"Gone too soon" (Zbyt wcześnie odeszli) to najszybciej rozwijający się e-cmentarz w Wielkiej Brytanii. Jeszcze rok temu było tam jedynie 500 wpisów kondolencyjnych, a dziś już ponad 10 tysięcy - pisze "Rzeczpospolita".

Tego typu strony zawdzięczają swoją popularność przede wszystkim temu, że więzi w realnym świecie coraz bardziej zanikają i trzeba szukać ich w internecie. Pewna Brytyjka, której syn popełnił samobójstwo, podpalając się na plaży, twierdzi, że taka terapia jej pomaga. "Czułam się opuszczona. Ale gdy zrobiłam synowi wirtualny nagrobek, odwiedziło go 4 tysiące osób. Nie wyobrażam sobie takiego odzewu w prawdziwym świecie" - wyznaje Sheila Rothwell.

Na wirtualnym cmentarzu można jednocześnie zbijać fortunę. Według brytyjskiego dziennika "The Independent", strona "Gone too soon" została założona przez biznesmena i dziś przypomina bardziej internetowe forum lub czat. Kilka tygodni temu internauci zaczęli się z tego portalu masowo wycofywać z powodu "odrażających reklam".

Powodem były sponsorowane linki jako część kondolencji. Jeden z nich "opłakujący" śmierć chłopca o imieniu Ryan, był w rzeczywistości reklamą linii lotniczych Ryanair, a nekrolog niejakiego Wattsa zachęcał do kupna żarówek. Reklamy już zniknęły, ale właściciel wirtualnego cmentarza wpadł na inny pomysł: każda rodzina, która sprzeda swoją tragiczną historię, dostanie 500 funtów - pisze "Rzeczpospolita".

Kilka wirtualnych cmentarzy funkcjonuje także w naszym kraju. Jest nawet taki, gdzie można wylewać wirtualne łzy nad wirtualnym grobem ukochanego psa lub kota.