Urzędnicy oskarżeni są m.in. o niedopełnienie obowiązków, przez co nieumyślnie doprowadzili do pożaru. Grozi im od roku do 10 lat więzienia. Odczytano akt oskarżenia oraz wyjaśnienia złożone przez urzędników w śledztwie. Oboje nie przyznali się do winy i odmówili składania wyjaśnień.

Reklama

Wcześniej sąd oddalił wniosek adwokata oskarżonych o umorzenie postępowania lub o zwrot sprawy do prokuratury. Zdaniem obrony, prokuratura powinna usunąć istotne braki w postępowaniu przygotowawczym. Według obrońców nie można znaleźć bezpośredniego związku pomiędzy ewentualnymi zaniedbaniami oskarżonych a samym pożarem.

W opinii sądu wniosek obrony miał służyć przewlekaniu postępowania. Akt oskarżenia jest w sądzie i adwokat mógł takie wnioski zgłosić wcześniej - podkreślił sąd. Według obserwatorów procesu prawdopodobnie potrwa on wiele miesięcy lub nawet parę lat. Sąd będzie musiał przesłuchać około stu świadków. Ich zeznania w śledztwie zostały zawarte w kilkudziesięciu tomach.

Pożar wybuchł w hotelu socjalnym tuż po północy w poniedziałek wielkanocny w 2009 r. Ogień w szybkim tempie strawił cały budynek, w którym mieszkało blisko 80 osób. Zginęło 23 mieszkańców budynku, w tym 13 dzieci. Uratowały się 54 osoby, 20 z nich odniosło obrażenia. Pożar gasiło 129 strażaków; akcja trwała ponad 20 godzin. Był to jeden z najtragiczniejszych pożarów w powojennej historii Polski.

W procesie występuje kilkunastu oskarżycieli posiłkowych - są to osoby poszkodowane w pożarze. Wszystkich poszkodowanych jest ponad 80. Po pożarze wszczęto śledztwo z artykułu Kodeksu karnego mówiącego o spowodowaniu pożaru zagrażającego życiu, zdrowiu lub mieniu w wielkich rozmiarach.

W grudniu ub. r. do sądu trafił akt oskarżenia przeciwko dwojgu urzędnikom z Kamienia Pomorskiego. Prokurator oskarżył dyrektora Zakładu Gospodarki Mieszkaniowej w Kamieniu Pomorskim Krzysztofa G. oraz zatrudnioną na stanowisku starszego inspektora do spraw administracyjno-budowlanych Barbarę K. m.in. o niedopełnienie szeregu obowiązków ciążących na nich w związku ze sprawowaniem w imieniu gminy zarządu nad budynkiem socjalnym. G. jako funkcjonariuszowi publicznemu zarzucono ponadto niedopełnienie obowiązków służbowych i działanie na szkodę interesu publicznego i prywatnego.

Według prokuratora w budynku nie było - wbrew obowiązującym przepisom - okresowych przeglądów i kontroli jego stanu technicznego, konstrukcji oraz znajdujących się wewnątrz instalacji. Nie było też dróg ewakuacyjnych. Krzysztof G. i Barbara K. w śledztwie nie przyznali się do winy. G. złożył wyjaśnienia, natomiast K. odmówiła ich składania. Oskarżeni odpowiadają z wolnej stopy. Oboje nie stracili stanowisk.



Jak ustalili biegli, pożar wywołało zwarcie w instalacji elektrycznej, ale specjalistom z zakresu pożarnictwa nie udało się odpowiedzieć na pytanie, co było jego bezpośrednią przyczyną. Według ich ekspertyzy zwarcie mogło być skutkiem różnych czynników, ale zebrany w sprawie materiał dowodowy nie pozwala jednoznacznie stwierdzić, który z nich był jego bezpośrednią przyczyną - szczególnie, że w wielu miejscach budynku były przeprowadzane samodzielne przeróbki instalacji elektrycznej. Według biegłych na szybkość rozprzestrzeniania się ognia i skalę pożaru wpływ miało zastosowanie w konstrukcji budynku łatwopalnych materiałów.

Ówczesny prezydent Lech Kaczyński, który przyjechał po pożarze na miejsce tragedii, ogłosił trzydniową żałobę narodową. Po tragedii cały kraj włączył się w akcję pomocy pogorzelcom. Ci, którzy ocaleli, otrzymali nowe mieszkania. Obok zgliszczy ustawiono blisko czterometrowej wysokości krzyż, który powstał z metalowych elementów konstrukcji spalonego budynku, wyciągniętych z pogorzeliska. Umieszczono na nim 23 tabliczki z epitafiami poświęconymi ludziom, którzy zginęli w pożarze.