Walt Whitman jako poeta dał się poznać późno i pozostawił dzieła nierównej jakości. A jednak udało mu się stworzyć niezwykle sugestywny styl językowy, w którym biblijne frazy przechodzą gładko we frazeologię codziennej mowy farmerów i nowojorczyków, a terminologia filozoficzna miesza się z politycznym żargonem dziennikarskim. Mocą jednego tomu wierszy "Źdźbła trawy" zdobył sobie tytuł ojca poezji amerykańskiej, a tym samym wyraziciela amerykańskiego ducha. W jego typowo romantycznych, swobodnych monologach słychać wyraźny "pieśniowy" rytm, zaś zmysłowe odczuwanie przyrody nadaje intymnym wyznaniom nastrój podniosłej wizji. Zdeklarowany homoseksualista, wierzący z jednaką mocą w chrześcijańskiego Boga, w panteistycznie pojętego Ducha Natury, w świętą sprawę Demokracji, a przede wszystkim w Jednostkę, niepowtarzalną osobę, której metafizycznym zadaniem jest samorealizacja - nie samotnie, lecz we wspólnocie z drugim człowiekiem.
p
Korzenie i liście - są tylko sobą i tylko są one;
Zapachy przychodzą - do kobiet, do mężczyzn - od strony lasu, znad stawu,
Gdzie przytulia tuli lubczyk i miłorząb, śliski powój ściska mocniej niż winorośl,
Gejzer bucha z ptasich gardeł ukrytych w listowiu, kiedy słońce wschodzi za drzewami.
Bryzę ziemi i miłości ślą wam zamieszkałe brzegi, wam, mieszkańcom morza, wam, żeglarzom!
Marcowe gałązki i mrozem zwarzone jagody, świeże oddają się młodym, co włóczą się teraz po polach, na krańcach zimy.
Pąki miłości przed wami i w sercach waszych, kimkolwiek jesteście!
Te pąki rozkwitną na nowo, poddane staremu prawu;
Niech no tylko słońce ześle na nie ciepło, zaraz się otworzą i odnajdą formę, kolor, zapach - dla was.
Jeśli się staniecie ich pokarmem i napojem one staną się kwiatami, owocami, gałęziami - drzewem.
Tak jak Adama o świcie,
Kiedy wychodzi na ganek, snem pokrzepiony,
Uchwyć mnie swoim spojrzeniem, kiedy cię mijam, usłysz mnie, zbliż się,
Dotknij mnie, dotknij mnie dłonią otwartą, kiedy przechodzę,
Nie bój się mojego ciała.
A teraz panowie,
Daję wam słowo, niechaj zapadnie wam w pamięć i w dusze,
Jako podstawa i finał zarazem, wszelkiej możliwej metafizyki.
(Tak do studentów profesor
na zakończenie popularnego kursu.)
Przestudiowawszy nowe i starożytne, te greckie i te germańskie, systemy,
Przestudiowawszy Kanta, krytycznie, Fichtego, Schellinga i Hegla,
Zgłębiwszy naukę Platona i Sokratesa, nad tamtym górującego,
Po Sokratesie zaś, naukom boskiego Chrystusa najlepsze lata oddawszy,
Dzisiaj je wszystkie przywołuję, owe systemy, greckie i germańskie,
Przeróżne filozofie, doktryny wyznań, dogmaty Kościoła,
I widzę wyraźnie, co legło u podstaw nauk Sokratesa i poprzedziło Chrystusa samego;
To miłość serdeczna człowieka do swego bliźniego, intymna bliskość przyjaciół,
Ta miłość, łącząca męża z małżonką, rodziców z dziećmi,
Miasta z miastami, kraj z krajem.