Prezydencki Tu-154 w ogóle nie powinien wystartować z Warszawy. To główna przyczyna katastrofy smoleńskiej, a rozważanie tego, co się działo w ostatniej fazie lotu ma niewielkie znaczenie.

Reklama

Warto w tym miejscu pamiętać o podstawowej różnicy między działaniem komisji Jerzego Millera i prokuratury - celem tej pierwszej było wyjaśnienie przyczyn katastrofy smoleńskiej, celem prokuratury jest natomiast wskazanie winnych. Prokuratura przede wszystkim poszukuje tych, którzy byli odpowiedzialni za złe przygotowanie samolotu i załogi, złe przygotowanie całej tej misji.

Prokuratura na pewno nie koncentruje się, tak jak niektórzy politycy i dziennikarze, na tej ostatniej fazie lotu, która była wynikiem tych wielu błędów popełnionych wcześniej; dla wyjaśnienia przyczyn katastrofy ma ona minimalne znaczenie.

Ten samolot bowiem z tą załogą, w tych warunkach, w tej pogodzie, nigdy nie powinien wystartować z Warszawy, a jeśli już wystartował, to nie powinien w ogóle podchodzić do lądowania na tak źle wyposażonym lotnisku i przy tak fatalnej pogodzie. To, że jednak to zrobił, to oczywiście ma jakieś znaczenie, ale badanie tego szczegółowo jest dzieleniem włosa na czworo.

To tak jakby doszło do wypadku samochodowego, którego kierowca nie miał prawa jazdy, a samochód nie miał badań technicznych, albo gdyby samochód wjechał na skrzyżowanie na czerwonym świetle i spowodował wypadek - to pytanie, co robił kierowca w ostatniej chwili, czy np. mocno hamował - też nie ma żadnego znaczenia.

Jeżeli nie wolno było według polskich przepisów lądować na tym lotnisku, wioząc VIP-ów - bo mgła była wystarczającym powodem, żeby nie lądować - to dalsza dyskusja w tej mierze jest bezprzedmiotowa.

Różni politycy i dziennikarze cały czas podgrzewają atmosferę, ale zwracają uwagę nie na kluczowe elementy, tylko na drobiazgi. Z drugiej strony, warto pamiętać, że w Polsce jest cała grupa ludzi, którzy potencjalnie muszą się liczyć z tym, że zasiądą na ławie oskarżonych - za spowodowanie bałaganu w Siłach Powietrznych. I tym osobom też zależy na odwróceniu uwagi od tych wszystkich podstawowych błędów.

Co do ewentualnej obecności generała Andrzeja Błasika w kokpicie samolotu, to oprócz zapisu fonoskopijnego takie kwestie można też rozstrzygnąć na podstawie obrażeń na ciele.

Reklama

Na tym etapie śledztwa prokuratura nie może zbyt wiele ujawnić, żeby nie ułatwiać linii obrony tym, którzy być może w przyszłości odpowiedzą karnie za przyczynienie się do tej katastrof