"Rzeczywiście, mecenas został pobity" - potwierdził dziennik.pl w kancelarii prawnej adwokata Blidów. Piotrowski ciężko pobity leży w szpitalu w Sosnowcu.
Jak ustalił dziennik.pl, adwokata pobito w czwartek w okolicach dworca kolejowego w Katowicach. Miał wtedy przy sobie ważne dokumenty i sporo gotówki. Ale napastnik nic nie ukradł.
"Poczułem nagle uderzenie z buta, potworny ból, przestałem to pamiętać. Potem walczyłem o złapanie równowagi, padał rzęsisty deszcz, a ja usiłuję wstać i znowu się przewracam, ale jakimś cudem dotarłem do kancelarii. Tak naprawdę ocknąłem się rano" - opowiadał mecenas Piotrowski. Pamięta jedynie, że sprawców było prawdopodobnie trzech.
Policjanci jednak nic o całym zdarzeniu nie słyszeli. "Dowiaduję się o tym od pana. Nic o tym nie wiedziałem. Właśnie do szpitala pojechali funkcjonariusze, którzy to sprawdzą" - powiedział dziennikowi.pl oficer dyżurny Komendy Miejskiej Policji w Sosnowcu.
O Leszku Piotrowskim było ostatnio głośno po samobójstwie Barbary Blidy, byłej minister budownictwa w rządzie SLD. Mecenas, pełnomocnik rodziny Blidów, ostro krytykował prokuratorów prowadzących śledztwo.
"Dlaczego zostałem pobity i kto to zrobił, nie chcę w ogóle spekulować, bo przeciwników procesowych mam w wielu sprawach, a nie mam żadnego punktu zaczepienia" - ucina Piotrowski.