239 tysięcy 731 dolarów, 10 tysięcy 815 euro i 17 tysięcy 200 forintów - tyle miał przy sobie podróżny ze słowackim paszportem, który chciał wsiąść na warszawskim Okęciu do samolotu lecącego do Budapesztu. Był szczerze zaskoczony, że celnicy oskarżyli go o przemyt.
Gotówkę najzwyczajniej upchnął w bagażu. "Podróżny początkowo wyjaśniał, iż był przekonany, że jako obywatel Unii Europejskiej nie potrzebuje pozwolenia na wywóz dewiz. Tłumaczył też, że do Polski, z pieniędzmi wjechał samochodem" - opowiadał Wojciech Zacharjasz z nadwiślańskiej Straży Granicznej.
Nie dość, że miał walizkę wypchaną pieniędzmi, to na dodatek zaczął się mylić z zeznaniach. Twierdził nawet, że pieniądze przekazała mu w Polsce nieznana osoba. To zaniepokoiło celników. Zatrzymali podróżnego i starają się wyjaśnić, skąd wziął te pieniądze. Za przemyt grożą mu trzy lata więzienia.
Zgodnie z prawem podróżni mogą bez dodatkowych zezwoleń przewozi przez granicę gotówkę o równowartości 10 tysięcy euro.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zobacz
|