Nakaz eksmisji dostały już rodziny Głowackich i Moskalików z Nart na Mazurach. Decyzją polskiego Sądu Najwyższego na opuszczenie swojego domu mają półtora roku. Stracą dach nad głową, bo dom i okoliczne kilkadziesiąt hektarów zwrócono Niemce - Agnes Trawny.

Trawny wyjechała do Niemiec w 1977 roku. W kraju porzuciła cały majątek, a na granicy polskie obywatelstwo. Dom i ziemię przejęło nadleśnictwo w Szczytnie. A potem za pracę w lasach zamieszkały tam obie polskie rodziny.

Wyrok w sprawie Trawny zapadł w lutym. Jak przyznał Andrzej Jemielita, adwokat Trawny, gdyby Nadleśnictwo nie dało, a sprzedało im ziemię, nie byłoby szans na zwrot majątku. "W księgach wieczystych byliby nowi właściciele, a nie Skarb Państwa. Nie byłoby sprawy" - mówił "Gazecie Olsztyńskiej".

To właśnie zamieszanie z księgami wieczystymi jest podstawą roszczeń. W wielu przypadkach nie wykreślono z nich niemieckich właścicieli i ich spadkobierców. Teraz Niemcy masowo zwracają odszkodowania, które po wyjeździe z Polski dostali od rządu w Berlinie. To dzisiaj grosze, a wartość ziemi w Polsce rośnie lawinowo. Potem składają wnioski o odzyskanie polskiej nieruchomości. I zaczynają wygrywać.

Jak mówi dziennikowi.pl poseł Marek Kawa z LPR, to głównie państwo polskie jest winne przegranych swoich obywateli. Po prostu nigdy nie przypilnowano formalnego usunięcia niemieckich właścicieli z ksiąg wieczystych. Uznano także, że traktaty z lat 90. z Niemcami załatwiają kwestie indywidualnych roszczeń.

Przypadków wygranych spraw przez Niemców jest coraz więcej. Rodzina Oleandrów ze Zdorów pod Piszem i mieszkaniec kamienicy z Opola także dostali nakazy eksmisji od nowych niemieckich właścicieli. Głośna była sprawa z Głogówka. Tu także podstawą wygranej obywatelki niemieckiej były zapisy księgi wieczystej. Figurowały tam dzieci Niemki. Kamienicę odzyskały.

Do tej pory wiele mówiło się o roszczeniach potomków powojennych niemieckich uciekinierów. Najbardziej szokujące jest żądanie 76-letniego Felixa Hoppe. Chce odzyskać pół Lidzbarka Warmińskiego. Niepewny jest los kilku tysięcy osób. Niemiec wniósł pozew do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w Strasburgu. To jeden z 22 pozwów, które trafiły do Trybunału.

Ale żądania ludzi, którzy stracili majątki, uciekając z PRL, mogą być większym zagrożeniem. Żeby wyjechać do RFN, porzucali domy i działki. Teraz polskie sądy i urzędy są zalewane pozwami i w sprawach powojennych, i tych całkiem niedawnych. W sumie jest ich ponad 200. Niemcy dobrze wiedzą, o co się biją. "Rzeczpospolita" pisze, że pozostawione majątki mogą być warte nawet 19 mld euro. To prawie 80 mld zł!

W tej chwili trwają prace nad ustawą regulującą kwestię roszczeń. "Rząd niemiecki powinien wziąć na siebie zaspokojenie roszczeń swoich obywateli, tak jak polski zrobił to w przypadku Zabużan" - powiedział "Rzeczpospolitej" senator Jerzy Szmit, jeden z autorów projektu.

Szmit przyznaje, że ten projekt nie załatwia jednak kwestii roszczeń emigrantów z PRL. "To o wiele trudniejsza sprawa. Ci ludzie byli polskimi obywatelami i mieli uznane przez polski rząd prawa własności. Dlatego nie można łączyć ich spraw z roszczeniami uciekinierów z lat 40." - powiedział dziennikowi.pl senator Szmit. Obiecał jednak, że prace nad uzupełnieniem ustawy ruszą jak najszybciej.