Wojskowi prokuratorzy mają najpierw wyjaśnić, czy w ogóle złamane zostało prawo, czy też chodzi tylko o skandal obyczajowy. Śledczy sprawdą m.in., czy pistolet w ręku jednego z żołnierzy widocznych na filmie był prawdziwy.
Prokuratura dopiero po wyjaśnieniu tych wszystkich faktów będzie wiedziała, jakie zarzuty można postawić żołnierzom, którzy bawili się w egzekucję. Prawdopodobnie dostaną zarzut narażenia zdrowia lub życia. Grozi za to pięć lat więzienia.
Jak dowiedziało się Radio Wrocław, Żandarmeria Wojskowa ustaliła nazwiska żołnierzy, którzy brali udział w tej "zabawie". "Nie będzie problemu ze zidentyfikowaniem uczestników zajścia, bo na zdjęciach widać ich twarze" - zapowiada pułkownik Kulik.
Tak czy siak nie ma dla nich miejsca w armii. Zostaną wyrzuceni z jej szeregów. "Wszystkie możliwe konsekwencje zostaną wyciągnięte. Sprawą zajmie się zarówno żandarmeria, jak i prokuratura wojskowa" - zapowiada rzecznik prasowy ministra obrony Piotr Paszkowski.
"Fakt" dotarł do filmu, na którym studenci Wyższej Szkoły Oficerskiej Wojsk Lądowych we Wrocławiu bawią się w egzekucję. Jeden z nich klęczy ze związanymi rękami na śniegu, a drugi celuje mu z pistoletu w głowę i udaje, że naciska spust. Żołnierz pada na ziemię.