Dziennik Gazeta Prawana logo

Pasażerowie uratowani. Jak ocalić LOT

2 listopada 2011, 06:25
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Procedury i ludzie zadziałali doskonale – tak eksperci komentują awaryjne lądowanie boeinga 767 na Okęciu. Gorzej jest jednak z kondycją samego LOT-u. Wczorajsza awaria może być ciosem, który osłabi spółkę.

Godzina 14.35: „Tu wieża. Lot 16, zezwalam lądować. Wiatr przyziemny, 104 węzły” – usłyszał kapitan Tadeusz Wrona. Za jego plecami siedziało 220 pasażerów i 10 członków załogi. Musiał posadzić ich bezpiecznie na pasie lotniska Okęcie. Samolotem bez wysuniętego podwozia. Maszyna podeszła do pasa w asyście dwóch myśliwców F-16 i przy prędkości niemal 200 kilometrów na godzinę dotknęła brzuchem płyty lotniska. Piętnaście sekund później pasażerowie wybiegali z maszyny. Cali i zdrowi. Dziś przyznają, że były to najgorsze i najdłuższe sekundy w ich życiu. I najszczęśliwsze zarazem.

– Pilot poprowadził maszynę idealnie równolegle do pasa. Po prostu mistrzowsko wylądował w skrajnie trudnych warunkach – komentuje ekspert lotnictwa Tomasz Hypki. Dodaje, że zarówno załoga, jak i obsługa lotniska zadziałały perfekcyjnie. Dzięki nim żaden z pasażerów znajdujących się na pokładzie należącego do LOT-u Boeinga 767 nazywanego pieszczotliwie Papa Charlie nie został ranny. Straty materialne są jednak spore: uszkodzony pas startowy, zamknięte na przynajmniej kilkanaście godzin lotnisko, paraliż komunikacyjny Warszawy przez zamkniętą aleję Krakowską. No i maszyna, która zniszczona jest tak bardzo, że prawdopodobnie nie będzie się nadawała do remontu.

Wczorajsza awaria, która o włos nie zakończyła się tragedią, na nowo otworzy dyskusję o konieczności dokonania remontu w samym Locie. Spółka, której nazwa pada głównie przy okazji tematu prywatyzacji czy trudnej sytuacji finansowej, teraz będzie musiała stawić czoła opiniom, że jej samoloty są niebezpieczne, a flota zbyt leciwa. Pechowy Boeing 767 ma 14 lat, a i tak jest jedną z najnowszych maszyn w całej flocie polskiego przewoźnika. Dopiero od przyszłego roku stare maszyny mają być stopniowo wymieniane na nowe dreamlinery.

Do tego dochodzą nieustanne wojny toczone pomiędzy zarządem firmy a związkami zawodowymi. O co? O wszystko – zbyt niskie pensje, warunki pracy niepozwalające na odpoczynek, zbyt mało szkoleń, zużyty sprzęt. – Wczorajsze awaryjne lądowanie z pewnością podniesie temperaturę sporów na linii związki – zarząd – mówi „DGP” osoba z kręgów bliskich zarządowi przewoźnika. Dodaje, że związki dostały do ręki fantastyczną kartę związaną z bezpieczeństwem pasażerów i będą próbowały ją wykorzystać. Za chwilę wróci temat prywatyzacji, obsługi technicznej samolotów i kwestii płacowych. – Będzie gorąco – kwituje nasz rozmówca.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Świadczenia, emerytury, podatki, zmiany przepisów, newsy gospodarcze... To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik Radzi. Chcesz się dowiedzieć, kto może przejść na wcześniejszą emeryturę? A może jakie ulgi można odliczyć od podatku? Kto może otrzymać środki w ramach renty wdowiej? Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj