Gliwiccy policjanci dostali cynk od kolegów z Wrocławia, że autostradą A4 pędzi kradziona limuzyna. Mundurowi od razu ruszyli za przestępcą. Nie było jednak wyjących syren, pędzących radiowozów czy strzelaniny.
"Policjanci nie chcieli ryzykować pościgu. Bali się o życie i zdrowie zwykłych kierowców" - mówi dziennikowi.pl aspirant Marek Słomski, rzecznik gliwickiej policji. Dlatego użyli podstępu. Poprosili kierowcę tira, by zatarasował drogę. Ten od razu się zgodził. Wtedy policjanci poustawiali trójkąty ostrzegawcze udając, że właśnie był wypadek.
Złodziej nie podejrzewał podstępu. Stanął spokojnie w korku, bo nie chciał zwracać na siebie uwagi. Wtedy do akcji wkroczyli antyterroryści. Wyciągnęli przestępcę z auta i rzucili na ziemię.
Samochód, wartości 320 tys. zł, został skradziony miesiąc temu. Teraz auto, bez żadnych uszkodzeń, wróci do właściciela.