Może być o nim mowa we wtorek na zamkniętym posiedzeniu komisji śledczej badającej sprawę Olewnika, na której dojdzie do przesłuchania jego ojca. Ten chciał się spotkać ze śledczymi na jawnym posiedzeniu aby wyjaśnić ostatnie doniesienia medialne. Komisja się na to nie zgodziła - podaje Radio ZET.

Reklama

Dla Włodzimierza Olewnika może to być niełatwe spotkanie. Śledczy mogą pytać o jego krew, która prokuratorzy zidentyfikowali na kanapie w domu syna. Badania DNA śladów krwi wykazały, że należą one do dwóch osób i jedną z nich jest właśnie Włodzimierz Olewnik.

Ten tłumaczył się już w mediach, że mógł się skaleczyć. Według informacji nieoficjalnych śladów krwi Włodzimierza Olewnika jest znacznie mniej niż krwi drugiej osoby dotąd nie zidentyfikowanej. Jednak zastanawiające jest miejsce jej odkrycia. To podłokietnik kanapy Krzysztofa Olewnika. O tym fakcie w ubiegłym tygodniu poinformował posłów gdański prokurator apelacyjny Zbigniew Niemczyk.

Przywiózł do Warszawy także inne rewelacje. Mowa o nowym śladzie DNA odkrytym w miejscu przetrzymywania Krzysztofa, a także o wyniku eksperymentu przeprowadzonego w Warszawie.

Prokuratorzy odtworzyli przekazanie okupu na moście Grota Roweckiego i doszli do wniosku, że ze strony porywaczy musiała w nim brać udział dodatkowa osoba, o której do tej pory nikt nie wiedział.

Jak przypomina Radio ZET, podczas zrzucenia okupu w 2003 roku policja popełniła rażące błędy. Policjant, który miał nadzorować całą akcję nie widział samego zdarzenia, bo na miejsce przyjechał pięć minut po całej sprawie. Do oględzin miejsca miało według służbowych notatek dojść 3 dni póżniej , a Danuta Olewnik-Cieplińska, biorąca udział w przekazaniu pieniędzy, została przesłuchana dopiero po 3 tygodniach od zdarzenia.