Według "Nowej Trybuny Opolskiej" mieszkanka Opola, samotna matka wychowująca dwuletnią córkę i sześcioletniego syna, drzwi policji otworzyła około godziny 22. - opowiada w rozmowie z gazetą pani Joanna. Dodaje, że policjanci pokazali jej pismo, z którego wynikało, że musi trafić do aresztu, ponieważ nie zapłaciła niespełna 2,3 tys. zł długu.
Problem pojawił się, gdy okazało się, że policjanci nie mieli świadomości, iż kobieta samotnie wychowuje dzieci. Zdecydowali, że maluchy mają spędzić noc w placówce opiekuńczej. - relacjonuje kobieta.
Po dwóch godzinach dyskusji z policjantami trafiła do izby zatrzymań, a jej dzieci, w piżamkach, przewieziono do pogotowia opiekuńczego. Mama, rozstając się z dziećmi, powiedziała im, że boli ją głowa i musi jechać do szpitala - relacjonuje "NTO".
- mówi kobieta.
Dzieci były same w domu
Policyjna wersja wydarzeń jest jednak nieco inna. Rzecznik opolskiej policji podinsp. Maciej Milewski wyjaśnia w rozmowie z dziennik.pl, że policjanci przyszli do domu kobiety o godzinie 21. Nie zastali jej jednak. - relacjonuje.
Kobieta wróciła do domu o 21:45. - opowiada podinsp. Milewski. Dodaje, że cała procedura związana z załatwieniem opieki dla syna i córki pani Joanny trwała do godziny 23. W tym czasie opolanka próbowała m.in. zebrać pieniądze, by od razu zapłacić zaległą karę - bez skutku.
Na drugi dzień policjanci skontaktowali się z Sądem Rejonowym w Opolu, a konkretnie z komórką zajmującą się wyrokami zastępczymi. Tam usłyszeli, by przekazać informację o tym, co się wydarzyło, do sądu rodzinnego. Niewykluczone, że kobieta może ponieść konsekwencje tego, że dzieci późnym wieczorem były same w domu.
Milewski odpiera też zarzuty o przewiezienie ich do pogotowia opiekuńczego "w piżamkach". - wyjaśnia w rozmowie z dziennik.pl. Zapewnia, że na tę chwilę policjanci nie mają sobie nic do zarzucenia.
Dług, który nie istnieje?
Skąd całe zamieszanie? Pani Joanna próbowała tłumaczyć policjantom, że sprawa długu, o którym mowa w nakazie sądowym, została już wyjaśniona. Chodziło o karę, nałożoną na nią przez urząd skarbowy w czasach, kiedy jeszcze prowadziła kwiaciarnię. - wspomina kobieta w rozmowie z "NTO". Jednak wkrótce jej życie osobiste się skomplikowało, a sytuacja finansowa znacznie pogorszyła.
W finale sprawa trafiła do komornika.- zapewnia opolanka. Dodaje, że pismem o bezskutecznej egzekucji próbowała przekonać policjantów, że sprawa jest już załatwiona, a nakaz sądu jest jakimś nieporozumieniem. Mimo to trafiła do policyjnej izby zatrzymań.
Sąd: wszystko zgodnie z prawem
Następnego dnia pani Joanna dowiedziała się w sądzie, że w obliczu niewyegzekwowania długu sąd nałożył na nią karę zastępczą - 25 dni pozbawienia wolności. Wyrok wysłano jej pocztą, ale na nieaktualny adres. I tu - według sądu, wina leży po stronie opolanki - nie poinformowała ona bowiem o zmianie adresu. A nie poinformowała, bo - jak tłumaczy - była przekonana, że po wyroku o bezskutecznej egzekucji sprawa jest zamknięta. - zapewnia.