Wiesław Chrzanowski,
Sam bywam pacjentem kardiologii w Szpitalu MSWiA w Warszawie. Pamiętam też, jak po wypadku samochodowym leżeliśmy w tym szpitalu wraz z Tadeuszem Mazowieckim. To dobre wspomnienia.
Nigdy wszak nie gościłem na oddziale kardiochirurgii, nigdy też nie poznałem ordynatora G. To chyba dobrze. Sądzę jednak, że nawet gdybym go poznał, nigdy nie zobaczyłbym jego prawdziwej
twarzy. Swego czasu byłem pacjentem tego szpitala jako członek rządu. Dziś też nie jestem osobą anonimową. Dlatego raczej wątpię, żeby nawet gdybym trafił na oddział ordynatora G.,
ktokolwiek odważyłby się żądać ode mnie łapówki. Wiem jednak, że człowiek, który przy osobie publicznie rozpoznawalnej zachowywałby się całkiem poprawnie, może pokazać zupełnie inne
oblicze prostym ludziom przerażonym pobytem w wielkomiejskiej klinice.
Nie wiemy jeszcze na pewno, czy wszystkie zarzuty wobec ordynatora są prawdziwe. Dowody wyglądają jednak na bardzo mocne. Nie wyobrażam sobie, co może kierować lekarzem, który przyznaje sobie
prawo decydowania o cudzym życiu. Nie wiem, jak nisko trzeba moralnie upaść, by żądać łapówki za przeszczep, który i tak nie może pomóc, a po odmowie, po prostu odłączyć aparaturę
medyczną. Jeśli dodamy do tego liczne łapówki, czy to w gotówce, czy w alkoholu lub kosztownościach, wyłania się obraz wprost przerażający. Nie wiem, jak odnieść się do sugestii
sprzedaży krowy skierowanej do dość niezamożnej wiejskiej rodziny. To się po prostu nie mieści w głowie.
Nie mieści się też w głowie postawa innych lekarzy z tego oddziału. Przecież poważnych, a nieuzasadnionych medycznie operacji nie wykonuje się samemu. Na sali operacyjnej znajduje się cały
zespół lekarzy. Dlaczego nikt z nich nie rozdarł szat i nie ujawnił całego tego procederu? Dlaczego nikt nie powiedział, co się tam naprawdę dzieje? Czy to ogólnolekarska zmowa milczenia,
czy po prostu obojętność? Na te pytania nie znam odpowiedzi.
Marek Edelman,
Ja nie wierzę w tę historię. Lekarze są od leczenia, a nie od mordowania. A chirurdzy tym bardziej nie. Dlaczego naczelny kardiochirurg miałby mordować? To niemożliwe! Jeśli on jest jednym z
najzdolniejszych lekarzy w Polsce, uczniem i następcą legendarnego profesora Dziatkowiaka to nie może być złoczyńcą i zabójcą.
Zresztą w ogóle nie wierzę w to, że jakikolwiek lekarz odmówiłby leczenia przez to, że nie dostał łapówki. To jest po prostu niemożliwe - czy lekarz ma złote ręce, czy gliniane, zrobi
wszystko, by uratować pacjenta w stanie krytycznym. I jestem przekonany, że w końcu się okaże, że ten lekarz nikogo nie zabił. A nieumyślne błędy lekarskie się zdarzają.
Zupełnie inaczej ma się sprawa z łapówkami: - Kraków jest znany z tego, że tam profesorowie biorą pieniądze, ale to nie ma jeszcze nic wspólnego z morderstwem. W Warszawie też biorą, nie
bądźmy naiwni, nie udawajmy świętych. Bo lekarze są pazerni, a pacjenci dają. W takich sprawach musi być zawsze dwóch - jeden musi dawać, a drugi brać.
ksiądz Adam Boniecki,
Przede wszystkim przychodzi mi do głowy, że jeśli ktoś nie jest skazany, a tylko oskarżony, to nie powinno się podawać jego nazwiska. Całe to zatrzymanie lekarza przez Centralne Biuro
Antykorupcyjne miało dziwnie spektakularny charakter, wyglądało wręcz jak jakiś spektakl. To jest nie całkiem w porządku.
I jeszcze chciałbym, aby nie rzucać tak ciężkich zarzutów w twarz całemu środowisku lekarskiemu, bo jednak większość lekarzy jest zupełnie inna; nie uzależniają wykonania operacji od
łapówki.
Moim zdaniem, aby wyeliminować patologie trzeba wypracować jasne struktury funkcjonowania szpitali. Bo jest jakiś zasadniczy problem strukturalny, który stawia lekarzy przed pokusą brania pieniędzy. To straszna pokusa, która coraz bardziej zaciemnia sumienie. Lekarz nagle odkrywa, że płyną do niego duże pieniądze i stopniowo granice moralne się przesuwają.
Moim zdaniem, ta konkretna sprawa zmusza do myślenia o tym, jak są kształtowani, formowani polscy lekarze. Kto jest dopuszczany do wykonywania tego zawodu i jaka jest jego postawa etyczna? Bo przecież ważne jest, czy nauczycielami przyszłych lekarzy są świetni profesjonaliści, czy może raczej mistrzowie, którzy wpoją im poczucie obowiązku i to wszystko, co się wiąże z etyką lekarską.
Bo sam fakt złożenia przysięgi Hipokratesa nie przemienia człowieka w dobrego lekarza.
Jolanta Szczypińska,
Ta sprawa jest dla mnie jakimś koszmarem, horrorem, złym snem. Mnie się to po prostu nie mieści w głowie. Pracowałam ponad 20 lat w szpitalu i nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. To, co się
wydarzyło, jest czymś strasznym. A najbardziej porażające jest to, że ten proceder mógł trwać od lat. Trudno mi uwierzyć, że o tym, co robi ten lekarz, nikt w szpitalu MSWiA nie wiedział.
To wręcz nieprawdopodobne. Są dwie możliwości: albo wiedzieli i nie reagowali, bo się bali, albo to wszystko bagatelizowali.
Jeżeli zaś doszło do zmowy milczenia, to jest to okrutne. Co mają czuć rodziny pacjentów, którzy nie doczekali się powrotu krewnych z tego oddziału? Przecież to jakiś koszmar. Smutne
jest też to, że ta sprawa rzuca cień na całe środowisko lekarskie, podważa wiarę pacjenta w lekarza. Może więc nadszedł wreszcie czas, by zacząć mówić głośno o patologii, jaką są
łapówki. Może czas uświadomić lekarzom, że przestają być ludźmi w momencie, gdy biorą pieniądze za to, że ratują komuś życie.
Krzysztof Piesiewicz,
Jeśli zarzuty, jakie zostały postawione dr. Garlickiemu, potwierdzą się - a są to zarzuty porażające - i wina jego zostanie udowodniona, w moim odczuciu człowiek ten swoim postępowaniem
przekreśli wszystko, co wiąże się z pojęciem lekarza. Mało tego, jeśli sąd uzna go za winnego - będziemy mogli mówić o tym, że w XXI wieku do czynienia mamy z pogwałceniem etosu medyka,
który zbliża się do pojęcia medycyny SS. Ale to musi być udowodnione. Ponieważ jest to tak porażające, dowód winy musi być bezsporny.
Lekarz to ktoś, kto ratuje życie - ktoś, kto przychodzi z pomocą. Nie mieści mi się w głowie, by osoba wykonująca tak odpowiedzialny zawód mogła dopuścić się zbrodni nie tylko najpoważniejszej w zakresie prawa kryminalnego, ale wynikającej z kontekstu wykonywanego zawodu. Na razie jednak bardzo ostrożnie podchodzę do tak drastycznej interpretacji. Nic jeszcze nie przekonało mnie do tego, by móc mówić - w języku prawa karnego - o zamiarze bezpośrednim albo zamiarze ewentualnym oskarżonego. Ale gdyby tak było, mamy do czynienia z oczywistym, nie tyle pogwałceniem etyki lekarskiej, ale z zaprzeczeniem temu wszystkiemu, co się wiąże z przysięgą Hipokratesa.
Myślę, że sytuacja ta rzuci cień nie tyle na środowisko polskich lekarzy, ile na całokształt kultury, w której żyjemy. Mam nadzieję, że wzbudzi być może refleksję na temat etosu
innych zawodów, w których zawiera się coś, co można nazwać posłannictwem. Bo pojęcie to coraz mniej nas obchodzi. Obchodzą nas zaś kariera, efektowność i sukces za wszelką cenę.
Gustaw Holoubek,
Nie znam wszystkich okoliczności tego czynu. I tak naprawdę wszystko dopiero będzie się wyjaśniało. Poczekajmy zatem, zanim sami wydamy wyrok. Z czasem dowiemy się, czy człowiek ten winny
jest zarzucanych mu czynów. W tej chwili nie mam do powiedzenia nic więcej oprócz tego, co odpowiedziałby każdy obywatel naszego kraju: jeśli wina zostanie udowodniona, jeśli zostało
popełnione morderstwo, człowiek ten z pewnością zasługuje na najwyższy wymiar kary.