Dziennik Gazeta Prawana logo

Krótka historia przyszłości

5 listopada 2007, 12:11
Ten tekst przeczytasz w 26 minut

Przedstawiamy dziś fragment najnowszej książki Jacques'a Attalego "Une breve histoire de l'avenir" (Fayard, 2006). Głównym przedmiotem tych futurologicznych rozważań są losy demokracji i wolnego rynku w społeczeństwie przyszłości. Attali przewiduje zdecydowane zwycięstwo rynku nad demokracją i totalną komercjalizację wszystkich sfer życia. Państwa narodowe będą stopniowo wyzbywać się prerogatyw, a w końcu ulegną całkowitej "dekonstrukcji". Rozpocznie się nieograniczona prywatyzacja: "Usługi edukacyjne, zdrowotne oraz te związane z zapewnieniem suwerenności państwowej - dotąd obsługiwane głównie przez pracowników państwowych - stracą całkowicie swój dotychczasowy charakter: lekarze, profesorowie, sędziowie i żołnierze staną się pracownikami sektora prywatnego. Usługi te będą coraz droższe i w końcu zostaną wymienione na seryjne produkty przemysłowe".

p

Wszędzie tam, gdzie jeszcze do tego nie doszło - w Chinach i w świecie muzułmańskim - wzrost wymiany handlowej spowoduje około 2035 roku powstanie klasy średniej, która obali dyktaturę i wprowadzi demokrację parlamentarną. Od tej pory, tak jak od dwóch stuleci, będziemy świadkami stopniowego, chaotycznego i nieodwracalnego triumfu na całej planecie rynku, a następnie demokracji. Zjawisko to dotyczyć będzie nawet Egiptu, Indonezji, Nigerii, Konga, Chin i Iranu. Wszystkie te kraje zostaną poddane temu samemu procesowi, który niegdyś doprowadził do obalenia dyktatury w Chile, Hiszpanii, Rosji czy Turcji. Islam, hinduizm, konfucjanizm nie będą się już przeciwstawiać demokracji: każda z tych wielkich tradycji filozoficznych będzie siebie nawet uważała za jej twórcę.

Wolne wybory nie wystarczą oczywiście do wprowadzenia na stałe demokracji rynkowych - przykłady Iraku, Algierii czy Wybrzeża Kości Słoniowej dowodzą, że jeśli wyborom (nawet wolnym) nie towarzyszy wprowadzenie stabilnych instytucji ekonomicznych i politycznych, to mogą one wręcz doprowadzić do cofania się procesu demokratyzacji. Trzeba więc by te kraje, tak jak wiele krajów przed nimi, stopniowo wprowadzały laickie konstytucje, parlamenty, partie polityczne, systemy prawne i policyjne przestrzegające praw człowieka, by wprowadziły rzeczywisty pluralizm środków informacji. Zajmie im to wiele czasu: od Azji czy od Afryki nie można wymagać tego, czego niegdyś nikt nie wymagał od Europy.

By im pomóc w tym zadaniu, kraje demokratyczne będą musiały odwołać się do swych wartości, będą musiały użyć raczej swych instytucji niż pocisków; będą musiały otworzyć swoje granice dla przedsiębiorstw, produktów i studentów pochodzących z tamtych krajów; będą musiały finansować inwestycje pozwalające stworzyć miejsca pracy, wspierać nowe media, sprzyjać powstaniu nowoczesnego rolnictwa, systemu bankowego i systemu ubezpieczeń społecznych. Będą musiały wspierać gazety, stacje radiowe, nowe elity i organizacje pozarządowe.

W trakcie tego procesu narody i regiony będą podejmować decyzje, by się od siebie oddzielić; bogate regiony pozbędą się brzemienia regionów biednych - tak jak Czechy oddzieliły się od Słowacji. Wśród istniejących już demokracji Flandria mogłaby się zdecydować na oddzielenie od Walonii; Włochy Północne od Włoch Południowych; Katalonia od reszty Hiszpanii; Szkocja mogłaby zażądać niepodległości; Kurdowie mogliby odłączyć się od reszty Irakijczyków; nawet wśród mieszkańców Indii czy Indonezji mogłoby dojść do wewnętrznych podziałów. Również sztucznie stworzone państwa w Afryce i Azji mogłyby się rozlecieć. Przed końcem XXI wieku może się pojawić ponad sto nowych państw.

W każdej z tych przyszłych demokracji przez pewien czas rosnąca część dochodu narodowego będzie przechodziła przez budżety państwowe oraz przez państwowe i prywatne systemy ubezpieczeniowe. Temu procesowi będzie towarzyszyło stopniowe zanikanie klasy chłopskiej i robotniczej oraz rozwój klas średnich, które w mniejszym stopniu narażone są na trud pracy i mogą się cieszyć formalnymi swobodami oraz dobrobytem materialnym.

Póki demokracja i rynek będą pozostawać w równowadze, świat będzie policentryczny i na każdym kontynencie znajdzie jedno lub dwa mocarstwa: Stany Zjednoczone, Brazylię, Meksyk, Chiny, Indie, Egipt, Rosję i Unię Europejską (nawet jeśli nie będzie ona nigdy posiadała atrybutów właściwych państwu). Dołączy do nich Nigeria, jeśli będzie wciąż istniała, co jest mało prawdopodobne. Te dziewięć państw będzie panowało nad policentrycznym ładem i stanie się nieformalnym rządem światowym.

Taki ład policentryczny nie będzie mógł trwać długo - rynek ze swej natury dąży do podboju, nie akceptuje żadnych granic, podziałów terytorialnych, żadnych rozejmów. Nie podpisze żadnego pokoju z istniejącymi państwami. Odmówi pozostawienia im jakichkolwiek kompetencji. W niedługim czasie przejmie wszystkie usługi publiczne, a rządy (nawet te, które będą przewodziły ładowi policentrycznemu) pozbawi wszelkich prerogatyw, w tym również suwerenności.

Nawet jeśli przez pewien czas państwa, agencje zajmujące się regulacją i organizacje międzynarodowe będą starały się powstrzymać i ograniczać rynek, to mocarstwa przemysłowe, finansowe, technologiczne (legalne albo nielegalne) nie zgodzą się na jakąkolwiek policentryczną równowagę, będą bez ustanku przekraczały wyznaczone granice i będą stanowiły konkurencję dla usług publicznych. Usługi edukacyjne, zdrowotne oraz te związane z zapewnieniem suwerenności państwowej - dotąd obsługiwane głównie przez pracowników państwowych - stracą całkowicie swój dotychczasowy charakter: lekarze, profesorowie, sędziowie i żołnierze staną się pracownikami sektora prywatnego.

Usługi te będą coraz droższe. Będą wymagały coraz więcej czasu i pieniędzy z racji starzenia się naszej planety, masowej urbanizacji, wzrastającej niepewności, problemów ekologicznych i konieczności nieustannego kształcenia się. W końcu zostaną więc wymienione na seryjne produkty przemysłowe.

Rozpocznie się wtedy geopolityczna walka (po części trwająca już dziś) między demokracjami rynkowymi a rynkiem - jej celem będzie ogólnoświatowa supremacja. Walka ta doprowadzi do zwycięstwa kapitalizmu nad Stanami Zjednoczonymi, a nawet rynku nad demokracją. Oto jak do tego dojdzie.

Rynki będą stopniowo znajdować nowe źródła zysków w działalności, którą dziś zajmuje się państwo - w edukacji, służbie zdrowia, ochronie środowiska, zabezpieczaniu suwerenności. Przedsiębiorstwa prywatne będą chciały skomercjalizować te funkcje, następnie zaś zamienią je na seryjne produkty konsumpcyjne - w doskonałej zgodzie z istniejącą od samych początków Ładu Handlowego dynamiką postępu techniki.

Celem poszukiwań (uwieńczonych sukcesem) będzie najpierw znalezienie nowych sposobów przechowywania informacji i energii w coraz mniejszej przestrzeni - w celu ograniczenia zużycia energii, surowców i wody oraz złych konsekwencji dla środowiska naturalnego. Doprowadzi to do rozwoju technologii przechowywania energii i informacji w jednostkach nanometrycznych - stąd nazwa "nanotechnologia". Na drodze łączenia molekuł skonstruowane zostaną nanomaszyny; będzie to wymagało wyszukiwania i łączenia pojedynczych atomów.

Rozmaite technologie pozwolą oszczędzać wodę, lasy i ropę naftową, pozwolą na używanie surowców, które dziś jeszcze nie mogą być efektywnie wykorzystywane - jak morze i przestrzeń kosmiczna. Mikroprocesory będą konstruowane przy użyciu DNA i peptydów. Będą one służyć do produkcji nanokomputerów.

Nanoelektrownie będą wykorzystywać reaktory wodorowe. Autoreplikatory będą mogły same się naprawiać i reprodukować. Poza tym postęp techniczny sprawi, że zwiększy się ekologiczna wydajność materiałów, napędów, aerodynamiki, struktur, paliw, silników i systemów. Opisane technologie radykalnie zmienią obecny sposób produkcji przedmiotów.

Pozwolą zużywać o wiele mniej energii na wyprodukowaną jednostkę, lepiej zarządzać zasobami wody pitnej, odpadkami miejskimi i emisją zanieczyszczeń. Dzięki nim poprawią się właściwości produktów spożywczych, ubrań, mieszkań, pojazdów, sprzętów domowych i wyposażenia nomadycznego (szybki bezprzewodowy internet, telefony komórkowe nowej generacji itd.). Inne urządzenia nomadyczne zminiaturyzują informację, rozrywkę, komunikację i transport.

Osobiste urządzenie nomadyczne zostanie w jakiś sposób połączone z ciałem. Specjalne rodzaje plastików, nadające się do powtórnego użytku, pozwolą zmienić ubrania w podłączone urządzenia nomadyczne. Inne plastiki staną się jednorazowymi ekranami, co pozwoli tworzyć ściany-obrazy w miastach i w podłączonych domach; zmieni to całkowicie sposób oświetlania, budowania, czytania i mieszkania w epoce nomadyzmu. Osobiste roboty będą pomagały w życiu codziennym inwalidom, potem zaś ludziom zdrowym; pozwolą one uczestniczyć jednocześnie w wielu wirtualnych zebraniach i zreprodukować - przynajmniej w sposób wirtualny - osobę nieżyjącą lub tylko wyobrażoną. Samoprowadzące się samochody zwolnią ludzi z kierowania, przynajmniej na autostradach.

Naddźwiękowe samoloty sprawią, że Tokio i Los Angeles znajdą się o niecałe cztery godziny od dowolnego punktu na Pacyfiku; dzięki statkom dowolny port w Azji będzie odległy o niecałą dobę od następnego, a podróż przez Pacyfik ulegnie skróceniu do trzech dni. Rozmaite prywatne przedsiębiorstwa będą wysyłały turystów do hoteli umieszczonych na orbicie; będą organizowały podróże na Księżyc, a potem na Marsa.

Około 2040 roku rozpocznie się zasadnicza zmiana, która sprawi, że bardzo spadną koszty organizacyjne demokracji rynkowych, przemysł znów stanie się rentowny, rola państw będzie się stopniowo zmniejszała aż do zera, a porządek policentryczny powoli ulegnie zniszczeniu. Nowe przedmioty, motory wzrostu gospodarczego, powoli zastąpią liczne funkcje państwa. Nazwę je tutaj instrumentami nadzorczymi.

W ten sposób edukacja, służba zdrowia, suwerenność państwowa zostaną stopniowo zastąpione - jak to się stało w przypadku transportu, komunikacji czy prac domowych - przez seryjnie produkowane maszyny; po raz kolejny otworzy to nowe rynki dla przedsiębiorstw i zwiększy produktywność gospodarki. Ponieważ w tym wypadku będzie chodziło o usługi zasadniczej wagi dla porządku społecznego, stanowiące części składowe państwa i społeczeństwa, zmieni to radykalnie nasze indywidualne i zbiorowe wyobrażenia o tożsamości, życiu, suwerenności, wiedzy, władzy, narodzie, kulturze i geopolityce. Na tym właśnie polega największa rewolucja, jaka czeka nas w następnym półwieczu.

Owe instrumenty nadzorcze nie wyłonią się gotowe z wyobraźni szalonych badaczy ani postrzelonych techników - będą odpowiadały finansowym imperatywom Ładu Handlowego, nieustannie poszukującego nowych środków, które pozwalają zmniejszyć czas konieczny do produkcji przedmiotów, zwiększyć wydajność sieci, zmniejszyć koszty, podnieść wartość zużywanego czasu, zmienić pożądania i potrzeby w wartości handlowe.

Proces ten rozłożony będzie na dwa etapy, które nazwę hipernadzorem i autonadzorem. Kiedy handel zacznie przeważać nad demokracją, prywatne przedsiębiorstwa staną się konkurencją dla usług publicznych - edukacji, ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, a potem dla sprawiedliwości i suwerenności. Państwa będą zmuszone traktować sieci zagranicznych klinik jak państwowe szpitale, filie zagranicznych uniwersytetów jak uniwersytety państwowe.

Prywatne spółki zajmujące się bezpieczeństwem, policje, służby wywiadowcze staną się konkurencją dla policji państwowych w nadzorowaniu przepływu ludzi i danych; ich klientela składać się będzie z towarzystw ubezpieczeniowych i przedsiębiorstw, które będą chciały wiedzieć wszystko o swoich pracownikach, klientach, dostawcach, konkurentach i będą chciały chronić swoje aktywa - wyposażenie, finanse, zasoby intelektualne - przed rozmaitymi zagrożeniami. Ten transfer do sektora prywatnego zmniejszy powoli wydatki państwa i pozwoli na oszczędności.

Prywatne służby będą wykonywały usługi socjalne i administracyjne. Będzie można otrzymać szybciej jakiś dokument administracyjny albo jakieś świadczenia pieniężne, jeśli zapłaci się drożej - z taką sytuacją mamy już dziś do czynienia w Wielkiej Brytanii. Państwo pozbyło się tam obowiązku podejmowania niezliczonych decyzji, które powierzono niezależnym urzędom.

Innymi słowy, w zamian za obniżkę podatków, która będzie korzystna raczej dla najbogatszych, usługi publiczne staną się płatne, co odbije się niekorzystnie na najbiedniejszych. Użytkownicy - osoby prywatne czy przedsiębiorstwa - staną się konsumentami, będą musieli płacić za usługi - albo w formie bezpośredniego zakupu od usługodawcy, albo pod postacią premii przekazywanej towarzystwu ubezpieczeniowemu (prywatnemu lub państwowemu) - będzie to substytut podatków. Owe towarzystwa ubezpieczeniowe będą wymagały nie tylko, by ich klienci płacili premie, ale będą również sprawdzały, czy żyją w zgodzie z normami - aby zminimalizować ponoszone przez siebie ryzyko. Stopniowo dojdzie do tego, że będą dyktowały ogólnoświatowe normy. Będą karały palaczy, pijących, otyłych, niemających zatrudnienia, źle chronionych, agresywnych, nieostrożnych, niezdarnych, roztargnionych, marnotrawnych. Niewiedza, narażanie się na ryzyko, marnotrawstwo czy nadwrażliwość uważane będą za choroby. Inne przedsiębiorstwa również zostaną zmuszone do uznania tych norm, aby zmniejszyć ryzyko katastrof przemysłowych, wypadków przy pracy czy choćby agresji z zewnątrz albo marnotrawstwa materialnych zasobów. W jakiś sposób wszystkie przedsiębiorstwa będą w ten sposób zmuszane do brania pod uwagę w swoich decyzjach interesu ogółu. Ten "obywatelski" charakter stanie się nawet częścią image'u niektórych przedsiębiorstw. Aby towarzystwa ubezpieczeniowe były rentowne, wszyscy (osoby prywatne i przedsiębiorstwa) będą musieli zgodzić się, by jakaś osoba trzecia sprawdzała, czy przestrzegają norm. Każdy będzie musiał wyrazić zgodę na nadzór. "Nadzór" to słowo klucz do przyszłości.

Najpierw pojawi się hipernadzór. Technologie pozwolą dowiedzieć się wszystkiego o pochodzeniu produktów i przemieszczaniu się ludzi, co w dalszej przyszłości będzie miało również zasadnicze znaczenie militarne. Czytniki i miniaturowe kamery zainstalowane we wszystkich miejscach publicznych, a następnie prywatnych, w biurach i miejscach wypoczynku, a w końcu również w wyposażeniu nomadycznym, będą nadzorowały przemieszczanie się ludzi. Osobiste urządzenie nomadyczne będzie pozwalało na stałą lokalizację. Wszystkie dane, jakie będzie zawierało - w tym także obrazy z życia codziennego każdej osoby - będą zbierane i sprzedawane przez wyspecjalizowane przedsiębiorstwa prywatnym i państwowym policjom. Indywidualne dane dotyczące zdrowia i kompetencji zawodowych będą uaktualniane przez prywatne bazy danych, które pozwolą przeprowadzić badania i określić prewencyjne leczenie. Więzienia zostaną stopniowo zastąpione przez nadzór na odległość w areszcie domowym.

Nic nie będzie już ukryte - dyskrecja stanowiąca dotąd warunek życia w społeczeństwie, nie będzie miała racji bytu. Wszyscy będą wiedzieć wszystko o wszystkich. Zapomnienie było dotąd zabarwione wyrzutami sumienia; jutro przejrzystość będzie zachęcać do tego, by pozbyć się najmniejszych wyrzutów. Ciekawość, której fundamentem była tajemnica, również zniknie - na nieszczęście dla gazet piszących o skandalach. Tym samym zniknie również sława.

Trochę później, około 2050 roku, rynek przestanie się już zadowalać organizowaniem nadzoru na odległość: przedmioty produkowane seryjnie przez przemysł pozwolą każdemu na nadzorowanie własnej zgodności z normami: pojawią się instrumenty nadzorcze. Maszyny pozwolą każdemu - przedsiębiorstwu czy osobie prywatnej - nadzorować własne zużycie energii, wody, surowców, itd.; jeszcze inne umożliwią nadzór oszczędności i zgromadzonych zasobów. Maszyny pozwolą również oszczędzać czas. Już teraz lustro, waga, termometr, alkotest, test ciążowy, elektrokardiograf, niezliczone czujniki mierzą parametry, porównując je z wartościami, które nazywane są normalnymi. Technologie sprawią, że takie przenośne środki nadzoru staną się coraz liczniejsze - dzięki nanowłóknom komputery zostaną zintegrowane z ubraniami i dodatkowo zminiaturyzują przedmioty nadzorujące ciało.

Podskórne chipy elektroniczne będą stale rejestrowały bicie serca, ciśnienie tętnicze, poziom cholesterolu. Miniaturowe kamery, czujniki elektroniczne, nanomotory, nanorurki (mikroskopijne czytniki, które będzie można wprowadzać do pęcherzyków płucnych albo do krwi) pozwolą każdemu badać nieustannie - lub co jakiś czas - parametry ciała.

Również w dziedzinie edukacji i informacji pojawią się instrumenty i oprogramowanie autonadzorcze, badające zgodność z normami w dziedzinie wiedzy. Zorganizują one weryfikację nauczania - nomadyczna wszechobecność informacji zamieni się w stałą kontrolę wiedzy. Jeszcze przez jakiś czas tylko lekarze i profesorowie (współpracujący przy produkcji i przy eksperymentach nad instrumentami nadzorczymi) będą mogli się nimi posługiwać. Następnie przedmioty te zostaną zminiaturyzowane, uproszczone, będą produkowane bardzo tanim kosztem i pomimo silnego oporu ze strony ekspertów (dla których będą stanowiły konkurencję) staną się przedmiotami powszechnego użytku. Nadzór stanie się nomadyczny i autonomiczny. Każdy będzie gorączkowo wymieniał te instrumenty na nowe - strach przed fizyczną degradacją i niewiedzą, rosnące przyzwyczajenie do urządzeń nomadycznych, wzrost nieufności wobec korporacji lekarskich i nauczycielskich, wiara w technologiczną nieomylność - spowodują powstanie gigantycznego rynku na te różnorodne sprzęty. Towarzystwa ubezpieczeniowe, które starają się dopasować wysokość odszkodowań do ryzyka ponoszonego przez każdego klienta, będą nakłaniały do ich używania. Będą wymagały od klientów, by ci udowodnili, że używają instrumentów nadzorczych.

Lekarze znajdą dla siebie nową funkcję, lecząc choroby, które uprzednio nie zostały wykryte; nauczyciele staną się prywatnymi wykładowcami osób, które okazały się odporne na wiedzę. Po raz kolejny usługi zbiorowe - tym razem państwowe - staną się seryjnymi produktami przemysłowymi.

Poza instrumentami autonadzorczymi pojawią się instrumenty autonaprawcze, które pozwolą poprawić błędy wykryte przez instrumenty autonadzorcze. Jedną z pierwszych postaci tej autonaprawy będzie przemysł makijażu, urody, mody, dietetyki, gimnastyki, przywracania formy, chirurgii estetycznej. Starzenie się ludzkości zwiększy konieczność używania tego typu instrumentów. Początkowo urządzenia autonaprawcze zostaną zamontowane w sztucznie utworzonych systemach, takich jak maszyny, mosty, budynki, samochody, urządzenia domowe, przedmioty nomadyczne. Następnie naprawą ciała zajmą się mikroprocesory, najpierw produkowane z materiałów organicznych, później zaś z biomateriałów. Będą dostarczały lekarstw w stałych odstępach czasu - do krwi będą wprowadzane mikrokapsułki odnajdujące i niszczące zaczątki raka, walczące ze starzeniem się mózgu i ciała. Jeśli dojdzie do odkrycia genetycznych mechanizmów uzależnień, to w ten sposób będzie można również próbować zablokować ich objawy.

Te technologie pojawią się w chwili, kiedy wydatki ubezpieczeniowe będą coraz wyższe. Kraj po kraju, sektor po sektorze, stopniowo doprowadzą do zmniejszenia roli państwa i instytucji państwowych zajmujących się opieką społeczną. Po początkowym wzroście, część dochodów każdego państwa pochodząca z wpłat społeczeństwa będzie się znacząco zmniejszać.

Wzrost rynków w świecie policentrycznym będzie działał podobnie jak rozwój opisanych technologii i przyczyni się również do gwałtownego osłabienia państw. Najpierw wielkie przedsiębiorstwa, opierające się na tysiącach wyspecjalizowanych spółek, wpłyną na media - za pomocą szantażu reklamowego - aby pokierowały wyborem obywateli. Następnie osłabią państwa. W pierwszym okresie, kiedy bogate mniejszości zdadzą sobie sprawę, że w ich interesie leży, by jakaś dziedzina zależała od rynku, a nie od głosowania, zrobią wszystko, by dziedzina ta została sprywatyzowana. I tak na przykład, kiedy bogata mniejszość dojdzie do wniosku, że system emerytalny oparty na podziale nie odpowiada jej interesom, będzie zawiązywała przelotne sojusze, aby doprowadzić do jego zamiany na system emerytalny oparty na kapitalizacji - aby emerytury nie zależały już od większościowej decyzji, która mogłaby się okazać niekorzystna. Podobnie ze służbą zdrowia, policją, edukacją, środowiskiem.

Następnie rynek, który ze swej natury jest ogólnoświatowy, wykroczy poza reguły demokracji, z natury swej lokalnych. Najbogatsi członkowie klasy twórczej (jakieś sto milionów na dwa miliardy posiadaczy akcji, aktywów ruchomych i nomadycznej wiedzy) będą uważać swój pobyt w każdym kraju za indywidualny kontrakt wykluczający wszelką lojalność i wszelką solidarność z rodakami; wyjadą z niego, jeśli tylko uznają, że im się to opłaca.

Podobnie będzie z przedsiębiorstwami - także tymi pochodzącymi z krajów, które staną się przywódcami ładu policentrycznego. Jeśli uznają, że podatki lub prawo, którym podlegają, nie są najlepsze z możliwych - przeniosą swe centra decyzyjne poza kraj, z którego się wywodzą. Wtedy państwa zaczną ze sobą konkurować, znacznie obniżając podatki od kapitału i podatki dla klasy twórczej, co stopniowo pozbawi je największej części ich dochodów. Pozostawią rynkowi większość usług w dziedzinie edukacji, zdrowia, bezpieczeństwa, a nawet suwerenności państwowej. Najpierw przeniosą usługi publiczne do krajów, w których koszt siły roboczej jest niski, potem zaś je sprywatyzują.

Wtedy podatki ulegną obniżeniu, a płace minimalne i ochrona najsłabszych zostaną zniesione; upowszechni się niepewność. Kiedy zabraknie państwa, przedsiębiorstwa będą coraz bardziej faworyzowały klientów, zaś płace pracowników będą coraz niższe.

Technologie autonadzoru zorganizują i przyspieszą ten proces, faworyzując konsumenta zamiast użytkownika usług publicznych, zysk zamiast płacy i dając coraz większą władzę towarzystwom ubezpieczeniowym oraz swobodę producentom instrumentów autonadzorczych.

Najpóźniej około 2050 roku rozpocznie się powolna dekonstrukcja państw. Klasa średnia, główny aktor demokracji rynkowej, znajdzie się w sytuacji niepewności - choć przecież sądziła, że jej uniknęła, odłączając się od klasy robotniczej. Kontrakt będzie się stawał ważniejszy od prawa; najemnicy od wojska i policji; arbitrzy od sędziów. Coraz więcej będzie specjalistów od prawa prywatnego. Przez pewien czas państwa władające ładem policentrycznym będą mogły jeszcze ustalać własne zasady życia społecznego. Polityczna dojrzałość będzie równoznaczna z dojrzałością ekonomiczną, to znaczy wiekiem, po którego uzyskaniu dziecko będzie się stawało autonomicznym konsumentem.

W każdym kraju partie polityczne, znajdujące się całkowitej rozsypce, będą na próżno poszukiwały obszarów działania - ani lewica, ani prawica nie przeszkodzą w stopniowej prywatyzacji edukacji, służby zdrowia czy ubezpieczeń, ani w zastępowaniu ich przez seryjne produkty. Nie przeszkodzą też powstaniu hiperimperium. Prawica przyspieszy nawet jego nadejście poprzez prywatyzację. Lewica też się do niego przyczyni, zapewniając klasie średniej środki pozwalające jej na sprawiedliwszy dostęp do urynkowienia czasu i prywatnej konsumpcji.

Przejęcie wielkich przedsiębiorstw przez państwo przestanie być wiarygodnym rozwiązaniem; ruch społeczny nie będzie miał już wystarczającej siły, by przeciwstawić się urynkowieniu świata. Słabe rządy, opierające się na nielicznych urzędnikach i zdyskredytowanych, zmanipulowanych przez grupy nacisku parlamentarzystach, będą nadal dawały przedstawienie - ale będzie ono brane coraz mniej serio, a widownia stopniowo się zmniejszy. Opinia publiczna nie będzie się specjalnie interesować ich dokonaniami, tak jak dziś nie interesuje się czynami ostatnich monarchów na kontynencie europejskim.

Państwa staną się konkurującymi ze sobą oazami starającymi się przyciągnąć wędrowne karawany; ich zamożność będzie ograniczona rzadkimi wpływami, jakich dostarczą ci spośród nomadów, którzy zechcą się w nich zatrzymać na tyle długo, by tam produkować, handlować albo zażywać rozrywki. Kraje będą zamieszkiwane na stałe tylko przez ludzi osiadłych - którzy zmuszeni będą tam pozostać, bo są przeciwnikami ryzyka, są zbyt delikatnego zdrowia, są zbyt młodzi lub zbyt starzy - oraz przez najsłabszych, którzy częściowo pochodzić będą z innych stron, poszukując w danym kraju godniejszych warunków życia.

Rozwiną się wyłącznie te kraje, które będą potrafiły zapewnić sobie lojalność swych obywateli, faworyzując ich kreatywność, integrację i ruchliwość społeczną. Niektóre kraje o tradycjach socjaldemokratycznych oraz niektóre maleńkie państewka będą bardziej odporne niż inne. Oto ironia dziejów: wraz z nadejściem hiperimperium będziemy również świadkami rozwoju owych miast-państw, które zdominowały odległe początki świata opartego na handlu. Aby nie dopuścić do destrukcji tożsamości narodowej oraz by stawić czoła falom imigracji, w niektórych krajach przejmą władzę dyktatury - rasistowskie, teokratyczne lub laickie. To, co wydarzy się w krajach takich jak Holandia czy Belgia - pierwszych "jądrach" świata handlowego - będzie zapowiadało ewolucję, jaką przejdą następnie najsilniejsze państwa, najbardziej dbające o zachowanie demokratycznych swobód.

Podczas gdy Afryka na próżno będzie się starała konstruować, reszta świata rozpocznie własną dekonstrukcję pod wpływem globalizacji. Tak więc Afryka jutra nie będzie przypominała dzisiejszego Zachodu; to raczej Zachód w przyszłości będzie przypominał dzisiejszą Afrykę.

Następnie (moim zdaniem jeszcze przed końcem XXI wieku) rząd Stanów Zjednoczonych również straci - z pewnością jako ostatni w całym świecie policentrycznym - zasadnicze instrumenty suwerenności państwowej. Najpierw stanie się tak w odniesieniu do świata wirtualnego - tak jak drukarnie działały kiedyś przeciw istniejącej władzy, tak internet będzie działał przeciw Stanom Zjednoczonym. Początkowo przestanie służyć interesom Waszyngtonu; później, stawiając na darmowy dostęp do usług, mnożąc źródła informacji, pozbawiając najbogatszych kontroli nad nimi, w wielu najważniejszych punktach pozbawi rząd Stanów Zjednoczonych władzy nad sobą. Wielu ludzi będzie nawet chciało uzyskać obywatelstwo wirtualnej przestrzeni, zrzekając się obywatelstwa państw rzeczywistych - nawet tak wielkich jak Stany Zjednoczone. W realnym świecie przedsiębiorstwa wywodzące się z USA przeniosą do innych państw swoje centra badawcze i siedziby; w ten sposób amerykański rząd federalny utraci większość dochodów.

Finansowanie funkcji zapewniających suwerenność państwową będzie się stawało coraz trudniejsze. W końcu obywatele nie będą już chcieli, by ich dzieci ginęły w walce ani by ich samych zmuszano do obrony kraju. Niektóre siły, zwłaszcza wojskowe, będą wówczas usiłowały przywrócić federalnemu państwu środki działania - nacjonalizując strategiczne przedsiębiorstwa, zamykając granice, a jeśli okaże się to konieczne, także stając przeciw dawnym sprzymierzeńcom. Na próżno: na dłuższą metę Waszyngton będzie musiał zrzec się kontroli nad głównymi decyzjami gospodarczymi i politycznymi, pozostawiając je każdemu ze stanów i wielkim firmom.

Służby administracyjne zostaną sprywatyzowane jedna po drugiej. Więzienia staną się przedsiębiorstwami o zerowym koszcie siły roboczej. Natomiast armia, to ostatnie schronienie suwerenności państwowej, stanie się najpierw domeną najemników, a później będzie całkowicie sprywatyzowana. Wtedy imperium amerykańskie zniknie, tak jak niegdyś Imperium Rzymskie, i nie pozostawi w nowym Rzymie żadnej władzy politycznej. Państwa i narody będą miały jeszcze swoje miejsce - jako nostalgiczne pozory, zanikające duchy i bezradne kozły ofiarne.

p

, ur. 1943, ekonomista, pisarz, eseista. Wykładał ekonomię m.in. w Université Paris-Dauphine oraz w École Polytechnique. Publicysta tygodnika "L'Express". W latach 1981-91 był głównym doradcą prezydenta Fran?ois Mitterranda. Założyciel i pierwszy prezes Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju, inicjator akcji humanitarnych. Obecnie jest prezesem A&A, firmy specjalizującej się w doradztwie w dziedzinie nowych technologii. Autor kilkudziesięciu książek - w Polsce ukazały się: "Słownik XXI wieku" (2002), "Żydzi, świat, pieniądze" (2003) oraz "Pascal" (2004). W "Europie" nr 83 z 2 listopada 2005 roku opublikowaliśmy wywiad z nim "Marks był prorokiem globalizacji".

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj