Śledztwo w sprawie "zaistniałego na przełomie lipca i sierpnia 2014 r. w nieustalonym miejscu ujawnienia informacji niejawnych o klauzuli "ściśle tajne" zawartych w materiałach będących podstawą stworzenia tzw. aneksu do raportu z weryfikacji WSI" wszczęto w połowie sierpnia 2014 r. na podstawie informacji tygodnika "Wprost". O jego umorzeniu w drugiej połowie marca tego roku poinformował w środę portal tvp.info.
powiedział rzecznik prasowy Prokuratury Okręgowej w Warszawie prok. Michał Dziekański.
Dodał, że postępowanie to przez pewien czas było zawieszone, gdyż prokuratura oczekiwała na aneks.zaznaczył prokurator.
W 2014 r. "Wprost" podało, że tajne materiały wyciekły z kierowanej przez Antoniego Macierewicza Komisji Weryfikacyjnej WSI. Materiały, a konkretnie 47 stron opatrzonych adnotacjami "ściśle tajne" i "egzemplarz pojedynczy", miały trafić do redakcji latem 2014.
Śledztwo było prowadzone w oparciu o art. 265 kodeksu karnego, który w paragrafie 1. stanowi: "Kto ujawnia lub wbrew przepisom ustawy wykorzystuje informacje stanowiące tajemnicę państwową, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5".
Według tygodnika w 2007 r. na podstawie m.in. tych materiałów miał być stworzony aneks do raportu z weryfikacji WSI. Aneks został przekazany ówczesnemu prezydentowi Lechowi Kaczyńskiemu, który nie zdecydował się na jego ujawnienie. Również Bronisław Komorowski nie ujawnił aneksu, dotychczas decyzji takiej nie podjął również Andrzej Duda. Dokument spoczywa w kancelarii tajnej Kancelarii Prezydenta RP.
Jak pisał "Wprost", z dokumentów miało wynikać m.in., że autorzy aneksu do raportu WSI zbierali informacje mające obciążyć Bronisława Komorowskiego. Według "Wprost" weryfikatorzy przypisywali mu, że patronował podejrzanej fundacji, która wyłudzała pieniądze z Wojskowej Akademii Technicznej, używał materiałów WSI do niszczenia podwładnych i wreszcie - że miał kontakty z międzynarodowymi handlarzami bronią.
Antoni Macierewicz mówił w 2014 r., że autorzy artykułu w tygodniku "nie mają w ogóle pojęcia na temat tego, czym w rzeczywistości jest aneks i jaka jest prawdziwa zawartość tego dokumentu". Jego zdaniem autorzy nie mieli dostępu do materiałów aneksu i dokumentów komisji weryfikacyjnej.
Macierewicz oceniał, że to, co się ukazało w tygodniku, to "zebranie informacji z różnych źródeł, różnych materiałów". mówił.