Porwana dziewczyna pochodzi spod Siedlec. Do Warszawy przyjechała do pracy - ściągnęli ją członkowie szajki, obiecując dobrą posadę. Posadą okazało się stanowisko... zakładniczki.
Przestępcy zamknęli 18-latkę w hotelu i zagrozili jej ciotce, że jeśli nie będzie z nimi współpracowała, to skrzywdzą jej podopieczną. A współpraca miała polegać na wyłudzaniu
pieniędzy z banków.
Zabrali starszą kobietę do Warszawy i zmusili ją początkowo do wyłudzenia kilku telefonów komórkowych i 5 tysięcy złotych kredytu. Ta posłusznie wykonała polecenia, bo bała się o życie
siostrzenicy. Ale dla przestępców to było za mało. Uwolnili dziewczynę dopiero, gdy ciotka zgodziła się oszukać bank na 80 tys. zł.
Bandyci by się obłowili, gdyby nie to, że dzielna ciotka zgłosiła się na policję. A funkcjonariusze stanęli na wysokości zadania i przygotowali perfekcyjną zasadzkę. Gdy pod bank
podjechał zielony opel omega z trzema mężczyznami i starszą kobietą, a po chwili taksówka z jeszcze jedną kobietą - wkroczyli do akcji antyterroryści. W kilkadziesiąt sekund obezwładnili
bandytów i zakuli ich w kajdanki. Przy zatrzymanych znaleźli sfałszowane dokumenty i stemple.
W ręce policji wpadli trzej mężczyźni i dwie kobiety. Potem okazało się, że pomagało im jeszcze dwóch warszawskich taksówkarzy. Teraz cała siódemka stanie przed sądem.