Obiekt z wielką pompą otwarto kilka tygodni temu. Były przemówienia, oklaski i przecinanie wstęgi - pisze "Fakt".

Zachwyt szybko uleciał, kiedy na dworcu pojawili się pierwsi pasażerowie. Okazało się, że podróżni nie mogą kupić biletu, bo zlikwidowano ostatnią kasę. Na nie pojawiła się wywieszka odsyłająca podróżnych do konduktora.

Zamienili nam dworzec w atrapę. Nie rozumiem, dlaczego ktoś wpakował tyle pieniędzy w coś, co jest teraz kompletnie nieużyteczne. Teraz nie ma kogo zapytać o połączenia, zarezerwować biletu, wykupić miejscówki, albo złożyć reklamacji. W pociągu muszę z wielką torbą biegać po wagonach, aby znaleźć konduktora - grzmi jeden z mieszkańców Leżajska.

Jak tłumaczy się PKP? Odpowiedzi są kuriozalne.

Za utrzymanie kas biletowych na dworcach kolejowych odpowiadają przewoźnicy. To ich trzeba o to pytać - stwierdza Kamil Migała z Zespółu Prasowego PKP SA. 

W Przewozach Regionalnych i spółce InterCity dziennikarze "Faktu" dowiedzieli się, że nie opłaca się prowadzić kasy na dworcu, bo wpływy z biletów są niższe od kosztów utrzymania takiego punktu. Stąd zapadła decyzja o jego likwidacji.

Rozwiązaniem musi być konduktor. Jest wyposażony w kasę mobilną i można kupić u niego każdy bilet z wyjątkiem InterCity. No i niestety, jeszcze nie przyjmujemy kart. W przyszłości problem w pewnym stopniu powinien rozwiązać biletomat - zapewnia Krzysztof Pawlak z Zakładu Przewozów Regionalnych w Rzeszowie.

"Pamiętacie, jak bohater filmu Stanisława Barei chciał widzieć z tarasu widokowego jak matka odlatuje samolotem? Usłyszał, że najbliższy taras widokowy jest we Wrocławiu. A mieszkańcy Leżajska dziś najbliższą czynną kasę mają teraz... w oddalonym o zaledwie 25 km Przeworsku" - czytamy w "Fakcie". 

>>>Czytaj też: Tak będzie bronić się Katarzyna Waśniewska