Dziennik Gazeta Prawana logo

Afganistan gorszy niż Irak

13 października 2007, 15:40
Ten tekst przeczytasz w 4 minuty
Od dwóch dni polscy żołnierze samodzielnie patrolują dwie afgańskie prowincje: Paktika i Ghazni. W wojnie, do której właśnie dołączyli, zginęło już ponad 600 żołnierzy koalicji. Ci, którzy mają walki za sobą, ostrzegają, że Afgańczycy są wyjątkowo trudnym przeciwnikiem - pisze DZIENNIK.

"Nigdy nie byłem w gorszym miejscu" - opowiada kapral Trevor Coult z Królewskiego Regimentu Irlandzkiego. Nie jest nowicjuszem, ma za sobą Irak i odznaczenie za odwagę w walkach. Coult najgorzej wspomina posterunek Sangin, znajdujący się w południowej prowincji Helmand znanej przede wszystkim z upraw maku. Przez dwa tygodnie był tam oblegany przez talibów. "W nocy walki, w dzień ostrzał z granatników" - opowiada. "A w Londynie uspokajali: talibowie ponoszą straty i lada moment stracą bojowy impet".

Na miejscu okazało się, że to nieprawda. Żołnierze z regimentu Coulta policzyli, że wyładowali w talibów aż 300 tys. magazynków amunicji. Ale to nie pomogło. Rebelianci atakowali bez przerwy, pomimo strat. Anglików wyzwolili dopiero Amerykanie. To była największa wspólna operacja od czasu wojny koreańskiej informowało potem dowództwo.

Talibowie najchętniej pozostają w ukryciu. Za nich śmiertelne żniwo zbierają zastawione pułapki. Wspomina 41-letni Scott Barkalow, sierżant amerykańskich Wojsk Specjalnych: "Byłem na nocnym patrolu. Prowadziłem ciężarówkę. Bomba eksplodowała dokładnie obok lewego koła. Przechyliłem się przez drzwi. Moi koledzy zaczęli ostrzeliwać okoliczne skały, ja leżałem na ziemi. Spojrzałem na dół - moja noga kończyła się na kolanie. Wiedziałem ze zaraz nadejdzie ból. Zanim zemdlałem, zdążyłem jeszcze pomyśleć, że moja żona nie bedzie zadowolona".

Podobne doświadczenia mają walczący w latach 80. w Afganistanie żołnierze sowieccy. "Najgorzej mieli ci, którzy zapuszczali się w góry i cały czas byli na celowniku. Taszczyli ze sobą cały sprzęt, jedzenie, wodę" - wspomina weteran z Afganistanu Władimir Arnowskij. "Tam na każdym kroku czekały na nich zasadzki. Afgańczycy mieli olbrzymią przewagę, bo świetnie znali teren, każdą, ścieżkę górkę, jaskinię. Mieli w górach takie umocnienia, byli tak zamaskowani, że mowy nie było o tym, by się przebić".

Afgańczycy byli wyjątkowo zdeterminowani. Jak wspomina Arnowskij wręcz szukali okazji do walki. "Nie czekali, aż wyjdziemy z baz. Potrafili atakować nawet garnizony. Pamiętam, jak zaatakowali garnizon, gdzie stacjonowały trzy pułki. Wtedy dostali oczywiście, ale odwagi i bezczelności nigdy im nie brakowało".

Ofiary po stronie koalicji padają prawie codziennie. Zaledwie wczoraj w zamachu w mieście Tirin Kot w prowincji Uruzgan zginął holenderski żołnierz oraz piątka afgańskich dzieci, gdy eksplodował samochódpułapka zaparkowany przy konwoju sił międzynarodowych. W środę koalicja poinformowała o uprowadzeniu żołnierza w prowincji Hellemand. W poniedziałek na południu zginął Kanadyjczyk. Talibowie robią wszystko, by odzyskać stracone pole... i dusze zwykłych Afgańczyków.

Podczas gdy NATO walczy z producentami narkotyków, islamscy rebelianci wręcz zachęcają biednych chłopów do uprawy maku, by potem skupować od nich narkotyczny półprodukt. "Mówią, że uprawa maku to forma dżihadu, świętej wojny" - tłumaczy Nick Kay, ekspert brytyjskiego rządu. Jego zdaniem jak za dawnych lat 80 proc. światowego opium pochodzi z Afganistanu, a zyski zapełniają kieszenie talibów.

"Dzięki wielkim bossom narkotykowym, którzy de facto rządzą tym krajem, talibowie są uzbrojeni po zęby i stosują makabryczne metody terrorystyczne" - mówi prof. Jolanta Sierakowska-Dyndo, dyrektor Instytutu Orientalistyki Uniwersytetu Warszawskiego.

Zadanie oddziałów międzynarodowych jest tym trudniejsze, że żołnierze nie mogą liczyć na przychylność miejscowych. Nie chcą pomagać przybyszom z odległych krajów, bo ci za jakiś czas wyjadą, a talibowie zostaną. A zemsta za współpracę z wrogiem jest straszna. Kilka dni temu dosięgła ona Zakię Zaki, dziennikarkę, właścicielkę stacji radiowej. 6 czerwca jej ciało znaleziono w jej kabulskim mieszkaniu. Obok zastrzelonej z zimną krwią kobiety spał jej półtoraroczny synek.
Prof. Sierakowska-Dyndo przypomina, że wschodnie prowincje: Pakita i Ghazni, gdzie stacjonują Polacy, to obszar graniczący z tzw. pasem ziemi niczyjej kontrolowanej całkowicie przez Al- Kaidę.

Nie możemy tam liczyć na żadną współpracę miejscowej ludności. Za najmniejszy gest dobrej woli w stosunku do Polaków grozi tam śmierć. "To kraj, w którym od 30 lat toczy się nieustannie wojna. Nikt nikomu nie ufa" - mówi. "Miarą naszego sukcesu w tej wojnie będzie nie to, ilu talibów zabijemy, ale to, czy naszym dowódcom uda się przywieźć wszystkich naszych chłopców żywych. To będzie dopiero sukces" - ocenia gen. Sławomir Petelicki, pierwszy dowódca jednostki specjalnej GROM.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło dziennik.pl
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj