Dziennik Gazeta Prawana logo

"Urzędniczkę pierwszy raz próbowaliśmy podejść w czwartek"

12 października 2007, 15:39
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Decyzja o zorganizowaniu prowokacji, która miała zdemaskować skorumpowaną urzędniczkę Ministerstwa Zdrowia zapadła, gdy jeden z zagranicznych studentów zgodził się współpracować z Agencją Bezpieczeństwa Wewnętrznego - ujawnia DZIENNIKOWI oficer zaangażowany w akcję.
Daniel Walczak: O skorumpowanej urzędniczce resortu zdrowia wiedzieliście od dłuższego czasu. Co przesądziło o zorganizowaniu prowokacji akurat w ten piątek?
Oficer ABW: Bo nadarzyła się okazja. Mieliśmy wreszcie do dyspozycji studenta, który zgodził się nam pomóc i mógł wręczyć łapówkę. Zapadła decyzja i maszyna ruszyła.

Co się w takiej sytuacji robi? Urzędniczka była obserwowana?
No jasne. Musieliśmy wiedzieć, gdzie jest, co się z nią dzieje, żeby akcja była skuteczna. To normalna procedura, taka osoba musi być do ostatniej chwili obserwowana, musimy mieć pewność, że to, co zaplanujemy wyjdzie.

I co dalej? Student został wyposażony w mikrofon, kamerę, jakieś inne środki łączności? Krótko mówiąc: czy mieliście nasłuch?
Wyobraża pan sobie przyklejenie mikrofonu do owłosionej męskiej klatki piersiowej? A na poważnie, to o szczegółach nie powiem. Weszliśmy do gabinetu od razu po tym, jak wyszedł z niego student.

Skąd funkcjonariusze Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego wzięli się w budynku Ministerstwa Zdrowia? Czekali na zewnątrz w samochodach na sygnał studenta, że jest już po wszystkim, że łapówka została wręczona?
Skąd... Musieliśmy wejść do gabinetu tej pani zaraz po wręczeniu jej koperty z pieniędzmi. Byliśmy na miejscu. Nasi ludzie weszli do gmachu wcześniej, jak zwykli petenci. Kręcili się w pobliżu pokoju urzędniczki. No przecież nie mogło 20 facetów w koszulkach z napisem ABW czekać pod jej gabinetem.

Oficerowie spacerowali po korytarzu?
Dokładnie. Mieli z tym pewien problem. Otóż dojście do gabinetu tej pani prowadziło wąskim korytarzem. Nie można było tam zrobić zbyt dużego zbiegowiska ani ruchu, żeby nie wzbudzić podejrzeń.

Prowokacja wobec tej pani nie udała się za pierwszym razem?
No nie. Pierwsze podejście zrobiliśmy w czwartek. Nasi ludzie już byli wprowadzeni do budynku, student wszedł do pokoju urzędniczki, ale trzeba było wszystko przerwać.

Dlaczego?
Bo w gabinecie był ktoś jeszcze, a my chcieliśmy wypracować taką sytuację, żeby kobieta była sama. Bo wtedy nie mogłaby się wyprzeć przyjęcia tych pieniędzy. Poza tym w towarzystwie trzeciej osoby mogłaby nie chcieć wziąć łapówki.

A jak zareagowała na wejście funkcjonariuszy?
Jak wszyscy w takich sytuacjach była kompletnie zaskoczona. Próbowała tłumaczyć, że to jakiś dług, że była winna. Krótko mówiąc, próbowała się ratować.
Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj