Według Lecha Wałęsy teczki mają dwa rożne widoczne kolory starzenia papieru. pisze na Facebooku były prezydent.
Lech Wałęsa spędził w środę w Instytucie Pamięci Narodowej w Warszawie ok. trzech godzin. Wjechał ok. godz. 10 na teren IPN przy ul. Kłobuckiej, gdzie mieszczą się archiwa Instytutu, nie udzielając wypowiedzi dziennikarzom. Krótko przed godz. 13 wyjechał, także nie rozmawiając z mediami.
Tego dnia b. prezydentowi, przesłuchanemu w charakterze świadka, został okazany oryginał rękopiśmiennych materiałów z teczki "Bolka". Chodziło o to, aby zeznał do protokołu, że - jego zdaniem - konkretne dokumenty z teczki zostały sfałszowane. Jest to wymogiem prawnym, by prokurator IPN mógł powołać biegłego z dziedziny pisma porównawczego.
Śledztwo ws. podejrzenia poświadczenia nieprawdy przez funkcjonariuszy SB w dokumentach "Bolka" w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej prowadzi białostocki pion śledczy IPN. Wszczęto je po pierwszych wypowiedziach Wałęsy o sfałszowaniu akt z teczki, m.in. pokwitowań odbioru pieniędzy.
- głosi komunikat prok. Romańczuka. Dodał on, że okazanie miało "kluczowe znaczenie dla kierunku i zakresu zlecanych ekspertyz wykonywanych przez biegłych".
- poinformował prokurator.
- powiedział PAP pełnomocnik Wałęsy, prof. Jan Widacki, który brał udział w tych czynnościach. - dodał Widacki.
Zdaniem adwokata także zobowiązanie "Bolka" do współpracy z grudnia 1970 r. jest nieautentyczne, gdyż napisano je "pismem wyrobionym", a skoro Wałęsa do dziś nie ma tak wyrobionego charakteru, to tym bardziej nie miał go wtedy. Widacki wyraził przekonanie, że cała teczka pochodzi z lat PRL. "Niektóre z tych dokumentów były podrzucane opozycjonistom w czasach PRL" - podkreślił pełnomocnik Wałęsy.
oświadczył Widacki. Zapowiedział, że Wałęsa będzie aktywnie korzystał ze swych praw pokrzywdzonego w tym śledztwie i np. będzie składał wnioski dowodowe.
16 lutego prokuratorzy IPN dokonali przeszukania w domu wdowy po gen.
Czesławie Kiszczaku, gdzie zabezpieczono sześć pakietów dokumentów, w
tym teczkę personalną i pracy TW "Bolka". Prezes IPN Łukasz Kamiński
ujawnił, że jest tam m.in. odręcznie napisane zobowiązanie do współpracy
z SB, podpisane: Lech Wałęsa "Bolek", a według opinii eksperta
archiwisty z IPN dokumenty są autentyczne. Kamiński zapowiedział, że
dokumenty te będą poddane badaniom, m.in. z dziedziny pisma
porównawczego.
22 lutego IPN udostępnił teczki "Bolka" dziennikarzom i historykom.
Są w nich m.in. liczne doniesienia "Bolka" wobec poszczególnych osób,
notatki funkcjonariuszy SB ze spotkań z nim z lat 1970-1976 r. oraz
pokwitowania odbioru pieniędzy od SB. Większość tych dokumentów -
których jest kilkadziesiąt - jest napisana odręcznie.
W decyzji z czerwca 1976 r. o rozwiązaniu przez SB współpracy z
"Bolkiem" jako powód podano jego "niewłaściwe zachowanie się" jako
współpracownika mimo kilkakrotnych ostrzeżeń, niechęć do współpracy oraz
fakt, że 30 kwietnia 1976 r. został zwolniony z pracy w stoczni za
wystąpienia krytykujące jej władze. Odnotowano, że za przekazywane
informacje "Bolek" był wynagradzany w sumie kwotą 13 100 zł.
"Wynagrodzenie brał bardzo chętnie" - dodano.