"Morderstwo dało mi sławę. A zawsze jej chciałem" - mówi morderca z uśmiechem. Matka broni 14-latka. Twierdzi, że to "aniołek", którego do zbrodni
namówili koledzy - pisze "Fakt".
Zamordowali wszyscy trzej - Marcin S., Remigiusz D. i Christian K., przybrany syn ofiary - Elżbiety S. Zbrodnię dokładnie zaplanowali, rozmawiali o niej od miesięcy. Zabili po tym, jak Elżbieta
S. zwróciła uwagę swojemu przybranemu synowi i jego kolegom. Nie chciała, by chłopcy pili piwo - pisze "Fakt".
Wtedy mordercy rzucili sie na nią, przewrócili i zaczęli dusić. 14-latek pobiegł do kuchni po nóż. Uderzał nim w tułów, w ramiona, w głowę...
Marcin S. wpadł w ręce policji po kilku dniach. Razem z kolegami - mordercami pił alkohol w domu ofiary. Mundurowych wezwali sąsiedzi. 14-latek nie próbował uciekać. Teraz cieszy się, że
dzięki morderstwu trafi do gazet, że pokażą go w telewizji. "Zawsze chciałem być sławny" - powiedział dziennikarzom na korytarzu sądowym.
Czternastolatek trafił do poprawczaka. Zostanie tam do ukończenia 21 lat. Jego koledzy, 17-letni Christian i 16-letni Remigiusz, odpowiedzą za zbrodnię przed sądem dla dorosłych.