O opinię w tej sprawie poprosiliśmy kilku znanych intelektualistów niemieckich i rosyjskich: Gesine Schwan, Arnulfa Baringa, Aleksandra Dugina i Andrieja Zagorskiego. Baring zwraca uwagę na ignorancję, która wciąż utrudnia porozumienie między Polakami i Niemcami: "W Europie z uwielbieniem patrzy się na swoich zachodnich sąsiadów. Przy patrzeniu w drugą stronę dominuje ignorancja i chciałbym, aby to się zmieniło". Schwan podkreśla z kolei, że niezbędnym warunkiem polepszenia wzajemnych stosunków jest rezygnacja z "cynicznego wykorzystywania przeszłości" i skupienie się na realnych interesach politycznych czy gospodarczych.
p
prawnik, politolog
Na poziomie elit, ludzi kultury i nauki stosunki polsko-niemieckie są bardzo dobre, głównie dlatego że elity wiele wiedzą o sobie nawzajem. Niestety w innych grupach społecznych uderza brak wiedzy i chęci jej zdobycia. Dotyczy to także polityków, obecnie bardziej po stronie polskiej niż niemieckiej. Jaskrawym przykładem tego problemu było ogłoszenie przez nowo wybranego prezydenta Lecha Kaczyńskiego, że nigdy nie był w Niemczech. Obserwując ostatnią wizytę jego brata w Niemczech, miałem poczucie, że kanclerz Angela Merkel odniosła sukces w pozyskaniu pozytywnej reakcji polskiej strony. Nie należy jednak uznawać pojedynczej wizyty za specjalnie ważną. Starsze pokolenia Polaków i Niemców ciągle noszą w sobie wspomnienia, o których dopiero teraz zaczynają mówić głośno. Przez ostatnie kilka lat trudne doświadczenia przeszłości stały się szczególnie obecne w sferze publicznej. Nie wierzę jednak, że Polacy wciąż czują się zagrożeni przez Niemców. Ten strach albo już zniknął, albo jest to kwestią najbliższego czasu. Musimy pamiętać, że jeżeli dowiemy się o sobie więcej, będziemy mogli zapomnieć o przeszłości i otworzyć się na przyszłość. Na przykład bardzo istotne jest, aby Niemcy zobaczyli, jak Polacy dbają o - niegdyś niemieckie - miasta i wsie, kościoły, domy i zamki. Nie należy unikać dyskusji o przeszłości, ale też powinniśmy widzieć w sobie pozytywne uczucia i robić wiele rzeczy razem. Na stosunki polsko-niemieckie wpływ ma także nowsza historia, a mianowicie trwający ponad 40 lat podział Niemiec. W okresie pierwszej "Solidarności" w zachodnich Niemczech pojawiła się wielka sympatia w stosunku do Polski, której materialnym przejawem były tysiące paczek z pomocą humanitarną. W tym samym czasie reżim komunistyczny w NRD starał się zamknąć granicę, określając Polaków jako "niewiarygodnych komunistycznych braci". Ta propaganda okazała się na tyle skuteczna, że Niemcy ze wschodu do dziś są nastawieni do Polaków mniej przyjaźnie niż mieszkańcy starych krajów związkowych. Klimat w stosunkach polsko-niemieckich pogorszył się w ostatnim okresie rządów Gerharda Schrödera - i to pomimo ogólnie pozytywnego stosunku do Niemiec, jaki wyrażał Aleksander Kwaśniewski. Z drugiej strony głośny wywiad dla "Spiegla", jakiego udzielił Lech Kaczyński przed swoją marcową wizytą, został odebrany jako wyraźnie antyniemiecki. Najgorszy okres mamy jednak już chyba za sobą. Braci Kaczyńskich i Angelę Merkel łączą wspólne ideowe korzenie. Są politykami raczej konserwatywnymi, odwołują się do bogatej tradycji chrześcijańskiej demokracji. Teoretycznie powinno to łagodzić różnice poglądów i przełamać atmosferę nieufności. Bycie chrześcijańskim demokratą czy konserwatystą w różnych krajach europejskich oznacza jednak różne rzeczy. W Polsce konserwatyzm i prawicowość łączą się zazwyczaj z nieufnością wobec idei integracji europejskiej. Tymczasem większość centroprawicowych polityków w Europie Zachodniej - choć oczywiście nie wszyscy, wyjątkiem są tu np. brytyjscy torysi - już dawno określiła się jako zwolennicy integracji, a interesy swoich państw starają się uzgadniać z interesami całej Unii Europejskiej. Ważnym czynnikiem, który może pomóc w poprawie stosunków polsko-niemieckich, jest zmienione w stosunku do czasów Gerharda Schrödera rozumienie kwestii bezpieczeństwa i stosunków transatlantyckich. Stany Zjednoczone są centralnym filarem naszego bezpieczeństwa. Byłem bardzo rozczarowany, gdy kanclerz Schröder izolował nas od Ameryki. Angela Merkel jest znacznie bliższa Amerykanom, a ostrożniejsza w relacjach z Putinem. W efekcie jesteśmy teraz bliżej Polski niż za rządów Schrödera. Bracia Kaczyńscy nie zdołali jednak doprowadzić do zerwania niemiecko-
rosyjskiej umowy dotyczącej budowy nowego rurociągu zaopatrującego Niemcy i całą Europę w rosyjski gaz. Nie dziwi mnie to, bo powstanie gazociągu ma kluczowe znaczenie dla niemieckiej gospodarki. Poza tym rząd w Berlinie jest gotów udzielić Polsce wszelkich politycznych gwarancji, że nie zostanie wyizolowana z ogólnoeuropejskiego systemu zaopatrzenia w energię i surowce. Nie dziwi mnie także brak niemieckiego poparcia dla koncepcji energetycznego NATO. Problem polega na tym, że Stany Zjednoczone, na których opiera się NATO, są w dziedzinie energetyki konkurentem Europy. Wszystkie państwa europejskie są w ogromnym stopniu uzależnione od zewnętrznych dostaw ropy. Trudno sobie wyobrazić, w jaki sposób koalicja konsumentów surowców energetycznych mogłaby osiągnąć cokolwiek pozytywnego. W takiej koalicji, aby miała sens, musi się znaleźć co najmniej jeden dostawca surowców energetycznych. Takim dostawcą jest w przypadku wszystkich państw europejskich Rosja. Jeśli chodzi o przyszłość stosunków polsko-niemieckich, jestem raczej optymistą. Trudności, które obecnie obserwujemy, nie powinny być wyolbrzymiane. Polska ciągle jeszcze nie odnalazła się w nowym europejskim i demokratycznym środowisku, tak samo jak Niemcy po zjednoczeniu. Potrzebujemy cierpliwości i konstruktywnych sygnałów z obu stron. Musimy pamiętać, że jesteśmy teraz wszyscy w Unii Europejskiej i to jest najważniejsze.
p
filozof
Historyczne urazy skłaniają Polskę do odgrywania instrumentalnej roli "kordonu sanitarnego" anglosaskiej geopolityki w Europie - co oznacza przyjęcie orientacji zarówno antyrosyjskiej, jak i antyniemieckiej. I dopiero z tej perspektywy można rozpatrywać stosunki polsko-niemieckie. Polska i Niemcy są dzisiaj formalnie sojusznikami w ramach NATO i Unii Europejskiej. Jednak sama przynależność do takich struktur nie przesądza o jakości i charakterze wzajemnych stosunków między członkami takich organizacji. Potwierdzeniem tej opinii mogą być w przypadku NATO Grecja i Turcja, które z powodu kwestii cypryjskiej pozostają w stanie swoistej zimnej wojny. W UE natomiast poważne różnice dzielą na przykład Wielką Brytanię i Francję. Oba te kraje lansują wzajemnie wykluczające się wizje ładu międzynarodowego. Poza tym i w NATO, i w Unii występują praktycznie dwa geopolityczne bieguny: atlantycki (z Ameryką jako centrum w ramach NATO i z Wielką Brytanią jako centrum w ramach Unii) oraz kontynentalny (oś Paryż-Berlin). W przypadku bieguna kontynentalnego mamy do czynienia z geopolitycznym projektem, zgodnie z którym powołaniem Europy jest wybicie się na niepodległość względem anglosaskiego protektoratu.
W obrębie NATO i UE Polska oraz Niemcy sytuują się na przeciwległych biegunach. Polska stoi u boku USA i Wielkiej Brytanii, Niemcy natomiast znajdują się po przeciwnej stronie, dążąc do kontynentalnej samodzielności. Obecnie jednak Polska zachowuje się już nie jak kordon geopolityczny, lecz energetyczny. Świadczy o tym stawianie wraz z krajami bałtyckimi warunków co do przepływu surowców energetycznych z głębi Eurazji. W tym kontekście Polska odgrywa w NATO i Unii rolę przeciwnika Niemiec i całego bieguna kontynentalnego. Wybór geopolityki kontynentalnej nastawionej na sojusz z Berlinem nie stanowi przeszkody dla osi Warszawa-Moskwa. Wręcz przeciwnie, jeśli Polska przestanie odgrywać destrukcyjną rolę atlantyckiego "kordonu sanitarnego" w stosunku do Niemiec i całego kontynentu, automatycznie nastąpi nie pogorszenie, lecz właśnie polepszenie jej stosunków z Rosją. Oczywiście musi tu być spełniony warunek, jakim jest wzajemne zrozumienie wszystkich uczestników gry. Oznacza to, że Niemcy powinny zrozumieć słowiańską specyfikę Polski, a Rosja z kolei musi ze zrozumieniem odnieść się do specyfiki polskiego katolicyzmu. Gdyby te warunki zostały spełnione, Polska mogłaby wziąć na siebie zadanie bycia geopolitycznym mostem między Eurazją a Niemcami i Europą. W historii nieraz zdarzało się, że Polska szukała w Niemczech sprzymierzeńca dla swej wrogości wobec Rosji. Tak było też bezpośrednio po krachu komunizmu i rozpadzie Układu Warszawskiego. Ale geopolityczną sytuację Niemiec określały wtedy podziały z okresu zimnej wojny. Tak więc zwrot Polski był nakierowany nie tyle na Niemcy, co na świat anglosaski. W latach 80. Niemcy były jeszcze podzielone, ich zachodnia część pełniła wtedy funkcję geopolitycznego narzędzia bloku atlantyckiego. Tymczasem po upadku muru berlińskiego Europa zyskała szansę odrzucenia paradygmatu zimnowojennego, a zatem i szansę realnej integracji. Obecnie obiektywne okoliczności przesądzają o tym, iż Niemcy nie mogą już odgrywać roli, jaką narzuca im biegun atlantycki. Muszą prowadzić własną, samodzielną politykę kontynentalną. Polska, wchodząc w realny sojusz z Niemcami, przyłączyłaby się do szerokiej, nieformalnej koalicji na rzecz świata wielobiegunowego. Taki wielobiegunowy ład byłby siłą rzeczy korzystny z punktu widzenia Rosji. Dlatego przed Polską nie stoi jak niegdyś wybór: Berlin czy Moskwa, lecz wybór: Berlin czy Londyn i Waszyngton. Kiedy w przeszłości Niemcy napadały na Rosję, zawsze ponosiły klęskę. Przejawiały się w tym być może samobójcze tendencje niemieckiej polityki. W przypadku II wojny światowej należy także brać pod uwagę postawę Polski, pełniącej wobec III Rzeszy oraz ZSRR funkcję narzędzia geopolityki anglosaskiej. Wpłynęło to na pogorszenie stosunków niemiecko-rosyjskich. Jednak w takich przypadkach żaden naród nie jest bez winy. Polacy, Niemcy, Rosjanie działali w minionym stuleciu nierzadko na przekór swoim własnym interesom i własnym strategiom. Błędów trzeba zawsze szukać najpierw u siebie. W chwili obecnej Polska powinna dążyć do uwolnienia się od swojego historycznego resentymentu: zarówno "zachodniego", jak i "wschodniego". Ograniczenie przez Polskę swojej suwerenności na rzecz Unii Europejskiej obudzi w niej pewien żywotny pierwiastek. Nawet jeśli ten ruch w zachodnią stronę powodowany będzie rusofobią, to paradoksalnie obudzi on też w Polsce tendencje prorosyjskie, gdyż przyjazne stosunki z Eurazją leżą w interesie Europy. Polska nie ma wyjścia, musi podążać w kierunku jakiejś realnie istniejącej geopolitycznej przestrzeni - jeśli nie Eurazji, to kontynentalnej Europy. Niemcy, zawierając z Rosją kontrakt na budowę gazociągu bałtyckiego, prowadzą własną politykę energetyczną. Mimo że przedsięwzięcie to nie jest częścią wspólnej europejskiej polityki energetycznej, Niemcy działają jednak w interesie całej Europy. Silna, suwerenna Europa jest możliwa tylko wtedy, gdy Niemcy odbudują swoją potęgę, a odbudują swoją potęgę, wyłącznie opierając się na dostawach surowców energetycznych z Rosji. Niemiecko-rosyjski sojusz energetyczny staje się więc niejako warunkiem integracji europejskiej. Na razie zjednoczonej Europy nie ma, jest tylko jej namiastka. Polska i kraje bałtyckie oskarżają Niemcy o brak europejskiej solidarności. Ale to, co wydaje się być niemieckim egoizmem, jest w istocie europejskim altruizmem, bo Niemcy, realizując własny interes narodowy, realizują tym samym interes całego kontynentu.
p
politolog, filozof
W przypadku wzajemnych stosunków Polaków i Niemców istnieje fundamentalna różnica między poziomem społeczeństwa obywatelskiego a tym, co dzieje się na poziomie kontaktów międzyrządowych. Badania opinii publicznej wskazują, że wzajemne nastawienie w obrębie społeczeństwa obywatelskiego z roku na rok się poprawia. Dotyczy to w znacznej mierze Polaków, którzy najczęściej wiedzą o kraju sąsiada znacznie więcej, większa ich liczba zna także język niemiecki. Jednak w ostatnich latach można było dostrzec, że również Niemcy wyrażają w stosunku do Polaków coraz więcej sympatii i szacunku. Jestem przekonana, że młode pokolenie w obu krajach ma już w gruncie rzeczy za sobą wszelkie nieporozumienia na tle historycznym. To wszystko nie oznacza jeszcze, że na poziomie społeczeństwa obywatelskiego nie ma już niczego do zrobienia. Starsze pokolenie, zarówno Polaków, jak i Niemców, ma większe trudności z kontaktami wzajemnymi niż ich dzieci i wnuki. Wśród ludzi w tym wieku można znaleźć grupy próbujące przezwyciężyć ten problem, ale nie brakuje również takich, które pielęgnują negatywne wspomnienia. Pamiętajmy wreszcie, że pozytywne nastawienie młodszego pokolenia w obu krajach bynajmniej nie jest automatyczne. Na poziomie kontaktów międzyrządowych dwie kwestie są najbardziej problematyczne: debata na temat Centrum przeciwko Wypędzeniom oraz sprawa niemiecko-rosyjskiego gazociągu. W porównaniu z nimi wszystkie inne zagadnienia, jak choćby temat konstytucji europejskiej, uznałabym za drugorzędne. Nadszedł czas, gdy najważniejsze stają się normalne interesy polityczne. Wymaga to od nas pewnego rodzaju dojrzałości - by radzić sobie z konfliktami i interesami bez cynicznego wykorzystywania przeszłości. Myślę, że rząd polski jest dziś zainteresowany konkretnymi propozycjami współpracy z Niemcami i jestem przekonana, że spotka się to z silnym odzewem ze strony rządu Angeli Merkel. Tym, co uważam za warte zmiany w zachowaniu polskich polityków, jest nie zawsze spójny charakter polityki względem naszego kraju. Chodzi o sytuacje takie jak niedawna kontrowersja dotycząca uprawnień mniejszości niemieckiej w Polsce. Choć bracia Kaczyńscy od początku deklarowali pragnienie poprawy stosunków z Niemcami, później powstał problem związany z chęcią odebrania mniejszości niemieckiej jej uprawnień do reprezentacji w parlamencie. Warto podkreślić, że mniejszość niemiecka w Polsce odczytała te wydarzenia jako niezbyt przyjazny sygnał w stosunku do Niemiec. Jej przedstawiciele zadeklarowali nawet, że woleliby zrezygnować ze swoich przywilejów, jeśli miałyby one stać się przyczyną nowego konfliktu między Polakami a Niemcami. Mam nadzieję, że w przyszłości polska polityka będzie bardziej jednolita. Wizyta, jaką premier Jarosław Kaczyński złożył w Berlinie, otworzyła wiele nowych perspektyw, gdy chodzi o radzenie sobie z najtrudniejszymi problemami. Warto także zwrócić uwagę na wykład niemieckiego ministra spraw zagranicznych Franka-Waltera Steinmeiera, wygłoszony na Uniwersytecie Viadrina kilka dni przed wizytą polskiego premiera. Zawierał on szereg propozycji, które uważam za interesujące dla obu stron, propozycji dotyczących wspólnej polityki w Unii Europejskiej, zagadnień ekonomicznych i społecznych, wymiaru bezpieczeństwa, ochrony środowiska, jak również wielkiej wagi propozycję, by utworzyć wspólny podręcznik historii XX wieku dla szkół - na wzór tego, który został przygotowany przez historyków niemieckich i francuskich.
p
politolog
Pomimo wspólnej przynależności do NATO i Unii Europejskiej w stosunkach polsko-niemieckich pojawia się wiele trudnych kwestii. Jednak oba państwa przechodzą obustronny proces uczenia się, co powinno w pozytywny sposób wpłynąć na kształtowanie się wzajemnych relacji. Zarówno Pakt Północnoatlantycki, jak i UE pozostają dla Polski i Niemiec bardzo ważnymi instytucjami, gdyż wskazują im wspólne cele. To z pewnością rozszerza pole współpracy na wiele nowych obszarów. Dlatego stosunki polsko-niemieckie przestają mieć wyłącznie dwustronny charakter: stanowią już element polityki wewnętrznej NATO i Unii. W ostatnich latach przyczyną nieporozumień między Polską a Niemcami były bardzo różne kwestie. Wspierając swoimi żołnierzami Amerykanów w Iraku, Polska bez konsultacji z niemieckim partnerem wysunęła pomysł, by w jej sektorze stacjonowały jednostki polsko-niemieckie. Ale ówczesne pęknięcie w obrębie Unii nie było tylko pęknięciem między Polską a Niemcami - pojawił się podział na Europę starą i nową, który zresztą nie odzwierciedla adekwatnie sytuacji. Ale UE nie mówiła jednym głosem także w wielu innych kwestiach. Przykładem mogą być relacje z Rosją. Taka jest po prostu formuła unijnej polityki zagranicznej, dlatego tych wszystkich różnic zdań nie należy dramatyzować. Innym spornym tematem w stosunkach polsko-niemieckich jest od niedawna projekt budowy gazociągu bałtyckiego. Mamy tu do czynienia z wieloma nierozstrzygniętymi problemami. Polska, rzecz jasna, chciałaby wycofania tego projektu, co jest już niemal niemożliwe. Obecnie dyskutowaną sprawą są przygotowania do ponownych negocjacji UE z Rosją. Zbliżenie stanowisk Polski i Niemiec może nastąpić wraz z przyznaniem Komisji Europejskiej mandatu do uczestniczenia w tych negocjacjach. Kwestia gazociągu została mocno wyolbrzymiona w Polsce i państwach bałtyckich. Problemem jednak jest nie tyle sam gazociąg, ile bezpieczeństwo energetyczne jako takie. W Unii nieraz zastanawiano się, jak zagwarantować to bezpieczeństwo krajom, które pozostają w dużym stopniu zależne od rosyjskich źródeł zaopatrzenia w surowce. Zarówno Niemcy, jak i Rosja chciały uniknąć tranzytu gazu przez Polskę lub państwa bałtyckie głównie ze względów ekonomicznych. Tak więc nie jest to jedynie kwestia tego, czy gazociąg ma przechodzić przez Polskę, czy nie. Droga, którą gaz ma płynąć do Europy, stanowi osobny problem. Propozycja polska dotycząca dywersyfikacji dostaw energii była w UE przedmiotem dyskusji razem z wieloma innymi propozycjami. Na stosunki polsko-niemieckie oddziałują również problemy rządu Angeli Merkel z komunikacją - za dużo jest tu polityki uprawianej publicznie, w świetle reporterskich fleszów zamiast w zaciszu gabinetów. I tutaj widać także pewne istotne braki w komunikacji między rządami obu państw. Braki te skutkują wzrostem temperatury sporów. A przecież również w tej sprawie można dojść do porozumienia. Tyle że komunikacja powinna się odbywać nie poprzez media, lecz w ramach bezpośrednich polsko-niemieckich kontaktów z udziałem polityków i urzędników. Polska wciąż spiera się ze swoimi największymi sąsiadami w kwestiach historycznych. Jeżeli porównujemy w tym zakresie stosunki rosyjsko-niemieckie, polsko-rosyjskie i polsko-niemieckie, najwięcej nierozwiązanych problemów można dostrzec w stosunkach polsko-rosyjskich. Aby pokonać problemy związane z przeszłością, trzeba przejść jeszcze długą drogę. Polska i Niemcy natomiast zrobiły już bardzo wiele, aby poradzić sobie z historią. Pozostają oczywiście pewne drażliwe tematy takie jak Centrum przeciw Wypędzeniom. Mimo to lęki i obawy strony polskiej, jakie mogliśmy zaobserwować w latach 1989-90, tuż przed zjednoczeniem Niemiec, dziś już nie występują. Pewnie mało kto pamięta, że w Polsce toczyły się wtedy debaty dotyczące tego, czy w ogóle Niemcy powinny się jednoczyć. To był wówczas duży problem, który teraz już nie istnieje. Po zawarciu kontraktu na budowę gazociągu bałtyckiego Niemcy zostały oskarżone przez Polskę o brak solidarności europejskiej i występowanie wyłącznie we własnym interesie ekonomicznym. Lekcja, jaką Niemcy z tej całej sytuacji wyniosły, jest m.in. taka, że za mało było konsultacji i kontaktów z Polską w tej sprawie. A zatem znów wracamy do problemu właściwej komunikacji w Unii między Polską a Niemcami. Jednak w polityce Angeli Merkel widać wyraźnie zmiany w porównaniu z polityką Schrödera. Obecna kanclerz chce, aby Polska uczestniczyła w dyskusji na temat gazociągu. I to jest najbardziej znacząca zmiana na lepsze w polityce rządu niemieckiego wobec Polski. Do jakiego stopnia przyniesie ona efekty, pozostaje rzeczą otwartą. Z pewnością instytucjonalne ramy UE tworzą dla takiej polityki sprzyjający kontekst.