Będzie ona spowodowana zaplanowaną na połowę września operacją ortopedyczną jednego z oskarżonych, wicepremiera PRL 77-letniego Stanisława Kociołka (który chodzi o kuli). Konieczność rehabilitacji może uniemożliwić jego udział w procesie na blisko dwa miesiące. On sam zapowiedział w rozmowie z PAP, że nie zgodzi się na prowadzenie sprawy pod swą nieobecność.

Reklama

We wtorek Sąd Okręgowy w Warszawie kontynuował trwające od listopada 2009 r. tzw. zaliczanie materiału dowodowego. Na wniosek obrony odczytywane są dokumenty z akt sprawy. Sąd robi to w ramach zaliczania materiału - ostatniej czynności w procesie przed jego zamknięciem, mowami końcowymi stron i wyrokiem. Nadal nie wiadomo, kiedy mogłoby to nastąpić. Na razie sąd wyznaczył terminy rozpraw do końca września br.

Na ławie oskarżonych zasiadają: ówczesny szef MON gen. Jaruzelski, Kociołek i trzej dowódcy jednostek wojska tłumiących robotnicze protesty. Nie przyznają się do winy. Odpowiadają z wolnej stopy. Grozi im nawet dożywocie. Jaruzelski we wtorek nie stawił się z powodu badań lekarskich.

Na tok procesu wpływają głównie kłopoty zdrowotne sędziów. W 2009 r. sędzia Urszula Krzynówek zastąpiła sędziego Piotra Wachowicza jako przewodniczącego składu sądu. Sędzia Wachowicz pozostał w składzie sądu, w którym sędzia Krzynówek od początku zasiadała. Jak wyjaśniał rzecznik sądu sędzia Wojciech Małek, taką precedensową decyzję podjęto, by usprawnić proces. Wcześniej kłopoty ze zdrowiem sędziego Wachowicza już wiele razy powodowały wielomiesięczne przerwy w procesie.

We wrześniu 2009 r. o tę przedłużającą się sprawę pytała sejmowa komisja sprawiedliwości. Wiceminister sprawiedliwości Piotr Kluz powiedział posłom, że "po stronie sędziego referenta leży szereg przyczyn, które sprawiają, że przewlekłość postępowania jest już rażąca". Kluz zaznaczył, że ewentualna zmiana sędziego (w składzie nie ma zapasowego) oznaczałaby, iż proces musiałby ruszyć od początku, ale sędzia miał deklarować, że mimo kłopotów ze zdrowiem dokończy sprawę.

Ponadto proces spowalnia fakt, że lekarze uznali, iż stan zdrowia 86-letniego Jaruzelskiego pozwala na sądzenie go tylko przez 2 godziny dziennie, dwa razy w tygodniu. Opinię lekarską wydano w trwającym od września 2008 r. przed tym samym sądem procesie Jaruzelskiego w sprawie stanu wojennego, ale sąd stosuje ją też wobec procesu ws. grudnia 1970 r.

Reklama



W grudniu 1970 r. rząd PRL ogłosił drastyczne podwyżki cen na artykuły spożywcze, co wywołało demonstracje na Wybrzeżu. Według oficjalnych danych, na ulicach Gdańska, Gdyni, Szczecina i Elbląga od strzałów milicji i wojska zginęły 44 osoby, a ponad 1160 zostało rannych. W PRL nikogo nie pociągnięto za to do odpowiedzialności. Możliwość taka powstała dopiero po przełomie 1989 r.

W 1995 r. do Sądu Wojewódzkiego w Gdańsku trafił akt oskarżenia przeciw 12 osobom. Sąd w Gdańsku zebrał się po raz pierwszy w 1996 r., jednak proces długo nie ruszał; na rozprawy m.in. nie stawiali się oskarżeni, tłumacząc się złym stanem zdrowia i wiekiem. W końcu gdański proces zaczął się w czerwcu 1998 r. W 1999 r. przeniesiono go do Warszawy, gdzie jesienią 2001 r. ruszył na nowo - sprawy kilku chorych podsądnych kolejno z niego wyłączano. Od tego czasu trwały żmudne przesłuchania świadków, głównie robotników Wybrzeża, żołnierzy i milicjantów. W akcie oskarżenia prokuratura wniosła o przesłuchanie ok. 1110 osób. Sąd nie zgodził się na ograniczenie ich liczby.

W akcie oskarżenia napisano, że zgodnie z konstytucją PRL tylko Rada Ministrów mogła mocą swej uchwały podjąć decyzję o użyciu broni palnej, a w 1970 r. uczynił to szef PZPR Władysław Gomułka. Żadna z osób obecnych na posiedzeniu władz PZPR nie zgłosiła sprzeciwu wobec tej decyzji, także gen. Jaruzelski. Zapewniał on, że jako szef MON podjął kroki w celu "złagodzenia" decyzji Gomułki: pierwsze strzały miały być oddawane w powietrze, potem w ziemię, a następne - w nogi demonstrantów.