- napisał hierarcha w liście pasterskim czytanym w niedzielę w kościołach archidiecezji.
Według metropolity zarówno podpis pod wnioskiem w sprawie in vitro czy głosowanie w parlamencie lub w radzie miasta jest publicznym opowiedzeniem się.
- napisał abp Dzięga.
Metropolita podkreślał, że są takie sytuacje, w których biskup nie może milczeć, aby nie stać się współwinnym grzechu. Problem in vitro w sensie dosłownym jest sprawą "życia i śmierci", lecz nie jest i nie powinien być tematem politycznym - zaznaczył arcybiskup.
Hierarcha napisał, że pragnienie rodziców przekazania życia dziecku jest piękne, a ich miłość jednym z najpiękniejszych przejawów miłości ludzkiej. - - przypomniał jednocześnie.
Przestrzegł też przed "nierozumną" ingerencją człowieka w prawa natury, która może spowodować szkody. Procedura in vitro nie jest leczeniem niepłodności, gdyż jej nie usuwa, dlatego trudno uznać ją za procedurę leczniczą - zaznaczył.
Według przygotowanego przez radnych PO projektu uchwały, chodziłoby o dofinansowanie procedury leczenia niepłodności, w tym metody in vitro kwotą 2 tys. zł. Projekt, po zebraniu podpisów wśród szczecinian, miałby trafić do przewodniczącego rady miasta jako obywatelski. Program miałby rozpocząć się 1 lipca 2013 r., a zakończyć w 2016 r. Objąłby 220 procedur rocznie i kosztowałby rocznie 440 tys. zł. Szczeciński program ma być komplementarny z powstającym programem rządowym dofinansowania in vitro.
Pomysłowi PO zdecydowanie sprzeciwiają się radni PiS. Poparcie deklarują radni SLD. Kluby radnych PO i SLD mają razem 18 głosów w 31-osobowej radzie miasta.
Według danych GUS w Szczecinie jest około 11 tys. par, które mają problem z niepłodnością.