Wybitny liberalny filozof John Gray, niegdyś zwolennik thatcheryzmu, później popierający Partię Pracy, dziś nie zostawia suchej nitki na Tonym Blairze. Jego rządy okazały się zdaniem Graya porażką zarówno dla Wielkiej Brytanii jak i dla samej Partii Pracy. Blair kontynuował w istocie polityczną linię Margaret Thatcher, podkopując fundamenty brytyjskiego sektora publicznego poprzez wprowadzanie w jego obręb mechanizmów rynkowych. Na dodatek przybrał znacznie wiernopoddańczą pozę wobec Ameryki, święcie wierząc, że jej imperialne działania okażą się dobrodziejstwem dla całej ludzkości. To wszystko sprawiło, iż "Nowa Partia Pracy" całkowicie utraciła swoją tożsamość - odejście niemal połowy członków jest tego wymownym świadectwem. Dziś wedle Graya New Labour skazana jest na porażkę w starciu z konserwatystami i na bardzo długi pobyt w opozycji.
p
Tony Blair, późny produkt uboczny lat 80., pozostanie w pamięci potomnych jako człowiek, który wykorzystał swoją partię do realizacji przeterminowanej wersji projektu Margaret Thatcher. Posługując się półprawdami poprzedniego pokolenia politycznego, zapewnił sobie 10 lat rządów i bywa nazywany najskuteczniejszym przywódcą w dziejach Partii Pracy. W rzeczywistości zmarnował dekadę wyjątkowych możliwości i nieodwracalnie zaszkodził laburzystom. Mesjanistyczna pycha Blaira wpędziła Wielką Brytanię w awanturę iracką, kryminalne fiasko, z którym już zawsze będzie kojarzony. W polityce wewnętrznej kontynuował neothatcherowską strategię urynkowienia instytucji publicznych przy jednoczesnym zwiększaniu władzy państwa. Jego dziedzictwem jest sponiewierana partia, która na przekór wysiłkom najbardziej prawdopodobnego następcy Blaira wydaje się skazana na porażkę w walce z nowymi konserwatystami Davida Camerona. Hegemonia Partii Pracy osiągnięta w 1997 roku została roztrwoniona. Niezależnie od tego, czy laburzystom uda się sformować rząd po następnych wyborach, partię czeka powtórka z wewnętrznych tarć i paraliżu, który można było obserwować u torysów po odejściu Thatcher.
Od 30 lat prawica uprawia radykalizm, natomiast lewica jest oportunistyczna i bezideowa. Torysi jako pierwsi wykorzystali fakt, że era Thatcher się skończyła. Cameron dał wyborcom tylko symulakrum projektu postthatcherowskiego, nie ma bowiem szans na odwrócenie tendencji politycznej wypracowanej pod koniec lat 80. i kontynuowanej przez Johna Majora w latach 90. Mimo ukłonów pod adresem samorządu lokalnego, konserwatyści raczej nie poszerzą w znaczącej mierze jego kompetencji. Zamiast zlikwidować blairowski system kontroli i celów do osiągnięcia, będą udawali, że go usprawniają. Pod tym względem (jak i pod wieloma innymi) nowi konserwatyści Camerona pójdą śladami Nowej Partii Pracy, ale z jedną zasadniczą różnicą: kontynuując tendencję neothatcherowską, będą rozmawiali ze społeczeństwem o innych rzeczach. Łagodna retoryka ekologicznego konsumeryzmu już zastąpiła zgrzytające w uszach probiznesowe hasła New Labour. Zmiana ta podoba się wyborcom, którzy chcą mieć korzyści, jakie daje rynek, a jednocześnie czuć się szlachetnie. Cameron dostrzegł podstawowy paradoks ery thatcherowskiej: w kategoriach stricte ekonomicznych przyniosła ona wielki sukces, ale zrodziła pokolenie, które oprócz materialnego dostatku pragnie także samorealizacji i jakości życia. Thatcher chciała przebudować kraj na fundamentach takich tradycyjnych wartości jak poczucie obowiązku i rodzina. Tymczasem, niszcząc etos służby publicznej i głosząc, że coś takiego jak społeczeństwo nie istnieje, przyczyniła się do powstania społeczeństwa, w którym najwyższym ideałem jest samorealizacja. Postthatcherowska Wielka Brytania ma bezpruderyjny stosunek do seksu, zadłuża się na potęgę i nie jest zainteresowana "tradycyjnymi wartościami". Nadal jest jednak tworem Thatcher, toteż odwracając się do niej plecami, a jednocześnie stając po stronie tych wartości, które ona niechcący wykreowała, Cameron sprawił, że Nowa Partia Pracy stała się niepotrzebna.
Wewnętrzny zamach stanu, który doprowadził do powstania New Labour, był reakcją na sukces polityczny Thatcher. Jej dominacja wzięła się przede wszystkim z podziałów wśród laburzystów i braku skutecznej opozycji po sformowaniu partii socjaldemokratycznej, ale Blair i Brown wyciągnęli z tego wszystkiego taki wniosek, że jeśli Partia Pracy ma powrócić do władzy, to musi przejąć program Thatcher. New Labour była wynikiem strategicznego wyboru, a nie zasadniczej zmiany ideologii. Mimo to za Blaira partia promowała neoliberalizm w wersji jeszcze bardziej dogmatycznej i mechanicznej niż ta, którą symbolizowała Thatcher pod koniec lat 80. Blair nie tylko zaakceptował thatcherowską doktrynę, zgodnie z którą siły rynkowe pozostają poza kontrolą polityczną, ale wprowadził mechanizmy rynkowe w obszarach, w których Thatcher nie brała tego pod uwagę. Na cel wzięto fundamenty państwa brytyjskiego: znaczna część systemu więziennictwa, opieki społecznej i służby zdrowia została sprywatyzowana, bądź poddana quasi-rynkowym mechanizmom. Blair okazał się tutaj więźniem ideologii w większym stopniu niż Thatcher, ale w przeciwieństwie do niej jest on neoliberałem z oportunizmu, a nie z przekonania. Umysł tego obdarzonego wielką intuicją, lecz intelektualnie przeciętnego polityka, został na zawsze ukształtowany przez obiegowe mądrości z lat 80.
Jeśli Blair był neoliberałem z oportunizmu, to neokonserwatyzm miał we krwi. Przyjmując apokaliptyczną Bushowską koncepcję "wojny z terrorem", ograniczył tradycyjne brytyjskie swobody w stopniu, którego Thatcher nigdy nie brała pod uwagę. Uległość Blaira wobec Białego Domu Busha daleko wykracza poza wszystko, co widzieliśmy w czasach Thatcher i nie wynika wyłącznie z geopolitycznych wizji premiera opartych na osławionych "szczególnych stosunkach" anglo-amerykańskich. Podobnie jak jego bracia neokonserwatyści w Waszyngtonie, Blair uważa, że Ameryka symbolizuje wolność człowieka i jest niezwyciężona we wszelkich konfliktach ze wstecznymi reżimami. Brak potępienia Abu Ghraib i Guantanamo odzwierciedla to przekonanie. Tortury, tajne więzienia i obozy koncentracyjne to rzecz z pewnością niefortunna, ale w perspektywie długiego marszu ludzkości do królestwa wolności nieistotna. Podobnie jak prosowieccy intelektualiści z lat 30., Blair utożsamił się z państwem, które jego zdaniem stanowi awangardę historii. Przekonany, że nowy świat rodzi się do istnienia, ofiary tego procesu uważa za akceptowalną cenę postępu.
Naiwnością byłoby sądzić, że makabryczna farsa iracka w jakimkolwiek stopniu nadwątliła wiarę Blaira w amerykańską potęgę. Dysponujące hipernowoczesną technologią siły amerykańskie poniosły strategiczną porażkę z rąk 20 tysięcy słabo uzbrojonych powstańców. Stany Zjednoczone są nie bardziej niezwyciężone niż inne państwa zachodnie, których neokolonialne awantury również kończyły się upokarzającą klęską. Dla Blaira nauki płynące z historii nie mają jednak znaczenia. Przekonanie o potędze amerykańskich batalionów jest dla niego artykułem wiary. Ta wiara Blaira w supremację Ameryki ma jeszcze jedno źródło: błędne odczytanie końca zimnej wojny. Blair przyjął rozpowszechniony pogląd, że upadek komunizmu oznacza powstanie świata jednobiegunowego. Przeoczył fakt, że wraz z postępami globalizacji na świecie rodzą się inne mocarstwa, co prowadzi do utraty hegemonii przez Amerykę. Proces ten uległ przyspieszeniu na skutek fiaska irackiego, w którym Blair odegrał rolę lojalnego wspólnika.
Wysługiwanie się przez Blaira administracji Busha wyrządziło Partii Pracy niesłychane szkody. Za czasów jego premierowania liczba członków partii spadła mniej więcej o połowę. Znalazło się niewielu działaczy, którzy chcieliby wstąpić do niej po to, by przyklaskiwać militarnym krucjatom fundamentalistycznego prezydenta USA, a jednocześnie patrzeć, jak brytyjskie służby publiczne pogrążają się w chaosie, usiłując się przystosować do "reform rynkowych". Strategiczna decyzja o przyswojeniu sobie zasad thatcheryzmu pomogła laburzystom wyzyskać podziały wśród konserwatystów, ale jednocześnie pozbawiła partię racji istnienia. "Stara Partia Pracy" miała wiele wad, ale symbolizowała kulturę polityczną, dla której ludzie gotowi byli pracować. Zniszczenie tej kultury oznacza, że Gordon Brown stracił jeden z filarów funkcjonowania każdej partii. W interesie kierownictwa partii mówi, że zamierza kontynuować kurs wytyczony przez Blaira. Trudno sobie jednak wyobrazić, by decyzja o kontynuacji projektu thatcherowskiego, którego przejęcie przez Blaira wydrążyło Partię Pracy ideowo, pozwoliła Brownowi długo przewodniczyć partii.
Odejście Blaira wyznacza zmianę pokoleniową w polityce. Przez 30 lat obowiązywał thatcherowski mit polityczny, zgodnie z którym drogą do odnowy państwa jest wyzwolenie sił rynkowych. Kraj, który współkształtowała polityka byłej pani premier, jest zupełnie inny od kraju z jej wizji, ale pod pewnymi względami także bardziej atrakcyjny od tego, który ona sama otrzymała w spadku po swoich poprzednikach. Społeczeństwo jest mniej solidarne, ale bardziej tolerancyjne, bardziej materialistyczne, ale jednocześnie bardziej świadome faktu, że jego zamożność opiera się na kruchych podstawach. Obiegowa opinia mówi, że David Cameron wzoruje się na Blairze. Prawda jest bardziej złożona i groźniejsza dla Browna. Cameron z pewnością zawdzięcza Blairowi jego techniki PR-owskie, ale w tym przypadku McLuhanowski przekaźnik jest mniej istotny niż sam przekaz. Dystansując się od epoki Thatcher, a jednocześnie popierając wizję społeczeństwa, które się w tej epoce ukształtowało, Cameron identyfikuje się z wartościami wyznawanymi przez wyborców, którzy nic nie wiedzą o konfliktach z lat 80. Dzieci Thatcher mogą przesądzić o wyniku następnych wyborów, ale nie myślą o sobie przez pryzmat żadnego thatcherowskiego mitu. Mit ten należy do przeszłości, razem z Nową Partią Pracy.
Jeśli chodzi o konkretny program polityczny, Cameron tkwi po uszy w ortodoksji i po dojściu do władzy będzie wiernie realizował zbankrutowany brytyjski konsensus. Skwapliwość, z jaką uratował Blaira przed porażką w kwestii dalszego utrzymywania rujnującego dla budżetu i zbędnego w warunkach pozimnowojennych systemu pocisków rakietowych Trident, wskazuje, że przywódca torysów wraz z całą brytyjską klasą polityczną nie zamierza kwestionować transatlantyckich dogmatów. Żadna partia nie zaczęła się zastanawiać, gdzie jest miejsce Wielkiej Brytanii w świecie, w którym hegemonia Ameryki szybko słabnie. Chociaż camerończycy kreują się na nową jakość w brytyjskiej polityce, w takim samym stopniu jak Blair są więźniami anachronicznych stereotypów. W praktyce rząd Camerona nie zaprezentuje wiele nowego czy odmiennego. Ale przemawiając do pokolenia Thatcher, Cameron zawłaszczył hasła Partii Pracy. Wygląda na to, że po 10 latach rządzenia Blair zafundował swojej partii długi pobyt w opozycji.
p
, ur. 1949, filozof, publicysta, profesor Katedry Myśli Europejskiej w London School of Economics, uczeń największych brytyjskich myślicieli XX wieku: Isaiaha Berlina i Michaela Oakeshotta. Początkowo thatcherysta i teoretyk wolnorynkowego liberalizmu, później stał się jednym z najważniejszych krytyków liberalnej ideologii, którą uznał za przebrzmiały już relikt oświecenia. Tę surową krytykę zawarł m.in. w książkach "Post-liberalism" (1993) oraz "Enlightenment's Wake" (1995). Oprócz tego wydał m.in.: "Al Qaeda and What it Means to Be Modern" (2003) oraz "Heresies. On Progress and Other Illusions" (2004). W Polsce ukazały się m.in.: "Liberalizm" (1994), wybór esejów "Dwie twarze liberalizmu" (2001) oraz "Słomiane psy. Myśli o ludziach i innych zwierzętach" (2003). Teksty Graya wielokrotnie publikowaliśmy w "Europie" - ostatnio "Kapitalizm jako wróg społeczny" (nr 149 z 10 lutego br.).