Przyznam, konsultowałem przypadek pacjenta, który zmarł w tym warszawskim szpitalu. Miałem zastrzeżenia, czy chory kwalifikuje się do operacji. Ja bym go w takiej sytuacji nie zoperował. Nie mogę jednak uwierzyć, że ktoś operuje świadomie, wiedząc, że pacjent zginie. Wzbraniam się przed stwierdzeniem, czy jest to morderstwo, czy nie.
Przyznam, że choć minister zdrowia nie może wejść do każdego szpitala, by zrobić porządek, moralnie czuję się odpowiedzialny za sytuację w szpitalu na Wołoskiej. Kilka lat temu ostrzegałem dyrektora tej placówki, żeby nie zatrudniał lekarza zatrzymanego teraz przez CBA. Miałem istotne zastrzeżenia do jego postępowania etycznego. Nie chodziło co prawda o korupcję, ale inne zachowania, które nie przystoją człowiekowi, a tym bardziej lekarzowi.
Na miejscu dyrektora szpitala MSWiA podałbym się do dymisji. Nie może przecież powiedzieć: "Nic o tym nie wiedziałem", tym bardziej że pół Warszawy o tym wiedziało. Bądźmy szczerzy, po Warszawie chodziła plotka o nieprawidłowościach tego lekarza, o takich czy innych jego zachowaniach wobec lekarzy i o łapówkarstwie. To była tajemnica poliszynela. Także do mnie dochodziły takie sygnały, jednak bez żadnych konkretnych dowodów.
Żeby ukrócić praktyki, do jakich dochodziło w szpitalu na Wołoskiej, musimy skończyć z niezależnymi oddziałami szpitalnymi, gdzie panują feudalne stosunki. Tak było na oddziale, na którym doszło do tragedii. Najwyższy czas, by z tym systemem skończyć, skończyć z podziałem szpitali na niezależne komórki, gdzie ordynator czy kierownik o wszystkim decyduje, zachowuje się jak właściciel i robi z lekarzami i pacjentami co chce. To wymaga zmian ustawowych.
W systemie leczenia musi też nastąpić inna zmiana - musimy ujawniać wyniki leczenia szpitali, instytucji i poszczególnych lekarzy. To bardzo ważny moment, najwyższy czas, by wyniki leczenia
były podawane do publicznej wiadomości. Wtedy pacjenci będą mogli decydować o tym, czy chcą być operowani właśnie w tym miejscu, przez tego lekarza.