Śledczy ustalili, że przed kilku laty do szpitala została skierowana kobieta w średnim wieku. Przyjęto ją na leczenie. Na konsultacje przyjeżdżała z córką. Podczas jednej z wizyt Mirosław G. poprosił chorą, by na chwilę wyszła z gabinetu. Wówczas zaczął się ordynarnie przystawiać do córki. Nie zwracał uwagi na protesty kobiety. Miał powiedzieć: "Mamę już mamy, a teraz kolej na córeczkę" - pisze "Fakt".
Lekarz oświadczył, że albo kobieta mu się odda, albo mama nie ma co liczyć na operację. Nie ukrywał, że dla chorej oznacza to po prostu śmierć. Mirosław G. wymusił na córce pacjentki spotkanie. Zaprosił ją nawet na kolację. Kobieta czuła się bezradna. Zgodziła się na stosunek, by ratować mamę. Gdy matka leżała już w szpitalu, Mirosław G. specjalnie odkładał termin przeszczepu. Chodziło o to, by jak najdłużej mógł uprawiać seks z córką pacjentki. Młoda kobieta była w pułapce. Musiała spotykać się z ordynatorem do czasu, aż mama wyszła ze szpitala.
Wątek seksualny
O molestowaniu seksualnym opowiada też informator DZIENNIKA. "Doktor obmacywał kobiety z rodzin pacjentów. Łapał je za krocze, kazał zdejmować biustonosz. Wytwarzał atmosferę, w której molestowane sądziły, że jest to haracz za ratowanie życia ich rodzin" - mówi. Wkrótce wątek seksualny może stać się jednym z głównych w prowadzonym śledztwie.
Śledztwo w sprawie G. przynosi coraz bardziej wstrząsające informacje na temat przestępczej działalności doktora. Jak twierdzi "Fakt", prokuratorzy i śledczy Centralnego Biura Antykorupcyjnego badają już przynajmniej trzy przypadki zbrodni, których mógł dopuścić się kardiochirurg.
Na jaw wychodzą szczegóły śmierci Jerzego Gołębia. Mirosław G. przyjął go na operację serca, chociaż miał świadomość, że chory jej nie przeżyje. Pacjent miał bowiem w tym czasie zapalenie płuc. Lekarzowi chodziło jedynie o pieniądze. Gdy okazało się, że rodzina nie jest w stanie zapłacić łapówki, zdecydował o jego śmierci. Kazał odłączyć chorego od aparatury podtrzymującej życie.
Zrobił to telefonicznie. Z Krakowa, gdzie wówczas przebywał, zadzwonił do lekarzy w klinice kardiochirurgii w Warszawie. "Odłączyć tego Gołębia" - wydał polecenie. Gdy lekarz próbował ratować sytuację tłumacząc, że pacjent umrze, usłyszał w słuchawce: "To dobrze. Odłączcie!". Według informacji "Faktu", to właśnie lekarz, który rozmawiał wówczas z ordynatorem, zgłosił sprawę do CBA.
Brał pieniądze, a i tak zabijał?
Doktor G. prawdopodobnie decydował o śmierci pacjenta nawet wówczas, gdy wziął już część pieniędzy, a rodzinie chorego zabrakło na ostatnią ratę łapówki. Funkcjonariusze sprawdzają szczegóły właśnie takiego wypadku. Doktor G. przyjął na operację ciężko chorego pacjenta. Zażądał łapówki. Rodzina zgodziła się, ale poprosiła o rozłożenie "zapłaty" na trzy raty. Wpłaciła dwie. Gdy nie miała na trzecią, pacjent zmarł.
Operacje za seks i wymuszanie łapówek to nie wszystkie zarzuty wobec Mirosława G. Jak pisze "Fakt", śledczy sprawdzają także wątek handlu organami ludzkimi do przeszczepów. Funkcjonariusze natknęli się również na ślady wskazujące, że G. nakłaniał swoich pacjentów, by przepisywali na niego swoje nieruchomości.
Wygląda na to, że to dopiero początek odsłaniania kulis afery. Tylko od wczoraj na specjalną infolinię CBA zadzwoniło ponad 400 osób. 30 zawiadomień złożyli ludzie, którzy dawali łapówki doktorowi Mirosławowi G. Śledczy już badają te sprawy. Wczoraj funkcjonariusze CBA przeszukali dom rodziców kardiochirurga w Nisku na Podkarpaciu. Zajęli wszystkie pieniądze, które tam znaleźli.
Mirosław G. nie przyznaje się
Kardiochirurg został aresztowany na trzy miesiące. Postawiono mu już 20 zarzutów, przede wszystkim brania łapówek. Lekarz przez cały czas nie przyznaje się do zarzutów. Jego adwokat Magdalena Bentkowska-Kiczor zaciekle broni swego klienta.
Afera w szpitalu MSWiA wywołała prawdziwe trzęsienie ziemi. Szef szpitala Marek Durlik oddał się do dyspozycji przełożonych. Wczoraj okazało się jednak, że zostaje na stanowisku. Także prof. Wojciech Rowiński, krajowy konsultant ds. transplantologii, powiedział, że dziś odda się do dyspozycji ministra zdrowia.