Zatoński podkreślił, że palacze nie powinni palić w obecności innych ludzi, ale także zwierząt, które też chorują częściej z powodu dymu tytoniowego.

Reklama

Profesor podał przykład młodej kobiety, która pracuje w kawiarni; jest ona eksponowana na taką ilość dymu tytoniowego, jakby sama wypalała jednego-trzy papierosy dziennie. Jak podkreślił, u osób palących do pięciu papierosów dziennie, ryzyko zachorowania na zawał serca zwiększa się o 50 proc.

Zatoński przypomniał, że 60 proc. wszystkich nowotworów występujących o osób przed 65. rokiem życia, szczególnie u mężczyzn, to nowotwory wynikające z wprowadzania do organizmu czynników rakotwórczych zawartych w dymie tytoniowym. Jak mówił, rak płuca występuje prawie wyłącznie u palących tytoń.

Tymczasem 10 proc. ankietowanych nie wiąże palenia z rakiem, a 40 proc. nie wie, że z paleniem związany jest udar mózgu.

"Jeżeli ktoś bierze substancję uzależniającą, to przestaje być racjonalny. Przestaje rozeznawać prawdziwe niebezpieczeństwo, próbuje sobie racjonalizować (nałóg)" - powiedział lekarz.

Zdaniem Zatońskiego wchodząca w życie ustawa antynikotynowa nie jest tak "szczelna", jak w "cywilizowanych" krajach Europy Zachodniej, gdzie jego zdaniem nie widać już palących w miejscach publicznych; w Polsce - w opinii profesora - wciąż robione są "kombinacje", bo "biedni palacze muszą sobie popalić".