Dziennik Gazeta Prawana logo

Nieetycznie, ale legalnie żerują na dotacjach z Brukseli

23 stycznia 2012, 06:09
Ten tekst przeczytasz w 2 minuty
Nieetycznie, ale legalnie żerują na dotacjach z Brukseli
Shutterstock
Proceder, choć nieetyczny, jest legalny, bo przepisy dotyczące oceny wniosków o unijne dotacje zawierają luki. Urzędnicy biorą za sprawdzenie wniosku pięćset złotych. Za przyznanie dotacji - tysiąc złotych. Tak dorabiają funkcjonariusze publiczni.

Urzędnicy zajmujący się przydzielaniem środków unijnych wykorzystują luki w prawie i po godzinach piszą wnioski o dotacje. Firmy płacą im, bo w ten sposób zwiększają swoje szanse na wygraną w konkursie.

Zjawisko jest powszechne. Zwykle urzędnicy zwracają się z ofertą nie bezpośrednio do przedsiębiorców, ale do firm doradczych, które pomagają w uzyskaniu dotacji.

– mówi Renata Kaczyńska-Maciejowska, dyrektor zarządzający w firmie szkoleniowej Prospera Consulting.

Tak działa jeden z urzędników z woj. warmińsko-mazurskiego. W e-mailach rozsyłanych do potencjalnych klientów chwali się, że w ubiegłym roku pozyskał dla przedsiębiorców prawie 6 mln zł. Za sprawdzenie i poprawienie wniosku chce 500 zł. Jeżeli firma otrzyma dofinansowanie – 1000 zł dodatkowo. Aby uniknąć zarzutu, że opracowuje wnioski, które potem sam ocenia, pracuje tylko dla przedsiębiorców z innych województw. Firma, która zainwestowała w taką usługę, zyskuje przewagę w konkursie, bo urzędnicy wdrażający unijne programy śledzą zmiany i wymogi proceduralne na bieżąco.

Proceder, choć nieetyczny, jest legalny, bo przepisy dotyczące oceny wniosków zawierają luki. Obecnie urzędnicy biorący udział w procedurze pod rygorem odpowiedzialności karnej składają oświadczenia o bezstronności. Grożą im trzy lata więzienia, ale tylko wtedy, jeśli będą oceniać projekty, w których przygotowaniu sami brali udział. Przepis ten można zatem ominąć, jeśli pracownik pomaga w przygotowaniu wniosku, który ocenią inni urzędnicy.

Ministerstwo Rozwoju Regionalnego podkreśla jednak, że urzędnik oferujący takie usługi podaje w wątpliwość swoją rzetelność jako funkcjonariusz publiczny. Zgodnie z ustawą ma on przecież bezstronnie wykonywać zadania publiczne. Ale tylko samorząd, który go zatrudnia, może ocenić, czy jego działalność jest etyczna, i – jeśli uzna, że nie – wyciągnąć konsekwencje.

Na takim postępowaniu najwięcej tracą przedsiębiorcy, którzy samodzielnie ubiegają się o pieniądze z UE. Startują w konkursach ze słabszej pozycji, a ich pomysły mogą być wykorzystane przez urzędników oceniających wnioski, którzy za pieniądze przygotowują podobne projekty dla innych.

Copyright
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję
Źródło Dziennik Gazeta Prawna
Zapisz się na newsletter
Najważniejsze wydarzenia polityczne i społeczne, istotne wiadomości kulturalne, najlepsza rozrywka, pomocne porady i najświeższa prognoza pogody. To wszystko i wiele więcej znajdziesz w newsletterze Dziennik.pl. Trzymamy rękę na pulsie Polski i świata. Zapisz się do naszego newslettera i bądź na bieżąco!

Zapisując się na newsletter wyrażasz zgodę na otrzymywanie treści reklam również podmiotów trzecich

Administratorem danych osobowych jest INFOR PL S.A. Dane są przetwarzane w celu wysyłki newslettera. Po więcej informacji kliknij tutaj